Partner: Logo KobietaXL.pl

Pochodzę z religijnego domu, sama jestem katoliczką i bardzo cenię życie w rodzinie oraz polskie tradycje. Dla mnie wiara i życie w zgodzie z zasadami katolicyzmu to sens istnienia. Tak zostałam wychowana.

Wszystko było dobrze, dopóki nie poznałam Karola. Było to na ulicy w naszym mieście, obok mojego miejsca pracy w hurtowni. Od razu coś między nami się zadziało. Zaimponował mi, miły, bardzo, silny – pakował na samochód worki z cementem, zdecydowany, przystojny, z planami jasnymi na przyszłość. Nie krył, że w jego życiu jest miejsce na żonę, dzieci i tradycyjny dom. Karol wraz z bratem prowadzi z warsztat samochodowy. Od początku traktował mnie poważnie, z szacunkiem. Gdy mu powiedziałam, że seks tylko po ślubie, od razu się zgodził. Miała być ceremonia kościelna i duże wesele. Wesele odwołaliśmy, bo wybuchła epidemia COVID. Karol nie chciał czekać, ja byłam bardzo zakochana. Aby wilk był syty, owca cała– uprosił mnie o ślub cywilny. Po epidemii miało być wesele po mojemu. Wzięliśmy cichy ślub w ratuszu. Bardzo szybko zaszłam w ciążę. Brzuch był już był widoczny, bym mogłam iść do ślubu w białej sukience z welonem. Rodzina była oburzona. Tłumaczyłam i broniłam męża, że jest wierzący, obiecał kościelną ceremonię, bo wie jak ważna jest dla mnie i mojej rodziny wiara. Z niechęcią odpuścili. Mieszkałam już u Karola w jego rodzinnym domu – mieliśmy dwa pokoje na piętrze. Urodził nam się piękny chłopczyk, Kubuś. Dziecko szybko ochrzciliśmy, potem miało być wesele. Tak ustaliliśmy z księdzem.

No i wtedy mój mąż uznał, że ślub cywilny wystarczy. To był dla mnie szok. Gdy zaczęłam dopytywać, co się stało? Przecież mi obiecał, stwierdził, że wszystko na spokojnie sobie przemyślał i doszedł do wniosku, że nie jest wystarczająco wierzący. Ile ja nocy przepłakałam, nie pomagają ani groźby ani prośby. Łatwo jest powiedzieć odejdź od niego, ale mamy dziecko, któremu jednak należy się i ojciec i matka. Pełna rodzina. Na dodatek ja go kocham, to mój pierwszy mężczyzna i chciałabym być z nim do końca życia.

Sytuacja w mojej rodzinie staje się coraz gorsza. Wszyscy chcą abym przestała żyć w grzechu. Poszłam po radę do mojego księdza, a on mnie spytał - Czy chcesz do końca życia być z człowiekiem, który cię twoim zdaniem oszukał w zasadniczej sprawie? Jak będę mogła żyć bez sakramentu komunii?

No i jak mąż ma mnie szanować, skoro zgodziłam się na seks bez prawdziwego ślubu? Według księdza nie jesteśmy małżeństwem, tylko żyjemy na „kocią łapę”. A mój tzw. mąż dostał ode mnie wyraźne sygnały, że nie do końca mi zależy na sprawach wiary, skoro z nim żyję niezgodnie z moją wiarą. To moja wina, że nie postępowałam uczciwie i dałam się zwieść. Teraz mam postąpić zgodnie z sumieniem.

To był cios w serce, gdy usłyszałam od mojego księdza, że dopóki nie załatwimy sprawy prawdziwego ślubu, to nie dostanę rozgrzeszenia, skoro buduję rodzinę na oszustwie.

W domu siostra próbowała znaleźć jakieś pośrednie rozwiązanie. Ponoć istnieje możliwość, że osoba bierze w kościele ślub jednostronny, wiara męża nie jest wymagana, ma jedynie brać udział w ceremonii. Gdy to powtórzyłam Karolowi to się zaśmiał, że nie będzie robił cyrku, bo moja rodzina ma takie fanaberie, a ksiądz mnie zwyczajnie szantażuje.

Siostra stwierdziła, że przecież Karol jest zamożny i stać go na wesele, czyli że tu chodzi o coś więcej. Może już coś kombinuje i nie chce się wiązać do końca życia.

Moja mama uznała, że mąż mnie nie szanuje, skoro jak pierwsza lepsza bez ślubu mu oddałam swój „skarb”, to teraz mam skandal i pośmiewisko. Podobno wstydzi się do kościoła chodzić, bo się z niej ludzie śmieją i wytykają palcami, a ksiądz już nie raz się pytał kiedy w naszym domu będzie po bożemu.

Ojciec nic nie mówi, tylko nie chce do nas przychodzić nawet na święta, bo to grzech gdyż w oczach Boga - zwyczajnie cudzołożę. Na spowiedzi to usłyszał.

Nawet babcia zaczęła obwiniać mnie za całą sytuację - Ty zgodziłaś się na życie bez Boga i powinnaś zdawać sobie sprawę ze swoich czynów nie czyniąc się niewinną.

Jak tłumaczę, że mamy dziecko i ono jest najważniejsze to słyszę: owszem, dziecko powinno wychowywać się w rodzinie, ale w zdrowej rodzinie, która jest zdolna prowadzić dziecko do Boga. Rodzina, którą stworzyłam, na dzień obecny nie jest do tego zdolna. Co powiem swojemu dziecku w dzień jego pierwszej Komunii św.? Dlaczego mamusia i tatuś nie przystępują do Komunii? Dlaczego nie kochają Pana Jezusa, a dziecku każą to robić? Jakbyś kochała Jezusa, to byś żyła zgodnie z Jego nauką – tam babcia mi mówi.

Mąż się coraz bardziej denerwuje moimi prośbami. Powiedział, że muszę wybrać czy on i życie razem na jego zasadach, bo jest głową naszej rodziny, albo moja, dla niego „fanatyczna rodzina, która tylko mąci”. A pieniędzy na wesele dla kaprysu nie wyda, bo odkłada na nasz przyszły dom. Nie ma zamiaru mieszkać do końca życia ze swoimi rodzicami. Dał mi czas do namysłu, co wybieram, jego, czy wracam do rodziny. Więcej rozmawiać nie chce. Kocham jego i syna, ale kocham też moją rodzinę. I nie wiem, co mam zrobić?

 

Wanda

Tagi:

małżeństwo ,  związek ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz