Partner: Logo KobietaXL.pl

Na dorobku

 

Poznali się na studiach, po dyplomach pobrali. Zaczynali, jak wielu młodych w tamtych latach. W Polsce zbliżał się przełom, była już odwilż. Powoli rozwijały się prywatne biznesy.

- Ja głowy do interesów nie miałam nigdy – mówi Hanka. - Pracowałam w budżetowce, ale nie chciałam być zwykłą urzędniczką.

Jej mąż Marek, choć miał dyplom inżyniera, imał się różnych zajęć. Jeździł za granicę na handel, kombinował jakieś małe biznesy na miejscu.

- W końcu dostaliśmy po znajomości mieszkanie, bo wtedy mieszkania się załatwiało – mówi Hanka. - Moi rodzice mieli układy w spółdzielni. Małe dwa pokoje z kuchnią. Urodziły się nasze dzieci.

Łatwo nie było. Ale jakoś dawali radę. Hanka pięła się powoli po urzędniczej drabinie. Marek nabierał rozmachu. Nie mieli czasu, dzieci wymagały dużo uwagi, a oni też nie chcieli zaniedbywać pracy.

- Wspominam ten czas jako ciąg nieprzespanych nocy, wieczne zmęczenie – mówi Hanka. - Dyżury, kto, kiedy zajmie się dzieckiem, odbierze z przedszkola, potem ze szkoły. Na nic innego nie było czasu.

Nie zastanawiali się nad swoim związkiem. Wiele osób przecież tak żyło. W wiecznej harówce, skupieni na tym, by przeżyć dzień za dniem. Hanka myśli, że i teraz bywa podobnie. Młodym też wcale przecież nie jest łatwo. A to ma potem wpływ na związek. Bo tak naprawdę związku wtedy nie ma.

 

Zachłyśniecie dobrobytem

 

Dzieci w końcu podrosły, Hanka awansowała, Marek otworzył duży biznes.

- To dało nam poważne pieniądze, naprawdę duże – opowiada Hanka. - Kupiliśmy piękny dom, mieliśmy spore grono znajomych. Oni przychodzili do nas, my do nich. Była zabawa na całego.

Każdy weekend to było nie kończące się przyjęcie. Wykwintne dania zamawiane na wynos, alkohol lał się strumieniami.

- Myśmy rzadko z Markiem bywali sami. Cały tydzień spędzaliśmy w pracy do późnych godzin, a potem ciągle było jakieś towarzystwo – mówi Hanka. - Tak naprawdę nie zastanawialiśmy się, co się dzieje z naszym związkiem.

A to był też czas, który sprawił, że nie czuli już wielkiej bliskości. Chyba byli nawet sobą trochę zmęczeni. Bo najpierw te lata wiecznej harówki, a potem nagłe poczucie obcości.

- Nie było rozmów o nas, o naszej przyszłości, o wizji wspólnego życia – mówi Hanka. - Coraz rzadziej sypialiśmy ze sobą, byliśmy jak partnerzy w biznesie, a nie jak małżeństwo. Zachłysnęliśmy się też tym całym dobrobytem. Zamiast skupić się na rodzinie, celem naszego życia były te przyjęcia.

 

Ona jest zupełnie inna

 

Ewę Marek poznał u siebie w pracy, gdy szukał kierowniczki swojego kolejnego sklepu. Młodsza o dziesięć lat, rozwiedziona, filigranowa blondynka. Słodka z natury, bardzo kobieca.

- Można rzec, moje przeciwieństwo – mówi Hanka. - Ja wysoka brunetka, trochę baba – chłop, bo będąc na dyrektorskich stanowiskach nie możesz pozwalać sobie na bycie słodką kobietką. No i natura moja nie ta.

Kiedy romans męża zaczął się na dobre, o tym Hanka nie miała pojęcia. Co prawda słyszała różne plotki, ale szefowała ważnej inwestycji, na głowie miała inne rzeczy.

- Tak wtedy przynajmniej myślałam o tym, że moja praca jest najważniejsza – opowiada Hanka. - Nie zauważyłam, jak mąż powoli ode mnie odchodzi. Kiedy się ocknęłam, było za późno.

Pamięta jednak dokładnie ten dzień, kiedy Marek oznajmił, że się wyprowadza. Że ma dosyć żony – dyrektorki, która tyra od świtu do nocy. Braku domowych obiadów, zmieniających się pań do sprzątania, które przychodziły, by w domu cokolwiek ogarnąć. Bardzo się wtedy pokłócili.

- Bo przecież on też zajmował się wyłącznie swoim biznesem – mówi Hanka. - Jego też w domu wiecznie nie było. Ale to wyłącznie ja miałam ponosić konsekwencje. Ale w końcu zrozumiałam. Potrzebowałam jednak czasu.

 

To była bardzo głośna afera

 

Romans Marka odbił się głośnym echem w całym towarzystwie. Wszyscy już wiedzieli, że zostawił żonę, którą zdradzał ze swoją podwładną. Dla Hanki to był duży policzek. Była znana, miał określoną pozycję społeczną.

- Ale wtedy przyszło otrzeźwienie – mówi Hanka. - Zrozumiałam, że Marek ma dużo racji, choć jest tak samo winny. Myśmy zaniedbali nasz związek, nasze dzieci, bo dla nich też nie było czasu. Obojgu nam się wydawało, że pieniędzmi da się wszystko załatwić. I że zabawa jest najważniejsza. Dlaczego jednak ja go nie zdradziłam? Bo nigdy nie miałam na to głowy, moje kolejne projekty były ważniejsze od potencjalnych kochanków.

Marek wyprowadził się do Ewy. Pokazywali się razem na mieście. Dzieci nie bardzo się tym przejęły. Przywykły do tego, że same dbają o siebie.

- Córka mi wtedy powiedziała, że przecież i tak praktycznie nie zna mnie ani ojca – mówi Hanka. - I to było w tym wszystkim najgorsze.

 

To była bardzo głupia decyzja

 

Marek mieszkał z Ewa pół roku. Nie widywali się wtedy z Hanką. Dzwonił do dzieci, czasami zabierał je na obiad. Ale z żoną urwał wszelkie kontakty.

- Ja nie miałam czasu na sprawy rozwodowe. Miałam na głowie kolejny projekt. Dostałam nowe zadanie od szefa, bardzo mnie cenił i sam powiedział, że mi je daje, żebym przestała myśleć o mężu – opowiada Hanka. - Cóż, w pracy miałam swoją wyrobioną markę. I nie da się ukryć, że zawsze byłam pracoholiczką.

Pogodziła się z losem, wpadła w wir nowych zadań. Telefon od męża bardzo ją więc zdziwił. Marek chciał się spotkać, porozmawiać.

- Myślałam, że o rozwodzie – mówi Hanka. - Tymczasem on stwierdził, że podjął głupią decyzję, że to mnie kocha i chce wrócić do rodziny.

Poprosiła o kilka dni do namysłu. Pogadała z dziećmi. Rozważyła wszystkie za i przeciw. A potem stwierdziła, że chce mieć znowu męża w domu.

- Wiem, co ludzie mówili, że jestem bez honoru, że jestem głupia – mówi Hanka. - Ale ja wiedziałam, że to moje życie i nie interesują mnie opinie innych. Miałam już wtedy świadomość, że na te jego zdradę pracowaliśmy przecież wspólnie.

 

Żadnych romansów więcej

 

Postawiła jednak twarde warunki. Żadnych romansów więcej, żadnych skoków na boki. Przegadali z Markiem całe swoje życie. Wyrzucili z siebie wszystkie żale, postanowili zacząć funkcjonować inaczej.

- Przede wszystkim wspólne kolacje i weekendy. Czas na rozmowę i na spokojny spacer – wylicza Hanka. - Ograniczone życie towarzyskie, szukanie tego, co nas łączy. Na przykład dobre kino i dobra kuchnia. Ale wypady do restauracji we dwoje, żeby mieć czas dla siebie, nie dla innych ludzi. I rower rzecz jasna, bo obydwoje zaczęliśmy dla zdrowia jeździć.

Plotkarski pył opadł, życie wróciło do normy. Dziś dzieci są dorosłe, Hanka została sama z mężem.

- Nie żałuję tamtej decyzji, uważam, że razem popełniliśmy wiele błędów – mówi Hanka. - I nie wstyd mi, że mu wybaczyłam, że byłam w stanie znieść tę zdradę. Ludzką rzeczą jest przecież błądzić.

Udało im się zbliżyć na nowo. A tamte pół roku to był epizod. Może w konsekwencji nawet bardzo potrzebny?

 

Jak żyć po zdradzie?

 

Zdrada współmałżonka to jedno z najbardziej traumatycznych zdarzeń, jakie się przydarzają w w życiu. Szczególnie ciężko jest kobiecie, czasami nie potrafi się podnieś po takim przeżyciu.

- Bo jej poczucie własnej wartości spada praktycznie do zera – mówi psycholog i terapeuta Janusz Koczberski. - Bardzo często kobiety w takiej sytuacji zaczynają chorować na przykład na depresję.

 

Ale nie ma sytuacji bez wyjścia. Więc i po zdradzie można odzyskać wewnętrzny spokój, zbudować na nowo sens życia. Jedno jest pewne. Nie należy chować głowy w piasek.

 

- Trzeba zrobić rachunek sumienia i uznać fakt, że do zdrady trzeba działań dwojga małżonków – wyjaśnia Koczberski. - Przeanalizować związek, zastanowić się, gdzie i jakie popełniłam błędy? To pozwoli na zrozumienie, że nie tylko mąż jest winny, co może nie będzie przyjemne, ale za to uzdrawiające. Trzeba jasno określić „udział” obu stron w sytuacji, do której doszło.

 

Kolejny punkt to zastanowienie się, co dalej? Czy kobieta stawia na życie zawodowe, czy chce jeszcze próbować szczęścia w życiu osobistym?

 

- Są przypadki kobiet – pracoholiczek stale nieobecnych w domu – mówi Koczberski. - Nie widzą tego, że zaniedbywały męża, dzieci. Maja koronny argument – pracowałam, żebyśmy mieli więcej pieniędzy. Ale czy pytały partnera, co on woli? Żonę w domu czy wysokie konta w banku?

 

Dlatego kobieta musi wiedzieć, czego chce na przyszłość. Jeśli pochłania ją praca i schemat ma się powtórzyć, lepiej zrezygnować z szukania kolejnego towarzysza życia i oddać się swojej pasji.

 

Zdarza się też, ze skruszony małżonek nagle pragnie powrotu. Przyjąć? Wygonić? Jak z tego wybrnąć?

 

Nie ma łatwej odpowiedzi. Jedno jest pewne, z otwartymi ramionami nie ma co witać, bo nic potem z tego nie będzie.

 

- Mówiąc serio, trzeba zapytać, po co wrócił, czego chce i czego oczekuje – podpowiada Koczberski.- Musi dojść do pewnego wyrównania rachunków, on musi zrozumieć siebie a ona jego.

 

Związek trzeba budować na nowo ale najpierw muszą zostać oczyszczone fundamenty. Dalego on musi wiedzieć, co ona czuła, a ona poznać jego argumenty. Czasami się udaje, ale reguł nie ma. Jedno jest pewne – po zdradzie też można wrócić do normy. Choć rzecz jasna, nie jest to łatwe.

Tagi:

zdrada ,  romans ,  małżeństwo ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz