Partner: Logo KobietaXL.pl

Ponad trzydzieści lat małżeństwa, troje dzieci, jedno już mające swoją rodzinę. Przykładny dom, zadbany, bez większych konfliktów. On pracownik naukowy, ona lekarka. Ludzie, jak to się ładnie mówi – na poziomie. Ewa kiedy dziś patrzy wstecz na swoje życie, nie jest w stanie uwierzyć, że niczego nie dostrzegła.

 

- Może to była rutyna? Może przekonanie, że tak już zawsze będzie, że każdy ma swój mały świat i dzielimy jakiś wspólny, ten rodzinny? Nikt nikogo nie kontrolował, mieliśmy pracę w rożnych porach. Nie wiem sama, życie szybko biegło, dzieci dorastały, ja żyłam od dyżuru do dyżuru. Mąż był zawsze bardzo pomocny, wydawało się, że dobrana z nas para – Ewa zaciąga się mocno papierosem i chwilę milczy.

 

Potem znowu opowiada. O świętach, która zawsze celebrowali, stół musiał być pięknie nakryty i obowiązkowo dwanaście potraw. Na wigilię przychodziła jej mama i najstarszy syn z żoną i małym synkiem.

 

- Taka była umowa, że wigilia u nas, na pierwszy dzień świąt wyjeżdżali do rodziny synowej. Dla mnie było to bardzo ważne, aby mieć wokół siebie wszystkich bliskich. Bo kiedyś bardzo lubiłam te spotkania, kojarzyły mi się z ciepłem domowego ogniska – wzdycha Ewa.

 

Wtedy też miało być podobnie. Część rzeczy zamówiła, ale sama gotowała barszcz i sama przyrządzała karpia. Stół był już prawie gotowy, choinka stała pięknie ubrana, migotały lampki. Dzieci pomagały, córka robiła ostatnie dekoracje. Dochodziła godzina 16, kiedy mąż stwierdziła, że zaraz zamykają pobliski sklepik i on wyjdzie, żeby dokupić papierosy. Żeby mieli zapas na święta. Powiedziała, że OK, że lepiej, żeby papierosów nie zabrakło. I to były ostatnie słowa w tę wigilię do męża.

 

Narzucił kurtkę i wybiegł. Kiedy nie wrócił po pół godzinie, zaczęła się denerwować. Dzieci uspokajały, że może poszedł gdzieś dalej, bo w sklepiku ich papierosów nie ma. Dzwoniła, ale mąż nie odbierał. Czas mijał. Zastanawiała się, czy coś się nie stało. Przed samą godziną 18 młodszy syn dostał esems od ojca – Powiedz matce, że nie wrócę, potem to wyjaśnię. Wesołych Świąt.

 

Oniemieli, cała trójka. Dzieci były jak zamurowane, ona w środku wręcz zamarła. Jeszcze wtedy nie wiedziała co ma myśleć. Przyszła matka, przyszedł syn z synową i wnuczkiem. Nikt nie tknął ani karpia ani barszczu. Dzieci próbowały się do ojca dodzwonić, ale bezskutecznie. Tak naprawdę nikt nie wiedział, co ma myśleć.

 

- Odezwał się następnego dnia. Zadzwonił i powiedział, że się dusił, że jeszcze jedne święta razem, a chyba skoczyłby z mostu. Bo ma dosyć mnie, naszego domu, nienawidzi mojej matki – mówi Ewa. Tylko tyle. I że chce rozwodu, że próbował, że zaciskał zęby, ale nie wyszło.

 

Ona była roztrzaskana na kawałki. Dzieci w szoku, nikt już nie chciał myśleć o żadnych świętach. Siedzieli w domu jak na stypie. Milczeli, bo tak naprawdę nie wiedzieli, co mają powiedzieć. Przyszła matka Ewy, próbowała czegoś się dowiedzieć. Nikt jednak nie miał ochoty na konwersacje.

- Prawda okazała się banalna. On od kilku lat miał kobietę, młodszą od siebie, swoją wychowankę. Poszedł do niej i już u niej został. Nie miał jednak wystarczającej odwagi w sobie, żeby godnie się ze mną i z dziećmi rozstać – mówi Ewa.

 

Ze swoim dziś już byłym mężem spotkała się dopiero po sylwestrze. Najpierw porozmawiał z dziećmi, potem chciał rozmawiać z Ewą. Odmówiła, przekazała mu jedynie, że spotkają się już w sądzie. Kazała, żeby zabrał jak najszybciej swoje rzeczy. Od dzieci wie, że tłumaczył, jak zabijało go to codzienne życie. Że się zakochał w innej kobiecie, że postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Że miał dosyć codziennej rutyny, znienawidzonej teściowej, życia, które nie niosło już ze sobą żadnej świeżości.

 

- Przez te ponad trzydzieści lat nigdy o tym ze mną nie rozmawiał. Nie wiedziałam nawet, że tak nie cierpi mojej matki. Grał rolę dobrego męża, wszystko kisił w środku. Ja niczego nie zauważyłam. Nie winię się za to. Też bywałam często zmęczona i przepracowana, on też się nie pytał, czy mi jest z tym wszystkim dobrze, czy też może chciałabym jakiejś odmiany. Tyle tylko, że ja zawsze uważałam, że małżeństwo i rodzina to przede wszystkim kwestia odpowiedzialności, on zaś okazał się zwyczajnym tchórzem i mam mu to za złe. Nie okazał mi szacunku. Gdyby miał odwagę powiedzieć o wszystkim, czułabym się zraniona, ale byłabym podmiotem. Potraktował mnie jak zbędny przedmiot, dzieciom też wyrządził krzywdę – mówi Ewa.

 

Dziś jest po rozwodzie. Córka utrzymuje kontakt z ojcem, dwaj synowie nie chcą go widzieć. Ewa na myśl o nadchodzących świętach dostaje gęsiej skórki. Nie organizuje już wigilii w domu. Teraz święta robi synowa i tam spotyka się cała rodzina. Ewa pomaga jej gotować barszcz i robi swojego karpia.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Tagi:

zdrada,  rozwód,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót