- Żona zmarła kiedy miałem 50 lat, była ode mnie rok młodsza. Za szybko, tak bez sensu. Najbardziej złośliwy rak nerki, nie dawał żadnych objawów. Od diagnozy do śmierci minęło kilka miesięcy – wspomina.

 

Szukali wszędzie ratunku, bo mieli pieniądze. Niestety, lekarze bezradnie rozkładali ręce. Joanna odeszła, on został sam. Dorosłe córki miały już swoje życie.

 

- To był dla naszej rodziny ogromny dramat, ale córkom łatwiej było się z tym pogodzić. Zajęte swoimi rodzinami, musiały patrzeć w przyszłość. Ja nie potrafiłem zrozumieć tej bezsensownej śmierci, pewnie jak każdy w żałobie. Uznałem, że będę już samotny aż do śmierci – mówi Witek.

 

Bo Joannę nie tylko kochał, ale ją szczerze podziwiał. Sprawdzała się w swoim fachu, kochała góry i wspinaczki górskie, jeździła świetnie na nartach, grała w tenisa, uprawiała jogę.

 

- Grała też świetnie w karty. Śmiała się, że ma męski mózg,że nie powinna być kobietą. Nie martwiła się wyglądem, zawsze miała krótkie fryzury, nie używała makijażu. Za to ją uwielbiałem – opowiada Witek.

 

Jakieś dwa lata po śmierci Joanny, znajomi zaczęli go swatać. Zapraszali na imprezy, poznawali z rożnymi kobietami. Ale one nie były w jego typie. Mówi, że były jakieś takie „pańciowate”, z tipsami, pomalowane, wystrojone. Tylko z jedną zaczął się spotykać, ale znajomość szybko się skończyła po wspólnym wyjeździe do Zakopanego.

 

- Alicja, bo tam miała na imię, twierdziła, że chce się nauczyć jeździć na nartach. Wypożyczyliśmy sprzęt, zapięła te narty i jak zaczęły sunąc po śniegu, ona w pisk. Nie dała sobie niczego wytłumaczyć. Tak naprawdę interesowały ją sklepy na Krupówkach, łażenie po tych samych butikach. Nawet na dłuższy spacer nie chciała iść – krzywi się Witek na wspomnienie tamtych dni. Rozstał się z nią zaraz po przyjeździe do domu i powiedział sobie, że basta. Nikogo nie szuka. Da radę sam, będzie żył na luzie, robiąc sobie różne przyjemności.

 

Na sześćdziesiątkę postanowił kupić sobie suva. Zbierał informacje o rożnych markach, wędrował po salonach.

 

- I taf chciał, że w salonie marki, którą interesowałem się najbardziej, na miejscu doradcy siedziała kobieta. Skrzywiłem się, bo już oczami wyobraźni widziałem tę merytoryczną dyskusję – opowiada Witek.

 

Zdziwił się jednak wiedzą i znajomością tematu, jaki zaprezentowała doradczyni. On fanem wielkim motoryzacji wielkim nie jest, ale orientuje się co nieco. Ona pobiła go na głowę. Odpowiadała fachowo a wszystkie pytania, dopytywała, po co mu samochód terenowy, czy naprawdę chce jeździć offroad, czy tylko tak dla szpanu. Zaproponowała jazdę próbną.

 

- Omówiliśmy się i pojechaliśmy w teren. Ona najpierw prowadziła i przeżyłem szok. Śmigała po tym błocie, pokazywała, co samochód potrafi. Potem oddała mi kierownicę, nie dorastałem jej do pięt – śmieje się Witek.

Samochód zamówił, wziął wizytówkę od doradczyni i tak zaczęła się znajomość z Martą. Nowy wóz odebrał po dwóch miesiącach. Był zadowolony z zakupu i zjawił się w salonie z bukietem róż.

 

- To był impuls. Chciałem podziękować za pomoc w wyborze. Zaprosiłem też Martę na kolację. Odmówiła, powiedziała, że lepiej jak pojedziemy gdzieś w teren i zjemy obiad w jakimś fajnym zajeździe. Dała mi do zrozumienia, że kolacja w drogiej knajpie to nie jest jej ulubione zajęcie. I mnie się to spodobało, nawet bardzo – opowiada Witek.

 

Zaczęli się spotykać, zaczęli wyjeżdżać na weekendy. Marta jest od Witka młodsza o 15 lat. Samotna, rozwiedziona, bezdzietna. Uwielbia podróże, samochody i wodę, pływa jak bóbr.

 

- W jakimś sensie jest podobna do Joanny, choć nie przypomina jej fizycznie. Ale ma podobny temperament, podobny stosunek do życia. I ten luz. Nie ma płaczu, bo złamał się paznokieć, nie ma dyskretnego patrzenia w lusterko, czy oko się nie rozmazało. Mnie akurat to odpowiada, znaleźliśmy wspólny język – mówi Witek.

 

Po kilku miesiącach poczuł, że jest zakochany. Zaproponował Marcie egzotyczny wyjazd. Chciał jej zrobić przyjemność, no i miał to być test. Jak wytrzymają razem dwa tygodnie w jednym pokoju, to znak, że związek może mieć przyszłość.

 

- Marta okazała się wspaniałym kompanem. Nie gadała za dużo, potrafiła uszanować chęć bycia samemu, nie narzucała się ze swoimi pomysłami, nie marudziła podczas trudnych eskapad. Kiedy chciała pojechać na zakupy, powiedziała jasno, żebym został w hotelu, bo ona wie, że facetów to nudzi i po co mamy zmuszać kogoś do robienia rzeczy, których nie lubi – mówi Witek. Coraz bardziej przekonywał się, że trafił na właściwą kobietę. Że może nie będzie musiał żyć sam, jak palec.

 

Po roku zaproponował Marcie małżeństwo. Starsza córka zaakceptowała młodą macochę, młoda nadal trochę się boczy i próbowała odwieść go od ślubu. On jednak chciał mieć żonę, mieć ukochaną osobę przy swoim boku.

 

- Chcę też Martę zabezpieczyć na przyszłość i moje córki o tym wiedzą. I tak dostaną sporo po mojej śmierci, biedy nie zaznają. Ja jestem z Martą bardzo szczęśliwy, nie spodziewałem się, że moje życie tak się zmieni – mówi Witek.

 

Są już pięć lat po ślubie, a on kocha ją coraz bardziej. Świetnie się dogadują, wszelkie konflikty rozwiązują od ręki. Witek mówi, że teraz wie nie należy się nigdy poddawać. Że jemu też wydawało się, że w życiu już nic ciekawego go nie spotka. A tu los mu zafundował taki prezent.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.



Tagi:

miłość,  romans,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót