- Wiem, jak będzie. Mam dwie siostry, obie mężatki, obie mają dzieci. Matka, babcia, ciotki, cała rodzina będzie pytać, kiedy ja w końcu wyjdę za mąż. Nie pomagają wyjaśnienia, że to moje życie, że wolę być singielką – opowiada Dorota.

 

Ma 36 lat i mieszka samotnie w stolicy. Z wyboru, bo pewnie do tej pory dawno by męża znalazła. Tylko, że ona nie chce. Ani męża, ani dzieci. Ma ciekawa pracę, lubi swoje życie. Jest w luźnym związku.

 

- On jest po rozwodzie, ma dwoje dzieci. Wie, że ja dzieci nie chcę i bardzo mu to pasuje. Wie, że ja w ogóle nie przepadam za dziećmi, więc nie ma żadnych wspólnych spotkań. Taki układ jest dla mnie idealny – wyjaśnia Dorota.

 

Nawet nie mieszkają razem, bo wówczas skazana by była na kontakt z jego dziećmi. On zabiera je do siebie co drugi weekend i wówczas Dorota ma dni dla siebie. Bardzo to lubi, często wyjeżdża na różne warsztaty, albo robi sobie samotny wypad w góry. Wie jednak, że jej rodzina nie jest w stanie zrozumieć, że ktoś kocha takie życie.

 

- Pochodzę z małego miasteczka. Tam nadal celem kobiety powinno być założenie rodziny. Moje siostry tam zostały i żyją według tego schematu. Ja zwyczajnie nie chcę – mówi.

 

Pobyt w domu ją męczy. Od pytań przy stole, po wrzaski i kłótnie siostrzeńców i niekończące się opowieści o dzieciach. Ją nie bardzo interesuje to, które ma jakie talenty, co ostatnio zmajstrowało, czy na co chorowało. Siostry gadają tylko o tym.

 

- Z wyższością, bo według nich jestem jakaś ułomna, bo dziecko ma być największym skarbem w życiu. A ja, bezdzietna z wyboru, jestem w ich kategoriach jakimś dziwadłem. Chyba moja sytuacja byłaby nawet lepsza, gdybym dzieci mieć nie mogła – wyjaśnia Dorota.

 

Swojego faceta do domu nie zabiera. Kiedyś przyjechała z dawnym chłopakiem. Matka z babcią rzuciły się na niego z pytaniami o ślub i wesele. Doroto mało nie spaliła się ze wstydu, bo w ogóle nie mieli takich planów. Gdyby więc w domu zjawiła się kolejny facet, byłoby zaraz to samo. A ona o żadnym ślubie myśleć nawet nie chce.

 

- Jest dobrze, jak jest. On ma swoją historię, dzieci, którymi zawsze będzie się zajmował. Nie chcę być częścią jego dawnego życia, a jako żona byłabym do tego w jakiś sensie zmuszona. Podoba mi się to, że zajmuje się dziećmi, że jest troskliwym ojcem. Ale, jak mówiłam, ja uczestniczyć w tym nie chce – podkreśla.

 

W domu więc gra osobę samotną, która nie jest w żadnym związku. Od progu widzi zmartwione miny matki i babci, kiwania głowami i pytania, kiedy wreszcie kogoś sobie znajdzie, bo to ostatni dzwonek na rodzenie potomka.

 

- Jak słyszę, jak muszę być nieszczęśliwa, jaki to zły los mnie spotkał, to flaki mi się dosłownie przewracają – Dorota nie przebiera w słowach. I tak jest za każdym razem, choć prosiła nie raz, by nie dyskutować więcej na ten temat. Ale słyszy, że to z troski o nią, że rodzina się martwi, że przecież chodzi wyłącznie o jej dobro.

 

- A ja mam wrażenie, że siostry czasami mi zazdroszczą. Nie twierdzę, że nie kochają swoich dzieci, ale ich życie w tym zapyziałym miasteczku jest nudne. Mają kiepską pracę, są zawalone domowymi obowiązkami. Ja robię to, na co mam ochotę. I myślę, że to jest główny powód dowalania mi, że nie mam męża i dzieci. Też chętnie widziałyby mnie w takim samym kieracie – wyjaśnia Dorota.

 

Zeszłoroczna pandemia pozwoliła jej nie przyjeżdżać na święta do domu. Na Wielkanoc w tym roku też nie przyjechała, skłamała, że miała kontakt z chorą osobą i musi się izolować. Na grób ojca i dziadków chętnie by poszła, ale wolałaby iść tam w samotności, bez tych tłumów na cmentarzu.

 

- Nie znoszę tego. W miasteczku jest „konkurs” na ubieranie grobu, musi być dużo, jakby to miało świadczyć o pamięci o zmarłych. No i trzeba iść wtedy, kiedy jest najwięcej ludzi, zamanifestować swoją obecność – mówi.

 

Dlatego dla niej najlepiej by było, gdy znowu zamknięto cmentarze. Miałaby by powód, by bez wymówek nie przyjeżdżać do domu. Nie musiałaby słuchać po raz kolejny głupich pytań i komentarzy. Nie musiałaby iść w tłoku na cmentarz, żeby tradycji stało się za dość. Ale pewnie tym razem cmentarze zostaną otwarte. I Dorota już się zastanawia, jak te trzy dni z rodziną przetrwa.

Tagi:

singielka,  singiel święta,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót