Z Dorotą poznały się na studiach i właściwie przez pięć lat były nierozłączne. Razem się uczyły, razem chodziły na dyskoteki, wiedziały o sobie wszystko. I choć Dorota była atrakcyjniejsza od Iwony, nie miała do chłopaków szczęścia. Iwona na trzecim roku poznała Marka i z nim w końcu postanowiła się związać.

 

- Dorota ciągle zakochiwała się nieszczęśliwie, wiecznie był jakiś dramat. Pocieszałam, obcierałam łzy, czasami zamiast się uczyć, całe noce słuchałam jej żalów – opowiada Iwona. Ona raczej unikała takich wrażeń. W Marku była zakochana, chyba z wzajemnością, skoro rok po studiach zaproponował jej małżeństwo. Dorota w tym czasie wplatała się w ognisty romans z żonatym facetem i żyła jak na wulkanie.

 

- Pytałam, czy nie jest jej żal jego żony, którą facet zdradza. Mówiła, że to prawdziwa miłość, a wówczas nic się nie liczy. Szkoda, że nie wzięłam sobie tego do serca. Bo to pokazywało, jaki Dorota ma naprawdę charakter – wzdycha Iwona.

 

Jej samej wydawało się, że jest w stabilnym związku. Kupili mieszkanie z pomocą rodziców, robili karierę. O dziecku jeszcze nie myśleli – chcieli zażyć trochę wolności. Iwona jednak podkreśla, że jej mama bardzo chciała wnuka. Namawiała, by Iwona zaszła szybko w ciążę. Może dziecko powstrzymałoby Marka od takiej decyzji?

Dorota została sama. Żonaty facet zakończył związek, ona, choć nadal atrakcyjna, nie mogła nikogo znaleźć. Iwona troszczyła się non stop o swoją przyjaciółkę. Weekendy, święta, zawsze Dorota była w ich życiu obecna. Nawet wakacje były w spólne, bo Dorota wolała jeździć z nimi na wczasy, niż spędzać je samotnie.

 

- Marek czasami się krzywił, ale ja, idiotka skończona, zawsze chciałam, żeby Dorota nie czuła się odrzucona. Sama sobie wyhodowałam żmiję na piersi – mówi Iwona. Bo nie słuchała wówczas ani Marka, ani mamy, która Doroty nigdy nie lubiła. Uważała, że jest fałszywa, że zbyt słodka i miła, że za często i wszystkim prawi komplementy.

 

- Mama mówiła, że Dorota chce być taka uwielbiana przez wszystkich, że udaje taką cudowną istotę. Że to jej się bardzo nie podoba, bo to oznacza, że Dorota jest fałszywa. Ja mamie nie wierzyłam, bo wydawało mi się, że moja przyjaciółka jest mi oddana, jak nikt na świecie. Choć był moment, że zaczęłam czuć się nią trochę zmęczona – opowiada Iwona.

 

Ale trudno już się było z tego dziwnego trójkąta wymigać. To Dorota przynosiła oferty z biur podróży, ona inicjowała wspólne wypady za miasto czy wyjścia.

 

- Była na tyle sprytna, że brała pod uwagę gust Marka, ofertę przy nim składała, a on był zachwycony. Okazywało się, że nagle oni dwoje mają wspólne pasje, ja wolę leżeć na plaży, oni spacerować. Ja wolę spokojny odpoczynek, oni skakanie ze skałek do morza – mówi Iwona i dodaje, że na początku, o ironio losu, nawet się z tego cieszyła. Uważała, że mąż się nie nudzi, a ona ma święty spokój.

 

Po jakimś czasie dopiero przejrzała na oczy, że to była część misternie uknutego planu przez Dorotę. Mogła być sama z Markiem nie wzbudzając podejrzeń. Wyjeżdżała z nim systematycznie na rower (Iwona roweru nie znosi), chodziła na wspinaczki (Iwona ma lęk wysokości).

 

- Tak powoli okręcała go sobie wokół siebie, pokazywała, że byłaby dla niego lepszą towarzyszką życia. Ja jednak w swojej naiwności niczego nie dostrzegałam. Uważałam, że jesteśmy zżyci niczym rodzina, traktowałam ją jak siostrę – opowiada Iwona.

 

Po czterech latach małżeństwa nagle zauważyła, że w jej związku z Markiem nie jest tak jak dawniej. Oddalili się od siebie, co ciekawe, Dorota coraz rzadziej zaczęła się pojawiać w ich domu. Marek miał za to więcej pracy, przyjaciółka też tłumaczyła się nawałem zajęć. Iwona żyła jednak w nieświadomości, dopóki Marek nie oznajmił jej, że chce rozwodu.

 

- To było jak grom z jasnego nieba, kiedy przyszedł i powiedział, że ode mnie odchodzi. Że uznał, że jest zakochany w Dorocie, że mają wspólne pasje, że z nią lepiej się dogaduje. A ona? Ona mi powiedziała, tak jak kilka lat temu, że jak jest prawdziwa miłość, to nic więcej się nie liczy. Nawet nasza przyjaźń. I tak mąż odszedł do mojej najlepszej przyjaciółki, a ja poczułam się jak skończona idiotka – mówi smutno Iwona.

 

Sprzedali wspólne mieszkanie, Iwona kupiła sobie małą kawalerkę. Ne ma już męża, nie ma przyjaciółki. Nie może sobie darować swojej naiwności. Niedawno zaczęła się spotykać z nowym facetem. Wie dziś jedno – nigdy więcej nie będzie się martwiła o to, czy jakaś kobieta w jej otoczeniu nie czuje się przypadkiem samotna.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione

 

Tagi:

zdrada,  romans,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót