Twoja mama umarła dość niespodziewanie?

Tak, była młodą kobietą, miała 66 lat. Zmarła 13 października 2004 roku. Dostała udaru, tylko cztery dni leżała w szpitalu. Ale chorowała na cukrzycę i to też był powód takiej nagłej śmierci. Dla nas to był szok. Mieszkałam wówczas z mamą i w moim domu zrobiliśmy stypę po pogrzebie, takie rodzinne spotkanie właściwie. Siedzieliśmy długo w nocy. Wtedy jeszcze mieliśmy telefon stacjonarny. Nagle zadzwonił, było już około północy. To było dziwne, o tej porze. Odebrałam przestraszona, a tam cisza. Odłożyłam słuchawkę. Za jakieś dziesięć minut to samo. Są świadkowie. Ja nawet wtedy zażartowałam, że to mama dzwoni z nieba…

 

Ale to był dopiero początek dziwnych zdarzeń?

Tak. Sporo nas wtedy w domu było, bo część rodziny przyjechała z daleka. Jakoś rozlokowaliśmy się do spania, ja z córką spałam w oddzielnym pokoju. Tam świeciło się akwarium, bo po tym telefonie byłam taka nieswoja, nie chciałam go gasić na noc. Wolałam, żeby paliło się światło. W pokoju było biurko z taką szafką na książki. Na biurku położyłam kurtki dzieci, bo jak mówię, dużo nas było w domu. Kiedy się położyłam, nagle książki w środku zaczęły latać, rumor był okropny, jakby ktoś w środku nimi rzucał. A rękaw od kurtki zaczął sam machać. Zaczęłam krzyczeć na cały dom, obudziłam wszystkich, nie mogłam już zasnąć. Już wiedziałam, że to mama przyszła. To niesamowite odczucie. Ale wiedziałam, że to ona.

 

Wiedziałaś po co wróciła?

Wtedy jeszcze nie. Ale następnego dnia rano spojrzałam na regał w salonie. Tam w filiżance była jej proteza, została w domu jak mama była w szpitalu. I jak na te zęby spojrzałam, to zrozumiałam, że zapomnieliśmy je dać mamie na ostatnią drogę. Taki przebłysk świadomości. Ja się bałam iść na cmentarz, ale poprosiłam szwagra, żeby poszedł. Spakowałam tę protezę i on zakopał ją tam w grobie mamy, to było zaraz następnego dnia. I nigdy więcej nie powtórzyły się te dziwne rzeczy.

 

W starych obrzędach ludowych pakowano zmarłym na drogę niezbędne rzeczy, również te ulubione, na przykład wełnę, jak ktoś robił na drutach albo papierosy palaczom. Myślisz, że coś w tym jest?

Dziś jestem o tym przekonana. Jakiś czas później słyszałam podobną historię, ale chodziło o ulubiony zegarek. Zmarły też po niego wrócił. Widzisz, że opowiadam to wszystko z otwartą przyłbicą. Ta historia jest u nas w rodzinie znana od lat, bo jak mówiłam, w domu było wówczas wiele osób. Ja od tamtej pory wierzę w to, że zmarli się z nami kontaktują. Myślę, że wiele osób miało podobne przeżycia, ale boją się albo wstydzą o tym mówić.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

smierć,  duchy,  zmarli, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót