Reklama:
Reklama:

„Nie podchodź za blisko”, słyszymy nie raz. Ale co tak naprawdę oznacza „blisko” i „daleko”? Czy granice dotyku mają płeć, a trzymany dystans zależy od pochodzenia? A może to stanowisko narzuca odległość, w jakiej stajemy? Kilka słów o kulturze granic i kulturalnym ich przekraczaniu.

Słowo „proksemika” dla wielu brzmi groźnie i wielu, gdy słyszy je po raz pierwszy, szybciej pomyśli o jednostce chorobowej niż o zachowaniach niewerbalnych. A jednak proksemikę studiujemy na co dzień, poruszając się w przestrzeni i wykorzystując ją tak, by skrócić lub zwiększyć dystans.

 

Cztery strefy, ile kroków?

Najbardziej znany podział przestrzeni zaproponował Edward Hall, wyznaczając cztery strefy: intymną, osobistą, społeczną i publiczną. Ich granice mierzy się nie w krokach, ale metrach vel centymetrach.

Strefa intymna (15-45 cm) zarezerwowana jest dla najbliższych, a bariera 15 cm przełamywana jest podczas fizycznego kontaktu, co dotyczyć może tak pary kochanków, jak i np. karmiącej matki.

Strefa osobista (46 cm-1,20 m) to odległość, w jakiej pozostajemy podczas spotkań przyjacielskich, ale i często w czasie rozmów w środowisku pracy (częściej z kolegą z pracy niż z szefem).

Strefa społeczna (1,20-3,6 m) to strefa, w jakiej realizujemy kontakty z osobami mniej nam znanymi, czy podczas kontaktów formalnych.

Strefa publiczna (powyżej 3,6 m) odnosi się do bezpiecznego dystansu, gdy znajdziemy się w tłumie nieznanych nam ludzi.

Naturalnie nikt nie chodzi z metrówką w kieszeni i nie sprawdza, w jakiej odległości może stanąć. Chyba że, jak ja, chce pokazać studentom, że granice wyczuwamy intuicyjnie. Młodych adeptów psychologii prosiłam, by zajęli pozycję w odległości takiej, jaką zastosowaliby względem partnera, kolegi, pani w sklepie i w tłumie. Efekt: nawet jeśli nie znali granic Halla w centymetrach, zwykle ich się trzymali. Czasem nie mamy jednak wyjścia i musimy innych granice naruszyć.

Przymusowa intymność vs. narzucony dystans

Zatłoczony tramwaj czy wyjście z seansu w kinie – chcąc nie chcąc, ocieramy się o innych i chcąc nie chcąc, naruszamy ich strefę intymną, tak jak i oni – naszą. Granice buduje się wtedy inaczej, unikając kontaktu wzrokowego, odgradzając się torebką czy zasłaniając się gazetą. Dystans wyznacza bowiem nie tylko odległość, ale i inne „instrumenty” oraz rekwizyty mowy niewerbalnej. Tymi rekwizytami mogą być wspomniane torebka czy gazeta. Warto zaobserwować np. ludzi na przyjęciu: kobiety niezainteresowane adoratorami często będą trzymać torebkę z przodu jako „tarczę”; te zainteresowane będą je miały na boku. W gabinecie szefa rekwizytem budującym dystans jest biurko. Ten, który siedzi za biurkiem, ma władzę. Pracownik lub petent często dostaje zresztą niższy i miękki fotel, co sprawia, że zapadając się w nim, od razu czuje się mniejszy. Im więcej przestrzeni za biurkiem szefa, tym większe poczucie jego władzy. Zresztą jak pokazały badania, osobom o wyższej pozycji przypisujemy wyższy wzrost. Kiedyś uważano, że relacja jest odwrotna i tylko osoby wysokie dochodzą do władzy. Stąd m.in. taki zabieg w kampanii wyborczej, jak podwyższenie mównicy Cartera w czasie jego debaty z Fordem. Zostawmy jednak triki marketingu politycznego, bo większość z nas w debatach politycznych nie bierze udziału, ale w spotkaniach z ludźmi z innej kultury już tak.

Granice kultury i kultura granic

Inna kultura to dla wielu np. zetknięcie indywidualistycznego zachodu z kolektywnym wschodem. Różne wymiary kultur wskazane przez Hofstede ujawniają się także w proksemice, ale nie trzeba spotkania Amerykanina z Japończykiem, by zobaczyć, że wychowanie czy narodowość przekłada się na nasze budowanie dystansu. Przypomnijmy sobie powitania Włochów czy Hiszpanów, znane z filmów czy scen nad morzem. A wyobraźmy sobie teraz zachowanie Niemca lub Szwajcara podczas prezentacji służbowej lub kontroli celnej. Widać różnice? Powiecie, że podstawowa różnica jest w sytuacji. Tak, te formalne wymuszają od nas zachowanie większego dystansu. Ale na koniec prezentacji czy kontroli Niemiec raczej pożegna się oficjalnie, a Hiszpan czy Włoch gotów poklepać nas po ramieniu i powiedzieć z uśmiechem amigo czy bellaPolacy nazwaliby to już spoufalaniem się. W modelu komunikacji międzykulturowej Lewisa należymy do kultur aktywnych (w odróżnieniu np. do reaktywnych Chin) i jesteśmy mniej więcej w połowie drogi między linearnością a multiaktywnością, tzn.  między trzymaniem się zasad i faktów (charakterystyczne np. dla Niemców) a emocjonalnością (charakterystyczne np. dla Hiszpanów). Tę samą pozycję co my zajmują Francuzi, Litwini i Węgrzy.

Zresztą nawet w obrębie jednego kraju mamy różnice między terenami wiejskimi a miejskimi. Ludzie na wsi zwykle potrzebują więcej przestrzeni osobistej i witają się np. na wyprostowanych dłoniach czy nawet machając z odległości. Rozmowa przez płot to też pewne okopanie się na pozycji i zachowanie dystansu. Warto mieć to w pamięci i w kontaktach biznesowych, i damsko-męskich. Oczywiście są jeszcze różnice indywidualne. Psychologia nie zna słów „wszyscy” czy „żaden”. Teorie opiera się na zachowaniach większości. A jak – nie chcąc być w mniejszości, której ktoś narzuca dystans, umiejętnie go przełamać?

Przełamać siebie czy złamać zasady?

Metod na skracanie dystansu jest wiele. Inne techniki sprawdzają się we flircie, inne w kontaktach służbowych. Skupmy się na tych drugich, ale uwaga: inwazyjne przełamywanie dystansu może wzbudzić niechęć. Rola, w jakiej występujemy,niejako warunkuje więc i naszą przestrzeń, i zachowanie. Jeśli jednak ktoś próbuje nas zdominować na siłę, można np.:

  • przy mocnym uścisku dłoni złapać go drugą ręką za przedramię i wykonać pół kroku do przodu – wkraczając w jego strefę osobistą, pokażemy, że się nie boimy;
  • przy rozmowie kwalifikacyjnej, gdy nie wskazano nam miejsca, warto wybrać te bliżej rozmówcy, np. po skosie stołu (stół nie będzie budować bariery, ale tu uwaga, dla osób niekontrolujących mowy niewerbalnej ten stół w tradycyjnym wydaniu może czasem pomóc ukryć zdenerwowanie);
  • przy zajmowaniu biurka w nowej pracy warto wybrać „pozycję rewolwerowca”, czyli mieć zabezpieczone tyły i widzieć jak najwięcej (ściana lub okno za nami, wejście przed nami).

To przykłady technik, ale bardziej owocne jest budowanie relacji i nawiązywanie sympatii (choćby przez szukanie cech wspólnych). Pośród „swoich” granice stref łatwiej przesunąć. Nie pozostaje więc nic innego, jak oswoić: siebie z tematyką proksemiki i innych – ze sobą.

Więcej na temat proksemiki, znaczenia dystansu w komunikacji i różnic międzykulturowych znajdziecie m.in. w:

  • Hall, E. T. (1966). The Hidden Dimension. New York: Doubleday.
  • Pease, A., Pease, B. (2007). Mowa ciała. Warszawa: Dom Wydawniczy Rebis.
  • Hofstede, G. (2000). Kultury i organizacje. Zaprogramowanie umysłu. Warszawa: Polskie Wydawnictwo Ekonomiczne.
  • Lewis, R. D. (1999). Cross-cultural Communications: A Visual Approach. Yarmouth, ME: Intercultural Press.
Milena Drzewiecka
 
Autor: Milena Drzewiecka www.psychologia-społeczna.pl

Tagi:

psychologia,  dystans,  granice, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Reklama:
Loading...