- O Nazino usłyszałem po raz pierwszy w prywatnych rozmowach, kiedy byłem w połowie lat osiemdziesiątych w Nowosybirsku. Zapamiętałem to, bo podawane fakty były straszne. Ale oczywiście mówiło się o tym wówczas półgębkiem. I o wyspie i o kanibalach. Prawda wyszła na jaw później, za sprawą organizacji praw człowieka Memoriał – wspomina dr Leszek Mikrut, rusycysta, wykładowca UMCS w Lublinie.

 

Kiedy więc pojechał do Moskwy w 2012 roku na kurs, o Nazino mówiło się już głośno. Do dziś jednak trudno ustalić dokładną liczbę ofiar bezprecedensowej decyzji komendanta bezpieki z Aleksandrowskoje, Dmitrija Cepkowa.

 

- Trzeba jednak zacząć od kontekstu całego zdarzenia. Wszystko zaczęło się od procesu kolektywizacji i prób zasiedlenia Syberii. To tam miały powstawać nowe miasta, rozwijać się przemysł, ludzie mieli uprawiać ziemię. Stamtąd miały być dostarczane wszelkie dobra, mające służyć rozbudowie Kraju Rad – opowiada dr Mikrut.

 

Ludność jednak, zamiast wyjeżdżać na wschód kraju, ciągnęła do wielkich aglomeracji takich jak Moskwa czy Leningrad. Nie było chętnych do pracy na roli, większość wolała pracować w miastach. W lutym 1933 r. Genrich Jagoda, szef tajnej policji OGPU i Matwei Berman, szef systemu obozów pracy GUŁAG, zaproponowali Józefowi Stalinowi plan przesiedlenia około dwóch milionów ludzi na Syberię i do Kazachstanu. Deportowani lub „osadnicy” mieli uprawiać ziemię na słabo zaludnionych terenach i stać się samowystarczalnymi w ciągu dwóch lat.

Plan Jagody i Bermana opierał się na doświadczeniu deportacji dwóch milionów kułaków i innych robotników rolnych na te same obszary, co miało miejsce w poprzednich trzech latach w ramach polityki dekułakizacji. Jednak w przeciwieństwie do poprzedniego planu, zasoby dostępne na wsparcie nowego planu były poważnie ograniczone przez trwający głód w Związku Radzieckim. Mimo to nowy plan został zatwierdzony przez Radę Komisarzy Ludowych ZSRR 11 marca 1933 r. Wkrótce po zatwierdzeniu planu zmniejszono liczbę potencjalnych deportowanych do miliona deportowanych.

 Zesłańcy z Nazino Zdjęcie https://twitter.com/mavkaslavka

 

Jak typowano ludzi do wywózki? System paszportowy był wówczas w Rosji po epoce carskiej dość liberalny. Nie każdy miał dokument tożsamości, nie przywiązywano wagi do meldunków. Zamysłem władz było ograniczenie emigracji zarobkowej i swobody przemieszczania. Każdy zaś obywatel miał posiadać dokument tożsamości.

 

- Na pomysł wyłapywania ludzi bez paszportów i wysyłania ich na Syberię wpadł najprawdopodobniej Gienrich Grigorjewicz Jagoda. Leningrad i Moskwa miały być „wyczyszczone” z „pasożytów społecznych” , zaczęto więc od kwietnia 1933 roku wyłapywać ludzi bez paszportów i wysyłać ich na Syberię – mówi dr Mikrut.

 

Łapanki budziły powszechne przerażenie. Choć teoretycznie miały oczyścić miasta z pospolitych przestępców, w ręce stalinowców trafiały przypadkowe osoby. 13 – letnia dziewczynka, która matka wysłała bo bułeczki na dworcu, żona oficera, rezerwisty z Aurory, ludzie, którzy wyskakiwali na chwilę z domu po butelkę wódki czy po papierosy. Ponieważ miasta miały być „wyczyszczone” przed świętem majowym, urzędnicy dwoili się i troili, by wyłapać jak najwięcej ludzi. Łapano więc kogo popadnie, czasami też osoby, które miały przy sobie ważne dokumenty.

 

- W ten sposób skompletowano pierwszy transport, około 6 tysięcy osób. Wsadzono ich w pociąg jadący do Tomska nie zastanawiając się, co z nimi powinno się zrobić. W maju w Moskwie było już ciepło, tam na Syberii nadal panowały mrozy. Ludzi wywożono tak, jak stali - opowiada dr Mikrut.

 

 Nikt w Tomsku nie był przygotowany na taki transport. I podobno to właśnie Dymirij Cepkow wpadł na pomysł, aby ludzi wsadzić na barki i wysłać na wyspę Nazino. Szczególnie, że według jego wiedzy, przysłano mu „najgorszy element społeczny”. Miał on wówczas powiedzieć, aby zostawić ich na bezludnej wyspie, „niech się pasą”. Barki płynęły blisko 800 km w dół Obu, na północ. Do Nazino dotarły 18 maja wieczorem. Podczas wysiadania doliczono się 4556 mężczyzn i 322 kobiet. Wysadzono na wyspie, liczącej 3 km długości i około 600 metrów szerokości.

- Nie dostali żadnej żywności. Po trzech dniach przywieziono na polecenie Cepkowa mąkę. Nie było jak jej rozdać, bo ludzie nie mieli żadnych misek, pojemników. Jedli mąkę na sucho, dusząc się nią. Potem ktoś wpadł na pomysł, by mieszać ją z woda. Mieszali w czapkach, butach. Na brzeg zrzucono 20 ton mąki i była to jedyna pomoc dla wygnańców – opowiada dr Mikrut.

 

Podzielono więźniów na grupy, na czele których stanęli przestępcy. To oni wiedli prym na wyspie. Dochodziło do kradzieży, przemocy, ludzie żywili się mchem, czymkolwiek, co nadawało się do spożycia. Szybko zaczęły się choroby, ludzie spali na ziemi, próbując na mrozie ogrzać się przy ogniu.

 

- Na wyspie była też grupa grabarzy, która zajmowała się grzebaniem zwłok. To oni dość szybko zauważyli, że wiele ciał jest bez płuc, serca czy wątroby. Ale tu też pojawił się problem prawny, bo choć strażnicy wiedzieli o procederze, to radziecki kodeks karny nie wspominał o kanibalizmie. Nikt nie przypuszczał, że w ogóle może dojść do takich sytuacji – opowiada dr. Mikrut.

 

Na wyspie działo się coraz gorzej. Kiedy dowieziono nowy transport więźniów, około 1500 osób, miejscowi mówili na nie „wieprze”. Już prawdopodobnie wtedy zrezygnowano z jedzenia zwłok, a raczej starano się pozyskać „świeże mięso”. Znana jest historia kobiety, którą próbował ocalić jeden ze strażników. Dawał jej jedzenie, co nie uszło uwadze innych. Kiedy opuścił swoją zmianę, kobietę pojmano. Gdy strażnik wrócił na wyspę, miała obcięte piersi i inne miękkie części ciała. Była przywiązana do drzewa, jeszcze żyła. Nie dało się jej jednak uratować.

 

- To są straszne opowieści, pokazujące to, co tam się działo. Ale mamy zaledwie strzępy informacji i raport miejscowego urzędnika Wasilija Wieliczki, który pod koniec lipca 1933 roku wybrał się na pustą już wyspę, zbierał też opowieści od miejscowej ludności oraz ocalałych z Nazino więźniów – opowiada dr Mikrut.

 

Zesłańcy z Nazino. Zdjęcie https://twitter.com/mavkaslavka

 

Trudną sytuację na wyspie Nazino ostatecznie zakończyły władze sowieckie w sierpniu, kiedy osada została rozwiązana, a pozostałych przy życiu 2856 więźniów przeniesiono do mniejszych osad, położonych w górę rzeki Nazino, pozostawiając na wyspie 157 deportowanych osób, które zostały tam z powodu stanu zdrowia.

W ciągu trzynastu tygodni z około 6000 osadników deportowanych na wyspę Nazino, od 1500 do 2000 zmarło z powodu głodu, chorób, bądź poniosło śmierć z rąk kanibali. Kolejnych 2000 osadników zniknęło, a ich miejsca pobytu nie można było wyśledzić, więc uznano ich za zmarłych.



Wieliczko znalazł na wyspie ludzkie szczątki, na drzewach wisiało suszące się ludzkie mięso. Ze swojego śledztwa zrobił 11 stronicowy raport, który trafił do rąk Stalina. Raport zaowocował powołaniem komisji Partii Komunistycznej do zbadania sprawy. Lokalni urzędnicy i strażnicy na wyspie próbowali zakwestionować zwarte tam fakty, ale zostali ostatecznie skazani otrzymując kary więzienia od dwunastu miesięcy do trzech lat. Raport został utajniony, a wydarzenia na wyspie Nazino zostały w dużej mierze zapomniane, bo tylko niewielka liczba ocalałych, urzędników państwowych i naocznych świadków znała mroczną historię Wyspy Kanibali.

 

Zdjęcie https://twitter.com/mavkaslavka

 

Dziś we wsi Nazino, leżącej na prawym brzegu Obu, naprzeciw wyspy, powstało małe muzeum, stoi też krzyż upamiętniający tamte wydarzenia.

 

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

historia,  Leszek Mikrut,  Nazino, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz