Partner: Logo KobietaXL.pl

- Nie twierdzę, że jestem bez winy. Ale nie chciałam Jackowi wyrządzać krzywdy. Myśmy z Tomkiem nie planowali wspólnego życia, rozwodów – wyjaśnia Marta. - To było takie piękne zauroczenie, świadomość, że jest gdzieś bratnia dusza. Ja mam wrażenie, że wiele osób w długoletnich związkach za taką odskocznią tęskni.

 

Marta jest szefową działu w dużej firmie, która ma filie na terenie Polski. Co jakiś czas firma robi szkolenia, zjeżdżają ludzie z całego kraju. Są wykłady, poznają nowe strategie, jest czas na wymianę doświadczeń. Marta lubiła te wyjazdy, bo zna większość ludzi, mogą pogadać o tym, co im doskwiera, szukają wspólnych rozwiązań.

 

- Nie jesteśmy dla siebie wzajemnie konkurencją i to naprawdę był zawsze owocny czas. Ładowałam baterie, zawsze są fajne szkolenia – opowiada Marta. - No i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek taki wyjazd będzie dla mnie zupełnie inny.

 

To było jeszcze na kilka lat przed pandemią, kiedy wyjechała na spotkanie na drugi koniec Polski. W programie był wykład z psychologiem i nagle na salę wkroczył facet, który przykuł uwagę wszystkich. Nie był jakiś szczególnie przystojny, ale miał coś w oczach i umiał zainteresować ludzi, tym co mówi. Marta słuchała go zafascynowana. To był właśnie Tomek.

 

- Cała sala go słuchała, mówił z prawdziwa pasją. Ciepły, fajny człowiek. Na koniec poprosił o pytania. Zadałam mu jedno, roześmiał się i powiedział, że potrzebowałby kolejnej godziny, żeby to dobrze wyjaśnić – wspomina Marta. - A potem w przerwie podszedł do mnie i zaczęliśmy rozmawiać.

 

Na kolacji usiedli razem. Razem tańczyli, potem poszli do łóżka.

 

- Może jeden kieliszek wina za dużo? A może celowo ten jeden za dużo? To była jakaś magia, nie mogliśmy się oprzeć – mówi Marta. - Było nam razem dobrze, ale wiedzieliśmy, że to tylko na chwilę, że to nie ma przyszłości. Żadno z nas nie miało zamiaru rozwalać swojego małżeństwa.

 

Zaczęli jednak ze sobą pisać. Praktycznie codziennie wymieniali maile. Pisali o wszystkim, o marzeniach, o pragnieniach. O rutynie dnia codziennego, o problemach. Marta podkreśla jednak, że nigdy nie pisali o swoich małżonkach, żadnych żalów, żadnych złych słów na drugie polówki.

 

- Raczej dyskutowaliśmy o tym, jak związek zamienia się w rutynę, jak zauroczenie zamienia się bardziej w przyjaźń – opowiada Marta. - Że nie ma już tej chemii co na początku, że brakuje motyli w brzuchu, a to też człowiekowi jest potrzebne. Ale byliśmy realistami, wiedzieliśmy doskonale, że nawet gdybyśmy się zeszli, to i tak nasz związek też by nam spowszedniał.

 

Ale te maile były dla nich ważne. O tym też pisali. O wspólnocie dusz, o potrzebie kontaktu, o świadomości, że jest ktoś, kto jest bliski. Spotkali się w realu jeszcze tylko raz. Tomka znowu zaproszono na kolejne szkolenie.

 

- To był cudowny czas dla nas dwojga, byliśmy tak siebie zgłodniali. Te wspólne trzy dni były piękne – wzdycha Marta. - Ale i wtedy nie robiliśmy żadnych wspólnych planów. Wystarczało nam to, co było. Myślę, że ta niemożność posiadania siebie dodawała naszemu związkowi romantyzmu. Nie uważam, że robiliśmy tym komukolwiek krzywdę.

 

Bo w ich związkach życie toczyło się przecież bez zmian. Bez wzlotów, bez upadków. Codzienna rutyna. Tak jak w większości małżeństw z wieloletnim stażem.

 

- Więc ja nawet nie miałam wyrzutów sumienia. Uważałam, że to nawet bardzo dobry układ – mówi Marta. - Miałam jakiś bodziec, jakąś odskocznię. Nie spodziewałam się jednak, że tak się wszystko skończy.

 

Bo żona Tomka odkryła jego korespondencję. Zostawił kiedyś przed wyjściem do pracy włączony laptop, nie wylogował się z poczty. Żona nie miała oporów, żeby zajrzeć, znalazła ich maile. Tomek niczego nie ukrywał, próbował wyjaśnić, że to nie ma wpływu na ich wspólny związek. Ale też był zniesmaczony, że żona nie uszanowała tajemnicy korespondencji.

 

- To go zabolało, bo uważał, że są rzeczy nietykalne, nawet w małżeństwie. Był z zona jednak szczery, kiedy zapytała, kim jestem, powiedział jej prawdę – mówi Marta. - Potem mnie przepraszał, ale było już za późno.

 

Bo żona Tomka skopiowała maile. Odnalazła najpierw Martę, a potem jej męża.

 

- Zadzwoniła do niego, a potem przesłała mu nasze listy. Wiem, że Jacka to bardzo zabolało, rozmawialiśmy długo na ten temat – mówi Marta. - Jacek mi wybaczył, ale nasz związek nie jest już taki sam. Jesteśmy razem, niby nic się nie zmieniło, ale ja podskórnie czuję, że żona Tomka rozwaliła nasze małżeństwo.

 

Po tej historii Tomek odszedł od żony. Zadzwonił tylko raz do Marty, żeby jej o tym powiedzieć. Że rozumie urażoną dumę, był gotów się pokajać, prosić o wybaczenie. Ale mściwości i takiej małostkowości nie chce i nie potrafi pojąć.

 

- Mówił, że miał jednak o swojej żonie zupełnie inne zdanie. To, co zrobiła, pokazało mu, jaka jest naprawdę – wzdycha Marta ciężko. - I choć minęło już kilka lat, ja nie potrafię przestać o tym myśleć. Czemu ona to zrobiła, co jej to dało? Gdyby jeszcze zadzwoniła do mnie, nawymyślała mi, OK, to bym zrozumiała. A tak? Przecież uderzyła nie tylko we mnie, zniszczyła też Jacka.

 

Magdalena Gorostiza

Tagi:

zdrada ,  kochanek ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót