Krystyna nie wygląda na swoje lata, jest zadbana, świetnie ubrana i sama podkreśla, że korzysta z dobrodziejstw medycyny estetycznej. Ma własna trenerkę personalną, chodzi co tydzień z kijami, regularnie odwiedza fryzjerkę i kosmetyczkę.

 

- Ciężko z mężem pracowaliśmy, nikt nam niczego nie dał. Mąż niestety już nie żyje, mam po nim dobrą emeryturę, mam też inne, dodatkowe środki do życia – wylicza Krystyna.

 

Zawczasu kupili kilka mieszkań, które teraz wynajmuje. W sumie ma stały, dobry miesięczny dochód. Jak sama mówi, nie musi się ograniczać i uważa, że ma święte prawo do korzystania z życia na własnych warunkach. Innego zdania jest jednak jest córka. Ona chciałaby, aby matka ograniczała wydatki, przepisała na nią ze dwa mieszkania i pomagała jej finansowo, tak aby i ja było stać na wszystko.

 

- W imię czego ja się pytam? Kupiliśmy jej mieszkanie, dostała w prezencie samochód, ma 36 lat, męża, który też zarabia i dwoje dzieci. Nie są biedni, niech się dorabiają, jak my kiedyś – nie kryje irytacji Krystyna.

 

Ale właśnie o pieniądze są wieczne konflikty. Córka uważa, że matce nie potrzebne są markowe ubrania, że nie musi ciągle latać na masaże czy do kosmetyczki. Lepiej byłoby dać te pieniądze jej, bo jest młoda i wykorzystałaby je znacznie lepiej niż matka.

 

- A dla mnie to typowy aegizm. Kobieta 50 plus ma być zepchnięta do kąta. Bo ma zmarszczki, bo nie ma idealnego ciała. Bo jest jakaś chora moda na młodość. Nikt nie będzie wiecznie młody, a ja realizuje swoje potrzeby. Usłyszałam jednak od córki, że jestem stara i pieniądze nie są mi już potrzebne – mówi Krystyna.

 

Ona na takie traktowanie nie ma zamiaru się godzić. Nie będzie niczego oddawała córce za życia, nie ma zamiaru fundować jej drogich rzeczy ani wysyłać jej rodziny na wakacje do Meksyku. Córka głodem nie przymiera, a jak chce chodzić do drogich butików, niech zarabia tyle, aby mogła sobie pozwolić na zbytki. Krystynę irytują wieczne pretensje córki, wieczna chęć przywłaszczenia sobie pieniędzy matki.

 

- Ojciec bardzo ją rozpieszczał, miała w domu dosłownie wszystko. Ale jest moment, kiedy trzeba dorosnąć. Ja nie mówię, że nie zapłaciłabym wnukom za dobre studia czy nie dała na ich leczenie. Ale nie dam na najnowsze gadżety. Nie widzę powodu, by dokładać do ich gospodarstwa – podkreśla Krystyna.

 

Marudzenia i biadolenia córki ma już dosyć. Ostatnio, w święta, córka powiedziała, że jak matka ma spędzić te dni z nimi, to niech się dołoży do wydatków. Krystyna poczuła się dotknięta. I tak by zamówiła jakieś ciasto czy rybę w galarecie, jak zwykle. Powiedziała jednak córce, że jak nie stać jej na zaproszenie matki do wspólnego stołu, to trudno. Wzięła z biura last minute i pojechała na święta do Egiptu. Sama, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Pogoda była dobra, czytała, chodziła na spacery, pół dnia spędzała w SPA. Poznała ciekawych ludzi, stwierdziła, że to nawet dobra opcja.

 

Prezenty choinkowe wnukom wręczyła po powrocie, ale nie kupiła nic dla córki ani dla zięcia. Z córką rozmawia od tej pory oficjalnie, nie ma zamiaru prowadzić więcej dyskusji na temat finansów.

 

- I tak wszystko ona i wnuki odziedziczą, biedy więc nie będzie. Ale musi poczekać do mojej śmierci. Za życia niczego jej nie oddam. Bo ja będę wydawać, ile mi się podoba. Jak to się ładnie mówi – żyję na koszt moich spadkobierców – podkreśla Krystyna. I dodaje, że za dużo zna historii kobiet, które dały dzieciom dorobek życia, a potem tułały się po przytułkach. A ona nawet luksusowy dom starców już sobie wybrała, bo nikt nie będzie decydował o jej starości. Bo jak mówi, jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię i niektóre szczegóły zostały zmienione

Tagi:

matka,  córka,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót