Sylwia ma lat 32, marzy o dziecku, odłożyła jednak swoje pragnienia z powodu pracy męża. Mąż w zeszłym roku dostał propozycję przenosin do innego miasta w ramach swojej korporacji. Ma tam zdobywać nowe szlify, a potem ewentualne wrócić do rodzinnego miasta. Na wyższe stanowisko.

 

- W korpo się nie odmawia. Jak odmówisz, to przy najbliższej okazji wylądujesz na bruku. Tak to w skrócie wygląda. Prosiłam męża, żeby zmienił pracę, ale on tym nie chce słyszeć. Z trudem dostał się do tej firmy, spełniły się jego marzenia. To, że mu życie rodzinne rozwalili, już jakoś tego nie widzi – wzdycha Sylwia.

 

Są pięć lat po ślubie. Zwlekali z dzieckiem, aby dorobić się mieszkania. Teraz mieszkanie jest, ale nie ma w nim męża.

 

- A ja nie wyobrażam sobie być w ciąży i rodzić sama. Nie po to jesteśmy małżeństwem – podkreśla Sylwia. A mąż przyjeżdża w piątki popołudniu, wraca do firmy w niedzielne wieczory, albo wyjeżdża świtem w poniedziałki. Dla Sylwii to nie jest rodzinne życie, szczególnie, że nie wiadomo, jak długo będą go trzymać „na wygnaniu”. No ale, co zrobić, nie ma chwilowo innego wyjścia.

 

Ona do męża się nie przeniesie, bo ma tu pracę i mają swoje nowe mieszkanie. Mąż mieszka tam w ciasnej kawalerce, musieliby wynajmować coś większego, a szkoda na to pieniędzy. Bo raz, że kredyt trzeba spłacać, a dwa, do wypieszczonego mieszkania nie wpuściliby by obcych, więc i tak byłby czynsz i inne opłaty. A i tak wydatków jest nie mało.

 

Sylwia jest anglistką i uczy w liceum. To jednak daje marne pieniądze, popołudniami więc sobie dorabia dodatkowymi korepetycjami.

 

- Lubie pracę w szkole, no ale wiadomo pensja niska. Mam dobrą renomę jako nauczycielka i mam sporo chętnych na prywatne lekcje. Jestem z tego zadowolona, bo co bym robiła wieczorami ciągle sama i bez męża? - mówi Sylwia.

 

Więc kiedy wraca ze szkoły do domu, ma zawsze 2 – 3 godziny przerwy. Potem zasiada przed komputerem, bo pandemia przyzwyczaiła ludzi do korzystania ze skypa.

 

- Każdemu dziś tak wygodniej, nie musi wychodzić z domu. Mam tylko jednego biznesmena, do którego dojeżdżam dwa razy w tygodniu. Facet nie chce lekcji przez komputer, płaci mi bardzo dobrze. W zasadzie u niego jednego mam prawie całą szkolną pensję – opowiada Sylwia.

 

Kiedy ma lekcje, ścisza komórkę, bo przecież jest profesjonalistką. W domu zostawia ją w kuchni na blacie, żeby nie korciło nawet patrzenie w ekran.

 

- I co się dzieje? Mam po kilka telefonów od teściowej właśnie wtedy, gdy mam lekcje! Czasami kończę późno i nie oddzwaniam do niej po godzinie 22. Czasami zadzwonię i zawsze słyszę to samo – a gdzie ty byłaś i co ty robisz dziecko? - mówi Sylwia. I dodaje, że nie ma siły odpowiadać na te same pytania. Tłumaczy, wyjaśnia, mówi, kiedy jest dostępna. Nic z tego, teściowa z uporem maniaka wydzwania do niej zawsze wieczorem. Kilka razy nawet przyszła, ale Sylwia w słuchawkach nawet nie słyszy domofonu.

 

- Wysnuła więc wniosek, że „gdzieś się szlajam”, jak to była łaskawa określić. A potem wydzwania do mojego męża i mówi, że wieczorami znikam i nie ma ze mną żadnego kontaktu – wzdycha ciężko Sylwia.

 

Jarek wie, że ona ma lekcje i nigdy nie było problemu z tego powodu. Wszak każde z nich ciężko pracują, głównie na lepszą przyszłość dziecka, o którym tak marzy Sylwia. Teściowa jednak nie ma zamiaru przestać uważać, że Sylwia coś knuje. Nie podoba jej się na przykład bardzo, że synowa jeździ udzielać lekcji do tego biznesmena. Nie raz pytała Sylwię, a czemu on też nie przez komputer, a czemu to ją wybrał, a czemu tam późno wieczorem?

 

- Wkurza mnie tłumaczenie jej, że facet długo pracuje. Jeżdżę do niego do domu, jest tam zawsze i żona i dzieci. Na litość boską, uczę go tylko angielskiego – nie kryje irytacji Sylwia.

 

Wie jednak, że słowa teściowej zaczynają padać na podatny grunt. Ostatnio Jarek też pytał o biznesmena. Kim jest, czym się zajmuje i po co mu nagle język angielski?

 

- A potem dodał, że te lekcje na skypie to byłaby całkiem niezła wymówka, gdybym chciała na kilka godzin zniknąć, bo nikt wtedy nie ma ze mną żadnego kontaktu – opowiada Sylwia.

 

Od słowa do słowa, zaczęli się kłócić, choć nigdy takich problemów nie mieli. Sylwię oburza to, że na skutek podżegania teściowej, mąż traci do niej zaufanie. Wypaliła więc Jarkowi, że jak jej nie wierzy, niech zmieni pracę i wraca do domu, bo ona ma już tego serdecznie dosyć. I że ona też nie wie, co Jarek sam tam wieczorami robi.

 

- Mamy dla siebie wyłącznie weekend, a zaczynamy się kłócić przez tę głupią babę. Powiedziałam więc mężowi, żeby przestał słuchać swojej nawiedzonej matki, co ona chyba źle nam życzy. No i dopiero się zaczęło – mówi Sylwia.

 

Jarek wyjechał wściekły do pracy, ona została znowu sama.

 

- I tak jest mi ciężko, ciągle jestem sama, nie tak sobie wyobrażałam swoje życie. A teraz teściowa wmawia mężowi, że go zdradzam. I jak tak dalej pójdzie to ona rozwali nasze małżeństwo – mówi smutno Sylwia.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

 

 

 

 

Tagi:

małżeństwo,  romans,  zdrada,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót