Pan nie w Tokio?

Dobre pytanie. Nie, nie jestem w Tokio i sam nie wiem dlaczego. Oczywiście starałem się o wyjazd jako trener Laury Bernat, która jest najmłodszą zawodniczką w polskiej ekipie, ma zaledwie 15 lat. Złożyłem stosowne dokumenty i wypełniłem formularze, ale ostatecznie powołania nie otrzymałem. Pytałem prezesa Polskiego Związku Pływackiego, jaki jest powód takiego stanu rzeczy, dostałem jakąś mętną odpowiedź dopiero w dniu zaprzysiężenia naszych Olimpijczyków. A teraz słyszę, że tam trenerzy się zmieniają, jedni wracają, inni dolatują (w sumie 10 osób, a miało być ich maksymalnie 4 w pierwszej oficjalnej wersji), co generuje przecież niemałe koszty. Mnie jednak nikt wyjazdu nie zaproponował. To już trzecie Igrzyska z udziałem zawodniczek, które osobiście doprowadziłem do kwalifikacji olimpijskiej (wcześniej Paulina Barzycka – Ateny 2004 i Pekin 2008). A szkoda, bo Laura bardzo przeżyła tę aferę z odwołanymi pływakami. Rozmawiałem z nią, była bardzo rozżalona i płakała. Do Polski musiał wrócić między innymi jej przyjaciel, z którym razem trenowaliśmy. Myślę, że przydałbym się jej tam na miejscu, szczególnie, że ona stratuje pod koniec startów pływaków.

 

Jak mogło dojść do takiego skandalu? Sześciu pływaków odesłano z Tokio do Polski…

Moja teoria jest taka, że nikt nie przeczytał dokładnie regulaminu kwalifikacyjnego do igrzysk. Do błędu mogło dojść znacznie wcześniej, kiedy PZP ogłosił warunki startu, nawet w roku 2019. Być może sugerowano się regulaminem jeszcze z Rio, a zmieniły się zasady. Pełna treść nowego regulaminu ukazała się dopiero niedawno na stronie internetowej PZP, zaraz po aferze.

 

O co chodziło?

Najogólniej mówiąc o normy kwalifikacyjne. Są dwie zasady kwalifikacji 1. MKOL w porozumieniu z FINA (światowa federacja pływacka) i 2. PKOL w porozumieniu z PZP. Te zasady są określone na każde igrzyska oddzielnie i ogłoszone co najmniej na 2 lata przed igrzyskami. Kryterium kwalifikacyjnym są czasy określone normami. Jest norma A określona przez FINA (moja Laura ma taką), która uprawnia do startu w igrzyskach w konkurencjach indywidualnych. Norma B (obniżone kryterium) upoważnia do startu m.in. w sztafecie (ale dotyczy to tylko maksymalnie dwóch zawodników, dwóch musi osiadać normę A) oraz na specjalne zaproszenie od FINA w przypadku wolnych miejsc na Igrzyska do konkurencji indywidualnej. Błąd polegał według mnie na tym, że ten przepis o maksymalnie dwóch zawodnikach z normą B w sztafecie nie był jasny i nieuwypuklony podczas procesu kwalifikacyjnego w Polsce i tak naprawdę nikt o tym nie wiedział. Skompletowano ostatecznie u nas 5 zespołów sztafetowych, czyli według tego przepisu powinno zostać zgłoszonych maksymalnie 10 zawodników z normą B, a pozostałą 10-tka winna mieć normę A. Zakwalifikowano w sumie 14 zawodników, czyli o 4 za dużo. Po otrzymaniu jednego zaproszenia przez FINA dla naszego zawodnika Kacpra Stokowskiego (informacja dotarła dopiero jak nasi byli już w Tokio) trójka zawodników była ponad normę.

Drugim „chybionym strzałem” PZP było zgłoszenie 7 zawodników do konkurencji indywidualnej z normą B, bez wyraźniej zgody MKOL i FINA, co zaskutkowało ostatecznie koniecznością wycofania naszych 6 zawodników z zawodów.

 

Główny trener kadry znał te przepisy i wiedział o wszystkim?

Według mnie nie do końca. Pewnie oparł się na tym, co było dostępne na stronie PZP i nie wgłębiał się w zawiłości regulaminowe. Sam zapewne nie wchodził na stronę MKOL i nie czytał regulaminu po angielsku, pewnie nie jest na tyle biegły w angielskim.

 

To trener kadry nie musi znać angielskiego? Nie powinien się tym zainteresować?

No, jak widać nie musi. Każdy z nas dogaduje się po angielsku, ale nie na tyle, żeby czytać skomplikowane regulaminy. Według mnie można było jeszcze 3 osoby ocalić przed powrotem do Polski. Ale pismo do organizatorów z PZP w tej sprawie zostało podobno napisane w roszczeniowy sposób, co zaogniło sytuację. Nie widziałem tego pisma, ale w środowisku są takie głosy. Może trzeba było przeprosić za błąd i poprosić o dopuszczenie maksymalnej ilości zawodników, czyli 10, co łącznie dałoby 20-osobową ekipę. Potem sztab szkoleniowy na miejscu musiał zdecydować, kogo odesłać, żeby stracić jak najmniej sztafet. Sytuacja była podbramkowa i wybrano być może „najmniejsze zło”.

 

To musiało być dla zawodników szalenie stresujące?

Na pewno, ale tu się trochę nie dziwię tym decyzjom, chodziło o ratowanie jak największej ilości zespołów. Nie było miejsca na sentymenty, ratowano, co się da, przez popełnione wcześniej błędy. Groziło nam nie wystartowanie w sumie nawet 3 sztafet, a to byłaby dodatkowa afera na cały świat, bo w miejsce naszych sztafet już nikt nie mógłby się zgłosić i miejsca by się zmarnowały. Ostatecznie poległa tylko jedna sztafeta (4 x 100 stylem dowolnym kobiet).

 

Te sześć osób, które wróciły, jak pan ocenia ich sytuację?

Nie mam słów. Koszmar, tragedia, rozczarowanie ogromne, poczucie straty, porażka, żal…. Można tak bez końca. Przecież ci ludzie włożyli w to masę pracy, tysiące godzin na pływalni czy siłowni, wydali sporo pieniędzy. Pozyskali sponsorów, dostali środki z lokalnych samorządów, jak w przypadku Laury i innych lubelskich Olimpijczyków. Urząd Marszałkowski w Lublinie też wypłacił im określone kwoty. To jest trauma na całe życie dla tych młodych ludzi.

 

Ale pomimo ich apelu, prezes PZP nie podał się do dymisji, słyszałam jego wypowiedź w radiu. Nie czuje się winny zaistniałej sytuacji. To nie on zawinił, ktoś mu tylko dał dokumenty do podpisu.

Tak, ktoś tego nie dopilnował, ale to prezes PZP jest odpowiedzialny za cały związek i powinien wziąć tę odpowiedzialność „na klatę”. To po pierwsze. Po drugie wg mnie, nie bez winy jest PKOL, który odebrał przysięgę od sportowców, też nie sprawdzając, czy spełniono wszelkie formalności zgodnie z regulaminami. Ja myślę, że po igrzyskach trzeba będzie to wszystko wyjaśnić krok po kroku. Winni powinni być ukarani. A pływakom, którzy wrócili, należą się odszkodowania i zadośćuczynienie. I to potężne, tak duże jak ich rozgoryczenie. Ktoś powinien za to zapłacić, finansowo również. Tylko kto? Sprawiedliwie byłoby, gdyby obciążono działaczy, ale pewnie zapłacą jak zwykle podatnicy, czyli całe społeczeństwo.

 

Rozmawiała: Magdalena Gorostiza

 

Sławomir Pliszka – założyciel i prezes zarządu KS Olimpia Lublin; były trener Pauliny Barzyckiej (olimpijki z Aten z 2004 roku i Pekinu z 2008 roku); od stycznia 2020 roku współpracuje z AZS UMCS Lublin, w którym prowadzi Laurę Bernat, Danielę Georges i Paulinę Warchałowską (medalistka MP U-15); jeden z trenerów prowadzących juniorów podczas zgrupowania kadry Polskiego Związku Pływackiego.

 

Laura Bernat

 

 

Laura Bernat Laura Bernat (ur. 28 września 2005 r.) jest reprezentantką KU AZS UMCS Lublin.

Tagi:

sport,  społeczeństwo,  olimpiada, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót