Partner: Logo KobietaXL.pl
Po latach szczęśliwego małżeństwa, przekonałam się, że powiedzenie - nie wszystko złoto co się świeci - ma tak ogromny sens. Kiedy odkryłam, że mój mąż Staszek ma nieślubną córkę pomyślałam, że i on i los zadrwił ze mnie. Dzisiaj dziękuję Bogu, że tak się stało i że w Małgosi mam ogromne wsparcie.
 
Kiedy poznałam Staszka, miałam 32 lata. W tamtym czasie, a był to początek lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, niektórzy kobietę w tym wieku nazywali starą panną. Staszek był starszy ode mnie o cztery lata. Był bardzo miłym, dobrym  i pracowitym facetem. Zaraz po ślubie, wyjechaliśmy na Wybrzeże, gdzie Staszek rozpoczął pracę jako Kierownik Grupy Robót w firmie zajmującej się gazyfikacją obszarów wiejskich - tak to się wtedy nazywało. Dostaliśmy służbowe mieszkanie na gdańskiej Zaspie. Staszek bardzo dobrze zarabiał. Jedynym mankamentem jego pracy było to, że większość czasu pracy, spędzał w delegacji. Po roku naszego wspólnego życia, przyszedł na świat nasz syn - Grzesio. Cudowny berbeć o kręconych białych loczkach, w którym od samego początku zakochał się Staszek. Po pół roku, okazało się, że Grzesio cierpi na wrodzoną hiperglikemię i wymaga stałej opieki. W związku z tym Staszek przeniósł się na odcinek pracy, który znajdował się bliżej domu i od tej pory więcej czasu spędzał z nami. Choroba Grzesia była nieuleczalna i wymagała podawania insuliny. Mimo to, stopniowo pogarszał mu się wzrok, i w końcu utracił go bezpowrotnie mając 14 lat.
 
Staszek był wspaniałym mężem i ojcem. Bez jego wsparcia nie wiem, czy poradziłabym sobie ze wszystkimi problemami. Kiedy Grzesio miał 8 lat, wydarzyło się coś, co wywróciło moje życie do góry nogami. Pewnego dnia, kiedy prałam rzeczy Staszka, z kieszeni jego spodni wypadł dowód osobisty. Była to jeszcze zielona książeczka, w której notowane były wszystkie wydarzenia z życia obywatela. Przekartkowałam go i na stronie dotyczącej dzieci, zobaczyłam dwa wpisy. Pierwszy dotyczył Grzesia, naszego syna, a w drugiej rubryce, była wpisana jako córka, Małgosia. Młodsza od Grzesia o cztery lata. W pierwszej chwili nie zrozumiałam o co chodzi z tym wpisem. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że mój mąż ma dwoje dzieci, a ja jedno. Kiedy zapytałam Staszka co znaczy ten wpis, bez kręcenia przyznał, że to jego nieślubna córka, którą spłodził będąc w delegacji i że płaci na nią alimenty, ale nie utrzymuje kontaktu ani z nią, ani z jej matką.
Poczułam się wtedy, jakby ktoś dał mi w twarz. Nie dość, że los obdarzył mnie chorym dzieckiem, to jeszcze okazało się, że mam niewiernego męża. W pierwszej chwili chciałam się rozwieść. Zadzwoniłam do swojej siostry i opowiedziałam jej wszystko. Kiedy wspomniałam jej o rozwodzie, bez namysłu zapytała mnie - I gdzie pójdziesz? Za co będziesz żyła? Skąd weźmiesz na leki dla Grzesia? Nie zostawił was dla innej.
Miała rację. Bez Staszka bym sobie nie poradziła, a tym bardziej Grzesio, który bardzo kochał swojego ojca. Tej zdrady nie wybaczyłam Staszkowi do końca.
 
Staszek kupił pod miastem niewielki dom z dużą działką. Całe lato tam spędzaliśmy. Tam odżyłam, uprawiałam ogródek, sadziłam warzywa i kwiaty. Grzesio powoli tracił wzrok, ale każdą ścieżkę znał na pamięć. Lubił to miejsce i ja zresztą też dobrze się czułam wśród przyrody. Kiedy Grzesio skończył 13 lat, Staszek z zatroskaną miną, przekazał mi wiadomość, że zmarła mama Małgosi i że nie ma się nią kto zaopiekować. Chwilowo jest pod opieką ciotki, ale nie może to trwać długo. Wtedy bez zastanowienia mu powiedziałam - Jesteś prawowitym ojcem i do ciebie należy obowiązek opieki nad swoim dzieckiem. Jedź i przywieź Małgosię do nas. Przecież ona niczemu nie jest winna. Straciła matkę.
 
Początki do łatwych nie należały. Małgosia była zagubiona i wyraźnie brakowało jej mamy. Zmiana szkoły i otoczenia, nie przyczyniały się do tworzenia jakichkolwiek więzi. Była wśród obcych dla siebie ludzi i nawet ojciec był dla niej zupełnie obcym człowiekiem. Dopiero gdzieś po pół roku, jej stosunek się do nas zmienił i to bardziej za przyczyną Grzesia, niż nas dorosłych. Małgosia wybrała sobie za punkt honoru pomoc Grzesiowi. Była jego oczami, chodziła z nim na spacery, pomagała mu w niektórych czynnościach. Była wniebowzięta, kiedy Grzesio mówił do niej siostrzyczko. Do Staszka powiedziała tato, dopiero po ośmiu miesiącach. Do mnie cały czas zwracała się per ciociu. 
Grzesio gasł w oczach. Choroba bardzo osłabiła mu serce i w wieku 16 lat, dostał rozległego zawału. Nie przeżył. Wtedy podeszła do mnie Małgosia, przytuliła się do mnie i powiedziała - Nie płacz mamusiu, jestem przy tobie - Zrozumiałam wtedy, że los odebrał mi Grzesia, dopiero wtedy, gdy dał mi Małgosię.
 
To nie był koniec złych zdarzeń w moim życiu. Osiem lat po śmierci Grzesia, odszedł Staszek. Tak jak syn, zmarł na serce. Wtedy się załamałam całkowicie i gdyby nie Małgosia, nie wiem jakby to się skończyło. Dzisiaj dziękuję Bogu, że ją mam, że nie zostałam sama. Przez 16 lat walczyłam o życie Grzesia, długo pamiętałam zdradę Staszka i dopiero kiedy był na łożu śmierci, wybaczyłam mu. Jedyną bliską mi osobą, która została przy mnie, jest Małgosia. Dziecko, którego nie urodziłam, ale które traktuję jak swoje. Tym bardziej, że za dwa miesiące zostanę babcią. I to jest najpiękniejsze w moim dość skomplikowanym życiu. Zdrada męża dała mi szczęście.
 
Krystyna

Tagi:

zdrada ,  romans ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz