Choć przecież życia złego nie miała, tego nie powie, bo by zgrzeszyła. Mąż nie pił, ciężko pracował, pieniądze zawsze żonie oddawał. Dzieci też wyszły na ludzi, dobrze sobie radzą. A jednak Wanda ma dziwne poczucie, że wiele w swoim życiu straciła.

 

- Nie było żadnych wielkich uniesień, nie było gorących uczuć, pragnień, tęsknoty. Wszystko poukładane, na swoim miejscu. Zawsze rutyna, zawsze tak zwyczajnie. Nigdy nie czułam się jako kobieta bardzo kochana czy pożądana – opowiada Wanda.

 

Męża poznała jeszcze na studiach, była już na czwartym roku. Wtedy panowało takie przekonanie, że jak się męża przed dyplomem nie znajdzie, to jest ryzyko zostania na lodzie.

 

- Będzie się, jak to się mówiło, starą panną. Żadna tego nie chciała, ostatni rok studiów to był rok wesel, wiele dziewczyn wychodziło wtedy za mąż – wspomina Wanda.

 

Czy była w Waldku zakochana? Tak do utraty tchu, do szaleństwa? Nigdy. Lubiła, go ceniła, wiedziała, że będzie dobrym mężem. Uczciwy, poważny, chodzili na spacery, Waldek brał ją za rękę, czasami całowali się gdzieś w parku. Był jej pierwszym i jedynym w życiu mężczyzną.

 

- Ale żadnego wielkiego uniesienia. Było miło, było fajnie i uważałam, że to wystarczy – opowiada Wanda.

 

Na zdjęciu ślubnym stoi młoda, ładna dziewczyna, szczupła i drobna w białej, długiej sukni. Obok niej Waldek, wysoki, też szczupły, z poważną miną patrzący w obiektyw.

 

- I ona taki był, jak na tym zdjęciu, nie lubił żadnych szaleństw, żadnych żartów. Niczego na żywioł, wszystko zaplanowane, przemyślane, bez ryzyka i bez fantazji – mówi Wanda.

 

Czy to źle? Ona tylko wzdycha. No z jednej strony dobrze bo mogła się czuć przy nim bezpiecznie. Z drugiej tylko rutyna, w rutynę zawsze wkrada się nuda. I dziś Wanda uważa, że jej życie było zwyczajnie nudne.

 

- Proszę zrozumieć, jestem wdzięczna, że ominęły mnie choroby dzieci czy inne nieszczęścia, które spotykają ludzi. Ale dziś mam wrażenie, że żyłam tak „bezpłciowo” i to jest chyba jedyne dobre słowo, opisujące moją sytuację – stwierdza Wanda kategorycznie.

 

Smaku dobrego seksu nie poznała nigdy, bo współżycie z Waldkiem było jak wykonywanie małżeńskiego obowiązku. Była już wtedy co prawda książka Wisłockiej „Sztuka kochania’, ale ona, Wanda, wstydziłaby się prosić o robienie „takich rzeczy” nawet własnego męża. Ona książkę czytała, puszczała wodze fantazji. Szybko jednak schodziła na ziemię.

 

- I tak to właśnie ze mną było. Praca, dom, dzieci, sprzątanie, pieczenie ciasta. W niedzielę rosół z domowej kury i obowiązkowo schabowe, w zimie z kapustą, w lecie z mizerią. Kotlety kochali u nas wszyscy. Wracaliśmy do domu z mszy i brałam się za kończenie obiadu. Czasami szliśmy popołudniu na spacer, czasami siadałam na kanapie z książką. Czytałam te o miłości, bo tyle w nich było namiętności, tyle uczuć, których nigdy nie zaznałam i niestety już nigdy nie poznam – opowiada Wanda.

 

Ale o tym, żeby mieć kochanka, nawet jej wówczas przez myśl nie przeszło. A przecież miała okazję, kiedy w pracy pojawił się Piotr, całkowite przeciwieństwo jej męża. Czarujący, zalotny, adorował Wandę. Zawsze na przywitanie ją w rękę całował, ale robił to w taki sposób, że Wanda tylko wtedy miała okazję poznać, co znaczą te słynne motyle w brzuchu.

 

- Nogi wtedy pode mną miękły. Bardzo mi się podobał, myślę, że z wzajemnością. Namawiał, kusił na spotkanie poza pracą. Nigdy się na to nie zgodziłam i dziś się zastanawiam, czy zrobiłam dobrze – mówi smutno Wanda.

 

Nie chciałaby być źle zrozumiana, bardzo szanowała swojego męża. Ale dziś uważa, że nigdy tak naprawdę nie była w stu procentach kobietą. Bo nie zna smaku prawdziwego pożądania, nie przeżyła namiętnej miłości. A teraz na to jest już za późno. W odbiciu w lustrze widzi starzejącą się kobietę. Ciało już dawno straciło jędrność, nie ma tamtego błysku w oku.

 

- Czasami się zastanawiam, ile jest kobiet podobnych do mnie? Takich co, jak ja, wiodły wyłącznie to „bezpłciowe”, nudne życie? Mam dużo czasu na rozmyślania i powiem szczerze, że chyba tego żałuję najbardziej, że nie spróbowałam seksu z Piotrem. Może chociaż wiedziałabym, ile przyjemności w życiu straciłam? - mówi smutno Wanda.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

 

 

Tagi:

zdrada,  romans,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót