Reklama:

Rozwój osobisty osiąga współcześnie swoiste apogeum. To dobry znak.

Według nigdy nie zweryfikowanej empirycznie piramidy potrzeb Maslowa, potrzeby wyższego rzędu – do których zaliczyć możemy samospełnienie i rozwój osobisty, człowiek realizować może dopiero, kiedy potrzeby niższego rzędu – np. jedzenie, sen, bezpieczeństwo, są zaspokojone. Patrząc na boom rozwoju osobistego, żyjemy w czasach prosperity. Przynajmniej zakładając, że piramida Maslova ma rację bytu.

Najczęściej próbuje nam się udowadniać, że możemy wszystko. Że nie istnieją właściwie żadne ograniczenia w samorozwoju. Wiele osób na samo przytoczenie takiej tezy rozpogadza swoje lico i gorączkowo sięga po portfel. I wydaje – nawet kilka tysięcy złotych, żeby posłuchać kolejnego autorytetu w dziedzinie rozwoju. Autorytetu, który zarabia, mówiąc innym, że też mogą zarabiać tyle, co i on, jeśli tylko uwierzą i zaczną zarabiać. Choć on sam zaczął zarabiać prawdziwie duże pieniądze dopiero wtedy, kiedy zaczął innym mówić, jak mają zarabiać. Ot, kiedyś monopol na wyciąganie pieniędzy od wiernych miały instytucje religijne, dzisiaj robią to instytucje nowej religii. Religii rozwoju osobistego. Religii, ponieważ szkolenia tego typu mają więcej wspólnego z wiarą niż rozwojem. Przynajmniej w sporej części. Są bowiem nieliczne, które zasługują na słowa uznania i docenienia, ale te zazwyczaj nie są tak popularne. Nie obiecują bowiem gruszek na wierzbie. A przecież wszyscy wolimy skubnąć sobie natychmiast, od ręki, soczystą gruszkę prosto z wierzby – nie szkodzi, że płaczącej nad naszym losem, niż hodować i pielęgnować gruszę i czekać na jej owoce przez rok, a niekiedy i więcej.

Skąd popularność i wiara w owe spędy rozwojowe się bierze? Przede wszystkim osoby, które prowadzą tego typu eventy, to najczęściej postacie charyzmatyczne. Potrafiące pozyskać autorytet. Autorytet tymczasem moc ma potężną. Badania pokazują, że sam garnitur może spowodować, że ludzie chętniej i w większej ilości będą przechodzić na czerwonym świetle, jeśli zrobi to osoba w owym garniturze. Za mężczyzną w dżinsach już tak chętnie nie przechodzą na czerwonym. Autorytet może także sprawić, że ludzie są w stanie dotrzeć do ostatniego przycisku rażącego prądem, którego to dawka jest śmiertelna. Oczywiście żaden prąd w eksperymencie Milgrama nie płynął naprawdę, ale badani o tym nie wiedzieli, a rażony prądem aktor przechodził samego siebie, żeby okazać cierpienie i ból w wyniku kolejnych rażących dawek. Autorytet dosłownie wyłącza nam ośrodki skroniowo-czołowe kory mózgowej odpowiedzialne za myślenie krytyczne, analityczne i kontrolę. Oddajemy się sugestii i chętnie wypełniamy polecenia. Jeśli do tego dodać odpowiednie przygotowanie całego spotkania – światła, muzykę, rozpylone na sali zapachy, oprawę wizualną, społeczny dowód słuszności oraz samo swoiste show w wykonaniu prowadzącego, mieszanka spowoduje, że jesteśmy zdolni do wszystkiego. A właściwie do uwierzenia we wszystko. Schachter i Singer już w latach 60. ubiegłego stulecia odkryli, że pobudzenie emocjonalne może zostać przeniesione na inną sytuację czy obiekt niż ten, który je wywołał. Chybotliwy, zawieszony wysoko nad przepaścią most może spowodować, że atrakcyjna dziewczyna na jego końcu wyda nam się bardziej pociągająca i będziemy chcieli pobawić się z nią w lekarza chętniej, niż kiedy stoi ona na końcu stabilnego i nisko zawieszonego mostu.

Emocje wywołane przez czarodziei spędów rozwojowych mają podobny charakter. Zaczynają działać, wpływają na uwiarygodnienie i tak już nierzadko silnego autorytetu i sprawiają, że zaczynamy wierzyć. Wierzyć i chłonąć wszystko to, co mówi do nas jego ekscelencja ze sceny. Tylko później to wszystko jakoś siada. Gdzieś znika. Wiemy, że możemy wszystko, ale jakoś nie osiągamy wszystkiego. Ale nie zaczynamy zarabiać więcej, nie żyje nam się lepiej. Taka bowiem jest natura programów emocjonalnych – wyłączają się po określonym czasie i przemijaniu sytuacji, które je wywołały. Tymczasem ze szkolenia nie pozostało nic w głowie poza owym – „mogę wszystko” i „zrób to teraz, zacznij działać”. Nieważne jak, po prostu zacznij. Nie ma narzędzi, wynikających z nauki czy praktyki, bo jedyną nauką i praktyką, która stoi za tymi eventami, jest praktyka z poprzedniego tego typu szkolenia, nie zaś realna wiedza, poparta latami doświadczeń, porażek i upadków. Niekiedy bardzo dotkliwych. Wiedza, którą przekazywałoby się właśnie na takich spędach i faktycznie wpływało na zmianę czyjegoś życia.

Tymczasem zmienić w sobie można niewiele rzeczy. Temperament, inteligencja, cechy osobowości, style poznawcze – są stosunkowo niezmienne i nie staniemy się ekstrawertykami od samej chęci nimi pozostania. Nie staniemy się otwarci na doświadczenie, kiedy mamy silną potrzebę domknięcia poznawczego. Nie wymyślimy rewelacyjnej receptury, teorii, wynalazku, jeśli nasze IQ jest niższe niż przeciętnie.

Czy wobec tego warto się rozwijać? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! Jednak warto to robić rozważnie. Jeśli ktoś obiecuje złote góry, pełnię możliwości, to powinien nam się włączyć alarm. Najprawdopodobniej bowiem ktoś próbuje dobrze zarobić na naszej naiwności. To wciąż największy kapitał. Kapitał, który jednak zysk przynosi wszystkim, tylko nie nam samym. System edukacji wychowuje jednak ludzi, którzy nie kontestują, nie kwestionują, nie potrafią spojrzeć krytycznie. Są posłuszni i naiwni. Wierzą w zamach smoleński, spisek żydowski 11 września 2001 roku, lądowanie UFO w Nevadzie itp. Wszystkie teorie spiskowe mają wiele wspólnego z mechanizmem, który napędza uczestników eventów samorozwojowych – opierają się na fabrykowaniu danych przez nasz mózg, na racjonalizacji, heurystykach i przesądach, nie zaś na logice i rozumie. Ale już kiedyś pewien wieszcz narodowy powiedział: „Czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”. Romantyzm dawno już za nami, ale sentencja nadal aktualna. Ku pokrzepieniu serc. Serc. Nie rozumu.

Do poczytania:

  • Dutton, D. G., & Aron, A. P. (1974). Some evidence for heightened sexual attraction under conditions of high anxiety. Journal of Personality and Social Psychology, 30(4), 510-517. 
  • Maslow, A.H. (1943). A theory of human motivation. Psychological Review 50 (4) 370–96. Retrieved from http://psychclassics.yorku.ca/Maslow/motivation.htm
  • Milgram, S. (1963). Behavioral study of obedience. Journal of Abnormal and Social Psychology67, 371-378.
  • Schachter, S.; Wheeler, L. (1962). "Epinephrine, chlorpromazine, and amusement". Journal of Abnormal and Social Psychology 65: 121–128. doi:10.1037/h0040391
Jarosław Świątek
 
 
Autor: Jarosław Świątek
Psycholog społeczny, absolwent Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, założyciel Szkoły Inteligencji Emocjonalnej, komentator medialny i popularyzator nauki. W jego kręgu zainteresowań związanych z psychologią znajduje się psychologia społeczna, psychologia emocji i motywacji.

Tagi:

psychologia,  rozwój osobisty,  edukacja,  samoświadomość, 

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...