Wyprawa na koniec świata
W 2025 roku 71-letnia Lorna McSorley oraz jej partner 81- letni Leon Probert z Devon w Wielkiej Brytanii, wybrali się na wymarzony wyjazd do Republiki Południowej Afryki. Wykupili dwutygodniowy urlop w biurze TUI. 27 września przybyli do hotelu Ghost Mountain Inn w Mkuze, miejscowości położonej na terenie rezerwatu przyrody. Nazajutrz czekał ich pierwszy punkt programu tej wyprawy, dwudniowe safari w sławnym Parku Narodowym Krugera. By nie tracić czasu, Brytyjczycy zjedli wczesny lunch i postanowili samodzielnie rozejrzeć się po okolicy. Koło godziny 14.30, co widać na kamerach monitoringu hotelu, turyści wyszli na spacer. Zgodnie z tym, co opowiadał Leon Probert, poszli pokonać trzykilometrowy szlak wokół jeziora. Liczyli, że uda im się spotkać niezwykłe dla Europejczyków okazy miejscowej fauny - hipopotamy, żyrafy, lwy lub słonie. Ruszyli w stronę zarośli i zbiornika wodnego. Jak większość przybyszy z innych kontynentów, oni także zignorowali znaki ostrzegające przed krokodylami i hipopotamami, żyjącymi w jeziorze. Czuli się bezpiecznie. Lecz doskwierała im pogoda, było bardzo duszno i gorąco. Dla nieprzyzwyczajonych do takiego klimatu ludzi, wędrówka była torturą, a nie przyjemnością. Po około 40 minutach zwiedzania, Probert nie wytrzymał, postanowił wrócić do hotelu. Jego powrót uchwyciły kamery monitoringu w placówce. Mężczyzna zostawił Lornę McSorley samą w dzikiej okolicy. Jak twierdził, kobieta czuła się dobrze i nie zamierzała wracać do pokoju. Kontynuowała wyprawę, nie była zmęczona, aby się nie zgubić, posługiwała się mapą terenu. Po raz ostatni Brytyjkę widziano, już bez towarzysza, około godziny 15. Świadkiem był miejscowy właściciel farmy Koos Prinsloo. Rolnik opowiadał, że rozmawiał z zagraniczną turystką. Pytała o drogę, miała zawieszoną przez ramię czarną torbę, w rękach trzymała mapę, lecz chciała się upewnić, czy dobrze idzie. Zdaniem miejscowego świadka, kobieta wyglądała na "zrelaksowaną". Miała opowiedzieć Koosu Prinsloo, że niechcący zeszła z wyznaczonego szlaku. Jak twierdził farmer, zaproponował turystce odwiezienie do hotelu, ale Brytyjka stanowczo odmówiła. Uparła się zakończyć zaplanowany spacer. Rolnik pokazał jej, którędy wrócić na wyznaczoną ścieżkę. Podziękowała i odeszła w stronę szlaku. Farmer powrócił do swoich zajęć, po białej kobiecie słuch zaginął.
Była godzina 17.30, Lorna nie pojawiła się w hotelu. Jej partner zaczął się niepokoić, o tej porze kobieta już dawno powinna zameldować się w miejscu pobytu. Brytyjczyk wszczął alarm. Od razu rozpoczęto poszukiwania turystki. Do akcji zaangażowano lokalne służby porządkowe, miejscową ludność, psy tropiące, użyto łodzi, helikopterów i dronów. W sumie w akcji wzięło udział ponad sto osób. Szukano zaginionej turystki w buszu, na mokradłach, w jeziorze oraz kanałach wodnych. Niestety, poszukiwania były bezskuteczne. 71-letnia Lorna McSorley zniknęła. Jedyne, co znaleziono, to porzuconą i pomiętą mapę okolicy, tę samą którą posiadała kobieta.
Jak zginęła Lorna?
Akcja poszukiwawcza trwała sześć dni. 3 października władze wstrzymały działania. Leon Probert wrócił samotnie do domu w Devon.Na początkowym etapie śledztwa zakładano, że kobieta padła ofiarą drapieżnych zwierząt. W latach 2015 - 2024 w RPA odnotowano 35 ataków krokodyli na ludzi, z czego 17 zakończyło się śmiercią. W Afryce hipopotamy są uważane za jedne z najniebezpieczniejszych dużych ssaków. W RPA (szczególnie okolice Parku Narodowego Krugera) regularnie dochodzi do śmiertelnych ataków hipopotamów na ludzi, bo to bardzo terytorialne zwierzęta. Według szacunkowych danych, w całej Afryce hipopotamy zabijają nawet do 3 tys. osób rocznie! Śmiertelnie groźne są także słonie. W 2025 roku były przypadki tratowania turystów. W styczniu starszy turysta został zabity przez rozjuszone słonie, gdy próbował ratować wnuki. Najgroźniejsze są szczególnie młode, agresywne osobniki, chore lub prowokowane przez nieświadomych zagrożenia turystów. Zabijają także lamparty. W 2019 roku w Parku Narodowym Krugera ten drapieżnik zabił dwuletnie dziecko pracownika rezerwatu.
Tylko, jak pokazuje życie, zwykle po ataku zwierzęcia na człowieka, zostają jakieś szczątki, ślady walki. W tym wypadku nic takiego nie odnaleziono, mimo że przecież od razu ruszono do akcji poszukiwawczej. Dlatego policja KwaZulu-Natal poinformowała opinię publiczną, że „zmienia się kierunek śledztwa, brane są pod uwagę inne możliwości”. To oznaczało, że wzięto pod uwagę inną przyczynę zaginięcia Brytyjki, czyli przestępstwo popełnione przez ludzi. Śledczy zbadali dane aktywności telefonii komórkowej w tym czasie i na tym obszarze. Analiza wykazała trzy podejrzane numery telefonów, które nagle zaczęły ze sobą się kontaktować i zbliżać do jednego celu. Punktem centralnym, gdzie pojawiły się jednocześnie wszystkie aparaty, było miejsce w którym znaleziono porzuconą mapę Lorny. Zdarzenie miało miejsce dokładnie od godziny 16.45 do 17. Potem sygnały aparatów zaczęły się od siebie oddalać w różnych kierunkach. Jeden zaczął bardzo szybko przemieszczać się, co wskazywało na jazdę samochodem. Inny ruszył w kierunku miasta Mkuze. Kolejny, powoli, jakby na piechotę, poruszał się w kierunku Góry Duchów.
Ciemna strona Afryki
Funkcjonariusze mieli kolejną, ponurą hipotezę. Wszystko wskazywało na mroczny proceder, znany jako „morderstwa muti”. O co chodzi? W języku angielskim i afrikaans słowo „muti” to określenie używane wobec rytualnych preparatów, które rzekomo powodują "cudowne" efekty. Czyli wyleczenie z ciężkiej choroby, zapewnienie pomyślności czy pozbycie się poważnego problemu.
W większości wypadków do sporządzenia muti wykorzystuje się lecznicze rośliny. Ale jest grupa osób, szczególnie w kulturze Zulusów, gdzie jako składnika muti używa się ludzkich części ciała. Bywa, że rytuały i „magiczne preparaty” są wzmacniany obciętymi palcami, rękami a nawet nogami ludzi!
Organy przeznaczone na muti są zazwyczaj mielone, gotowane, mieszane z ziołami i spożywane. Czasami robi się z nich pastę, a potem nosi się ją przy sobie w formie talizmanu. Mniej radykalni szamani i wyznawcy rytualnego leczenia muti, posługują się częściami zwłok z "drugiego obiegu". Czyli wykradzionymi ze szpitali, kostnic, albo wykopanych z świeżych mogił na cmentarzu. Niestety, dla niektórych, części ciała zwyczajnie zmarłych osób, tworzą zbyt słabo działające muti. Najbardziej radykalni zwolennicy tych makabrycznych praktyk uważają, że najmocniejsze muti pochodzi z żywego człowieka. Im bardziej cierpi i krzyczy dawca podczas agonii, w chwili gdy pobiera mu się organy, tym moc muti jest silniejsza.
W rezultacie tych przekonań zdobywanie narządów do rytuałów to pełen okrucieństwa brutalny mord. Szamani przekonują, że najlepsze muti pochodzi z części ciała ludzi starszych, dzieci albo albinosów. Wykształcił się cały rynek zabójców, zdobywających najlepsze narządy na muti, według konkretnych zamówień. Znachor daje zlecenie, a morderca szuka odpowiedniej ofiary, potem na nią poluje, aż do tragicznego końca.
Czasami dochodzi do zabicia człowieka bez wcześniejszego zamówienia. Morderca korzysta z nadarzającej się okazji. Nieświadoma zagrożenia ofiara, staje się celem, gdy oddali się od ludzi. Jest łatwym łupem dla zabójców - handlarzy „częściami” na muti. Ponoć w Mkuze ten proceder nadal kwitnie. Miasto słynie z targowisk, na których sprzedaje się składniki do „muti”. Oficjalnie ziołowe, specjalne dodatki rozprowadza się na czarnym rynku.
Według statystyk od 2022 roku odnotowano tutaj co najmniej 10 podobnych zaginięć, jak przypadek Lorny McSorley. Wszyscy zaginieni mogli być ofiarami morderców, szukających składników do muti.
Brytyjska turystka idealnie wpisywała się na listę poszukiwanych składników silnego muti: była seniorką i białą kobietą. Z jej ciała mogło powstać wiele różnych preparatów i talizmanów.
Mimo, że RPA jest krajem rozwijającym się, wiara w czarną magię nie maleje, lecz rośnie. Dokładne statystyki rejestrujące to zjawisko są utajnione. Kraj wstydzi się tak makabrycznych praktyk. Od 2001 roku policja schwytała ponad 2500 osób posiadających muti z ludzkimi szczątkami. Nieoficjalnie podaje się, że każdego roku ginie nawet kilkuset ludzi, którzy zostają rozczłonkowani i użyci do spreparowania muti.
Czy taki los spotkał Lornę? Jej partner, Leon Probert, nie potrafi pogodzić się z tym, co stało się w RPA: „Mam poczucie winy. Gdybym nie wrócił do hotelu i został z nią na spacerze, to najprawdopodobniej nic by się nie stało” – uważa.
Geoff Sheward, starszy brat zaginionej 71-latki, powiedział mediom, że śmierć w wyniku praktyk muti to: "Najgorsze, co człowiek możne sobie wyobrazić. W chwili ataku siostra musiała być śmiertelnie przerażona” - przyznał zrozpaczony mężczyzna.
Rodzina skłania się ku hipotezie policji mówiącej o mordercach muti. Przemawia za tym brak ciała, oraz fakt, że Brytyjka miała przy sobie kartę płatniczą. Nigdy jej nie użyto.
Do końca jednak do dziś nie wiadomo, co tak naprawdę spotkało 71- letnią Lornę podczas spaceru. Władze przyznają, że na razie nie ma nowych tropów, sprawa pozostaje nierozwiązana.
Źródła:
https://www.ndtv.com/world-news/british-tourists-mysterious-disappearance-in-south-africa-linked-to-witchcraft-practice-10968735
https://www.thetimes.com/world/africa/article/british-tourist-killed-for-her-body-parts-to-be-used-in-witchcraft-j2vjdmsjz
https://www.standard.co.uk/news/uk/british-grandmother-murdered-witchcraft-killing-b1270026.html
https://medium.com/@sobserver/the-disappearance-at-ghost-mountain-where-elaine-mcsorleys-trail-went-cold-d30728d3bade
https://www.africangamesafari.com/szamani.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Muti
https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/9237374/
https://www.citizen.co.za/zululand-observer/news-headlines/local-news/2025/10/04/still-no-sign-of-missing-uk-tourist-in-mkhuze/
https://www.paranormalne.pl/topic/38242-muti-%E2%80%93-mroczny-sekret-rpa/
https://en.wikipedia.org/wiki/Murder_for_body_parts
https://dictionary.cambridge.org/pl/dictionary/english/muti


