Lida trafiła do Polski w 2005 roku. Uciekła z Czeczeni po zamordowaniu jej męża. Był przewodnikiem, pomagał przechodzić przez granicę. Wpadł w zasadzkę, zabito razem z nim 27 innych partyzantów. Miał zaledwie 31 lat.

Lida wiedziałam, że musi uciekać, bo życie całej rodziny było zagrożone. Zabrała swoich czterech synów i wyjechała do Polski.

 

- Wiesz, jak się czuje człowiek, który musi nagle zostawić swój kraj, swój dom, ziemię, rodzinę? Jak by był bez rąk i bez nóg. Zostaje kawałek człowieka, bo swoje serce zostawia w ojczyźnie. Ale wie, że musi uciekać, bo inaczej nie przeżyje. Człowiek, który ucieka nie rozumie polityki, nie chce jej rozumieć, chce dotrzeć do bezpiecznego miejsca i wreszcie móc odetchnąć z ulgą, że znalazł się tam, gdzie może czuć się bezpiecznie – mówiła mi Lida.

 

Dlatego ona rozumie ludzi z granicy, wie, co czują. Ona w Lublinie jest już 16 lat, ma swoje mieszkanie, dostała socjalny lokal od miasta, pracuje jako pomoc stomatologiczna. Dwóch synów założyło już rodziny, dwóch mieszka jeszcze z nią.

 

- Oni za Czeczenią nie tęsknią i nie chcą tam jechać, tu jest ich dom. Ja będę tęsknić zawsze, tam zostały moje siostry, brat. Tam są cmentarze, gdzie leżą nasi przodkowie. Ale jednak to tu w Polsce mogłam zacząć normalnie żyć. Kiedyś wracałam wieczorem z pracy. Myślałam, jakie to szczęście móc wejść do autobusu, wysiąść na swoim przystanku, spokojnie dojść do domu. Kto nie zna życia podczas wojny, ten nie zrozumie szczęścia, jakie dają te zwyczajne, proste rzeczy – opowiadała mi Lida.

 

Ona jednak miała więcej szczęścia od tych, którzy dziś są na białoruskiej granicy. Do Polski przyjechała pociągiem z Mińska do Terespola, przyjęto od niej dokumenty o udzielenie ochrony międzynarodowej. Dziś migranci muszą przedzierać się nielegalnie przez druty.

 

Od lewej siedzą: Jacek Wnuk, redaktor programowy Nowego Radia, Iryna Kozak-Balniuk, doktor nauk prawnych z Katedry Prawa Międzynarodowego i Prawa Unii Europejskiej, Lida Khamzatova, Czeczenka i uchodźczymi mieszkająca w Lublinie.

 

- Ten pociąg przestał kursować podczas pandemii, a to była jedyna możliwość dla uchodźców. To przejście graniczne w Terespolu nie obsługuje pieszych, dlatego mówienie, że migranci mogą iść na przejście graniczne i tam załatwić formalności nie jest prawdą – wyjaśniała Iryna Kozak-Balniuk, doktor nauk prawnych z Katedry Prawa Międzynarodowego i Prawa Unii Europejskiej. Tłumaczyła też, dlaczego uchodźcy nie powinni być cofani na Białoruś i maja prawo zostać w Polsce. Bo mają prawo złożyć wniosek o udzielenie ochrony w pierwszym bezpiecznym kraju. Białoruś do takich państw nie należy, zgodnie z ustaleniami UE.

 

Oczywiście problem budzi kontrowersje, bo dochodzi do starcia dwóch dóbr – praw człowieka i prawa Polski do ochrony swojej granicy. Jacek Wnuk z Nowego Radia zastanawiał się, jak zniwelować ogromną polaryzację społeczną, którą wywołuje. Niewątpliwie przyczynia się do tego brak rzetelnej informacji, spowodowanej niemożnością przebywania mediów na obszarze objętym stanem wyjątkowym. Ten deficyt informacji spowodował, że doszło do upolitycznienia całej sytuacji kosztem zwykłego człowieka.

 

- Dlatego zaprosiliśmy na debatę Lidę, z którą się znamy od lat. Bo każdy uchodźca ma twarz, ma swoją historię. Inaczej rozmawia się na ten temat, kiedy mamy wśród nas konkretną osobę, którą dotknął ten problem – mówił red. Wnuk.

 

Debata "Społeczne i medialne wyzwania w związku z kryzysem humanitarnym na granicy polsko-białoruskiej” została zorganizowana przez Koło Naukowe Studentów Dziennikarstwa KUL, którego kuratorem jest ks. dr Jakub Pastwa. Odbyła się 27 października.

 

Tagi:

uchodźcy,  społeczeństwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót