Jesteś współtwórcą miejsca przyjaznego osobom LGBTQ+. Sam też jesteś gejem i osobą queer, która dokonała już dawno coming outu. Uważasz, że takie miejsca są potrzebne?

Tak, potrzebne są takie przestrzenie, w której osoby LGBTQ + mogą się czuć bezpiecznie. Bycie gejem, lesbijką, osobą transpłuciową, queer, czy ogólnie osobą nieheteroseksualną w Polsce nadal wcale nie jest łatwe. Wynika to z wielu czynników, kultury, wychowania, religii czy w końcu nastawienia konserwatywnej części społeczeństwa do takich osób jak ja. Wiele osób, szczególnie młodych, ma nadal w sobie wielki strach przed byciem sobą. Boją się braku akceptacji czy wręcz potępienia. I to nie zawsze ze strony obcych, często ze strony najbliższych – matki czy ojca. Tymczasem takie życie „w szafie” może mieć tragiczne konsekwencje. Wiele z tych osób jest na takim etapie. Wiem, co czują, ile mają w sobie strachu. One naprawdę potrzebują wsparcia.

 

Ty się jednak ujawniłeś. Trudno było?

Urodziłem się w Anglii, tam też spędziłem sporą część życia. Rodzina mojego ojca trafiła tam podczas II wojny światowej, uciekali ze Lwowa. Potem przyjechałem do Polski do katolickiej szkoły podstawowej, bo moi rodzice chcieli, żebyśmy, a mam trzech braci, znali Polskę. Potem znowu wyjechałem do Londynu, do szkoły tańca. Wtedy już miałem świadomość tego, że jestem gejem, ale skrzętnie to ukrywałem. Tymczasem w Anglii przekonałem się, że ludzie mówią otwarcie o swojej orientacji seksualnej, nie kryją się z nią, traktują ją jako coś normalnego. To był szok kulturowy. Okazało się, że otworzyła się przede mną zupełnie inna przestrzeń – akceptująca, rozumiejąca. Więc mnie było zdecydowanie łatwiej.

 

Jak to przyjęła twoja rodzina?

Mamy dobre relacje, wspierają mnie i kochają. Ale wiem, że nie było to dla nich takie proste. Moja rodzina jest dość tradycyjna, związana z religią katolicką. Całe życie żyła w przekonaniu, że homoseksualizm to coś nienormalnego, coś co jest moralnie nie do przyjęcia. Została wychowana by w ten sposób myśleć. Nigdy nie mieli znajomych ze społeczeństwa LGBTQ+, myślę więc, że na początku musiało być im ciężko. Sądzę, że może nawet czasami wstydzili się syna geja, ale teraz to się zmienia. Rodzice byli na otwarciu biblioteki, co było dla mnie bardzo ważne.

 

Kiedy zrozumiałeś, że nie jesteś heteroseksualny?

Wiedziałem to od dziecka. Fascynowały mnie męskie ciała, jak dzieła sztuki, widziałem w nich piękno, choć oczywiście doceniam też piękno kobiet oraz piękno wszystkich osób. W IV klasie szkoły podstawowej brałem udział w spektaklu „Akademia pana Kleksa” w teatrze muzycznym Roma w Warszawie. Brali w nim udział dorośli i spora grupa dzieci. I ja wożony byłem tam na próby z tej mojej szkoły katolickiej. To były dwa rożne światy – konserwatywny i świat otwarty. Otworzyła się przede mną inna przestrzeń. Ale i tam tancerze mnie fascynowali, nie tancerki. A potem, kiedy byłem już w Londynie, też nie wszedłem w ten wolny świat ot, tak, z marszu. Byłem na początku przestraszony, zawstydzony i zagubiony. Nie miałem żadnego wsparcia od osób dorosłych. Ale jakoś się udało przełamać te bariery. Musisz mieć jednak świadomość, że wielu gejów, dorastających w opresyjnym środowisku, kiedy trafią do tego wymarzonego wolnego świata, ma traumatyczne przeżycia. Bo ten świat potrafi też zrobić krzywdę. Tak samo może być w przypadku każdej młodej niedoświadczonej osoby, które nagle wyrwie się spod skrzydeł nadopiekuńczego domu. Mechanizm jest identyczny. Dlatego tak ważne są akceptacja i wsparcie.

 

Taniec w wodzie w Tajlandii.

 

A ty sam łatwo pogodziłeś się z faktem, że jesteś gejem?

Na początku bardzo się tego wstydziłem, modliłem się nawet do boga, z którym się wychowałem, o to, żebym był hetero. Kiedy przyjechałem do Anglii udawałem, że mam w Polsce dziewczynę, tak było prościej. W mojej głowie tworzyłem rożne scenariusze, głównie oparte na strachu. Sam też nie miałem znajomych ani żadnych wzorców gejów i tak naprawdę ich wizerunek zbudowałem sobie na podstawie konkretnych amerykańskich seriali. Tam zawsze gej specyficznie mówi, ubiera się, ma nieco przerysowane ruchy i jest przyjacielem kobiet. Taki stereotyp. I mnie się wydawało, że ja też taki powinienem być. To co opisuję jest bardzo odległe z mojej dzisiejszej perspektywy, ale te doświadczenia są dla mnie bezcenne. Rozumiem strach, obawy, nieumiejętność odnalezienia swojego miejsca w świecie przez osoby LGBTQ+. I rozumiem, jak bardzo potrzebujemy akceptacji.

 

Kiedy o tym mówisz, uświadamiam sobie, jak bardzo jestem uprzywilejowana. Biała, heteroseksualna kobieta, żona i matka. Nie ma mowy o tym, żebym była nieakceptowana społecznie. Doskonale wpisuję się w obowiązujące normy.

No właśnie. A teraz wyobraź sobie, że żyjesz w świecie, w którym boisz się tego o sobie powiedzieć. Że na przykład musisz ukrywać fakt, że jesteś matką, bo to w jakiś sposób wyklucza cię społecznie. Nie do wyobrażenia. A dla wielu osób LBGTQ+ to codzienność. Ja nawet mimo tego, że jestem wyautowany, nie zawsze mówię wprost, że jestem gejem. Badam przestrzeń wokół mnie, ludzi, których poznaję. Sprawdzam, czy mogę powiedzieć, kim jestem. I powiem ci, że to nie jest miłe, życie z tym strachem przed byciem sobą. Przed tym, że ujawnienie prawdy o sobie może przynieść przykre konsekwencje. Dla zdecydowanej większości ludzi to jest wręcz niewyobrażalne, że ktoś musi tak żyć. Ale z drugiej strony nikt nam też specjalnie życia nie ułatwia.

 

Niektórzy mówią, że sami sobie nie ułatwiacie. Znam głosy krytyczne wobec parad równości. Że niepotrzebnie się afiszujecie, że niektóre stroje czy zachowania są nie do przyjęcia. Ja się z tymi opiniami nie zgadzam, ale ciekawa jestem, co powiesz tym którzy tak myślą?

Parady i marsze są istotne dla społeczeństwa LGBTQ+, są kluczową częścią historii walki o prawa. To również często jeden dzień w roku, kiedy niektóre osoby z małych czy większych miejscowości mogą wyjść ze swoich szaf i być z siebie dumne, razem w grupie. Nie robimy niczego złego, wyrażamy siebie na różny sposób. Nikt nie musi tego oglądać, jeśli mu się nie podoba. Problem w tym, że w tej całej nagonce na społeczeństwo LGBTQ+, część mediów chętnie pokazuje, zamiast naszych prawdziwych problemów, kilka zdjęć, które maja przykuć uwagę albo nas zranić. To powoduje jeszcze większy zamęt, brak zrozumienia i często staje się korzeniem nienawiści.

 

Ja wychodzę z założenia, że nie muszę wszystkiego rozumieć. Ale to, że nie rozumiem, nie oznacza, że coś jest natychmiast złe. Myślę, że stosunek do osób LGBTQ+ wynika w dużej mierze z niewiedzy i ze strachu. Trzeba w społeczeństwie oswajać ten strach.

I po to też jest „ Biblioteka Azyl”. Ja zapraszam tu wszystkie osoby, młode, starsze, seniorów i seniorki. Mogą przyjść, pogadać, oswoić się z tematem. Mamy dużą kolekcję ciekawych książek, wypożyczamy je do domu, można u nas posiedzieć poczytać, organizujemy między innymi spotkania autorskie i warsztaty. Bibliotekę widzę jako przestrzeń otwartą, miejsce dialogu dla wszystkich, ale oczywiście dialogu wokół osób nieheteronormatywnych i kultury queer. Może ktoś ma pomysł, który chciałby u nas zrealizować? Zapraszam też rodziców dzieci LGBTQ+, szczególnie tych, którzy mają problemy z akceptacją orientacji seksualnej dziecka. Sam osobiście chętnie z każdym porozmawiam. Nie ma najmniejszego problemu.

 

Filip zaprasza do Azylu.

 

Jak trafiłeś do Lublina? W Polsce mieszkałeś w Warszawie, studia kończyłeś w Londynie.

Skończyłem kierunek wiedza o tańcu i choreografia. Od razu po studiach wyjechałem do Bangkoku, mieszkałem tam półtorej roku, pracowałem przy różnych projektach. Tańczyłem improwizację kontaktową na lądzie i pod wodą. Tańczyłem w bollywoodzkich teledyskach. Pracowałem w sobotniej polskiej szkole. Uczyłem magii w kilku międzynarodowych szkołach. Zakochałem się w codziennym słońcu, morzach, tajskiej kuchni i sztuce. Miałem tam pierwszego poważnego partnera w moim życiu. Po pewnym czasie stwierdziłem, że czas dokonać wyboru. Znajoma postawiła mai karty tarota. Tajlandia to był czas przyjemności, Europa jawiła się jako dalszy rozwój. Zdecydowałem się wrócić. W czasie pandemii trafiłem na rezydencję do lubelskiej Galerii Labirynt. I tak to się zaczęło.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

LGBT,  homoseksualizm,  tolerancja, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót