Nasze drogi zawodowe w końcu sie rozeszły. Spotkałyśmy się po kilku latach zupełnie przypadkiem. Gadałyśmy może pół godziny z pełnym zachłystem – tak, jak to robią wyłącznie nadające na tych samych falach osoby. O tym, co się przez lata zdarzyło, jak u dzieci, co teraz. Ona pośpiech, ja w pośpiechu. Ale trudno było się rozstać. Obietnica – zdzwaniamy się na kawę! Koniecznie, na mur beton!

 

Minął rok od tamtego spotkania, a może już nawet więcej. Ja nie zadzwoniłam do niej, ona nie zadzwoniła do mnie. Czas leci, czas goni, ciągle go brakuje. Mówimy, może jutro, może w przyszłym tygodniu...

Dwa dni temu znalazłam na Facebooku informację, że Majka odeszła. Szok, niedowierzanie. Przecież, jak ją widziałam, wyglądała jak zawsze, na nic się nie skarżyła...

Obiecanej wspólnej kawy już w tym życiu nie będzie. Może spotkamy się na niej po drugiej stronie. Myślę o tym, dlaczego nie zadzwoniłam, dlaczego mi to umknęło... Myślę o tym, że nadużywany już cytat z księdza Twardowskiego, śpieszmy się kochać ludzi, nabrał dla mnie zupełnie nowego znaczenia...

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

smierć,  umieranie,  wspomnienia, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót