Alina jest z wielodzietnej rodziny, urodziła się druga w kolejności. Najstarsza siostra przyszłą na świat, kiedy papieżem był już Wojtyła. Choć rodzice do kościoła nigdy nie chodzili, została ochrzczona.

 

- Uznali, że nadszedł czas wracania „na łono kościoła”, że jeśli dziecko będzie nieochrzczone, to będzie wyśmiewane itp. Więc każdy z nas już potem brał chrzest i szedł do komunii – mówi Alina.

 

Ale w domu tradycji katolickich nikt nie kultywował. Nie chodziło się na mszę czy do spowiedzi. Jedynie babcia była osobą bardzo wierzącą. Kiedy Alina zaczęła naukę, religia była jeszcze w salkach katechetycznych. Potem przeniosła się do szkoły.

 

- Najpierw uczył nas ksiądz, który lubił bić i karać fizycznie, kazał klęczeć itp. Potem przyszedł katecheta, było już nieco lepiej. Poszłam jeszcze do bierzmowania, a potem zaczęłam od kościoła odchodzić. Myślę, że w boga nie wierzyłam nigdy – opowiada Alina.

 

Kiedy zaczęła studia, były wspólne rozmowy z przyjaciółmi i różne dyskusje. O tym, że w kościele być nie chce, zdecydowała lektura jednego wiersza.

 

- To był „Lament barana” Wittlina. Czasami tak jest, że przeczyta się coś i człowiek doznaje olśnienia – mówi Alina.

 

Ale nikt wówczas jeszcze o apostazji nie słyszał. Alina jednak mówiła o swoich wątpliwościach.  W jej rodzinnym domu powstały różne obozy. Najstarsza siostra wyszła za żarliwego katolika, działają w ruchach Oazowych, mają znajomych tylko z takich kręgów. Brat również poślubił żarliwą katoliczkę i choć on sam robi rożne dziwne interesy, nie przeszkadza mu to w chodzeniu do kościoła.

 

- Pozostała dwójka jak jest ze mą to mnie popiera, jak z nimi, staje się nagle wierząca. Takie chorągiewki na wietrze -mówi Alina.

 

Ona córkę ochrzciła jeszcze „z rozpędu”. Dla babci przede wszystkim, nawet posłała ją do komunii, pod presją rodziny - bo „będzie poszkodowana, bez przyjęcia i bez prezentów”. Teraz tego żałuje, ale córka jest nastolatką i do kościoła od dawna nie chodzi.

 

- Poszłam z nią do ginekologa, stosuje antykoncepcję. Katolicka część rodziny uważa, że to grzech śmiertelny i na mnie i na córkę spadnie „kara boska”. Ale a uważam, że to norma, jeśli córka zdecyduje się na współżycie, po co jej ciąża w wieku lat siedemnastu? - pyta Alina retorycznie.

 

Rodzinne stosunki były więc już dość napięte jeszcze przed apostazją. Matka próbuje konflikt załagodzić, ale też Alinie wypominała zawsze jej poglądy. Kiedy jednak Trybunał Konstytucyjny orzekł, że polskie kobiety mają rodzić kalekie dzieci, a biskupi to poparli, Alina się cała zatrzęsła.

 

- I wtedy postanowiłam odejść z kościoła oficjalnie. W styczniu tego roku dostałam dokument potwierdzający apostazję. Powiedziałam o tym rodzinie no i wtedy zaczęła się jazda – mówi Alina.

 

I brat i siostra, ci mocno wierzący, nie kryli oburzenia. Alina tłumaczyła, że to jej wybór i jej sprawa, że każdy ma prawo żyć, jak zechce.

 

- Nic z tego, jestem czarną owcą w rodzinie, wstydzą się mnie, boją się o tym powiedzieć znajomym. A chcę podkreślić, że nie mieszkamy na małej wsi tylko w dużym mieście – opowiada Alina.

 

Józef Wittlin – Lament barana ofiarnego

 

Dlaczego ja? Dlatego żem zwierzę

i nie mam duszy? A za to mam rogi

mocno w cierniowym krzaku zaplątane,

tak abym nie mógł uciekać przed nożem

obłąkanego z przerażenia starca?

Ich mędrcy mówią, że od dnia szóstego

stworzenia świata - na górze Morijah

czekam na ten nóż, by moja szyja

była przecięta, a nie szyja chłopca,

i bym za niego na tej wiązce chrustu

spłonął.

Aby zaś swędu mych palonych jelit,

smrodu mej krzywdy krzyczącej do nieba,

nie czuł Ten, który od starego ojca

tak przeraźliwej zażądał ofiary,

posłuszny starzec nasypał do ognia

wonnych korzeni, żywicy, kadzidła,

nardu i mirtu...

i był Mu przyjemny

dym mojej męki, woń mego konania.

I cóż, że nie mam duszy, skoro ciało moje

tak samo czuje ból jak czują oni,

a moje serce tak samo ze strachu

wali jak walą ich struchlałe serca,

kiedy anioła śmierci szum skrzydeł ich zmrozi.

Musiałaż być spełniona ta ofiara?

Nie dość Mu, że poigrał Sobie z sercem starca

i ślepego posłuchu żądzę tym nasycił?

Czemuż i mego życia nie oszczędził?

Żeby ofiarny stos się nie zmarnował?

I nie zardzewiał nóż krwią nie skalany?

Że bardzo liczył na moją niewiedzę,

bo duszy nie mam...

Tak, żadne zwierzęta

nie mają duszy, więc nie mogą grzeszyć.

Nas z raju

nikt nie wyganiał...

A wy z waszej duszy

coście zrobili? Cuchnącą kloakę,

w której się lęgną wszelkie nieprawości.

Chociażby ta: że u was zawsze cierpieć

i zdychać musi za winnych - niewinny.

Dwunożnych kozłów ofiarnych, tych z duszą,

całe narody w krematoriach płoną,

złowonne dymy w stropy niebios biją,

lecz aniołowie z nich nie wyfruwają,

by ręce katów powstrzymać od mordu.

I mówią mędrcy, że ogień do szczętu

mnie nie pochłonął na górze Morijah,

ma moich kościach - mówią - zbudowano

Jemu - najświętszy przybytek, z żył moich

spleciono struny na harfę Dawida,

a moją skórą przepasał się prorok

Elliasz, co trąbić ma na spiłowanym

i wydrążonym prawym moim rogu

na górze Morijah,

gdy do potomków posłusznego starca

przyjdzie nareszcie wymodlony Mesjasz.

 

Ach, dmijcie sobie w oba moje rogi

pod Ścianą Płaczu

mój ból się nie liczy,

mój strach nieważny, bo ja nie mam duszy.

I tylko jeden raz w dziejach tej ziemi

braćmi zwierzęta nazwał - święty człowiek.

 

 

Wielkanoc stała się punktem zapalnym. Jak zwykle wszyscy spotykają się u matki, każdy coś ze sobą przynosi, bo trudno, żeby starsza kobieta przygotowywała jedzenie dla takiej ilości osób. Alina, jak zwykle upiekła babki drożdżowe, zrobiła sałatkę jarzynową. Ale już w progu bratowa oznajmiła, że skoro ona, Alina do kościołom nie należy, to nie ma prawa siedzieć z nimi przy stole. I czemu w ogóle święta obchodzi?

 

- Tłumaczyłam, że lubię tradycję. Że Wielkanoc nie należy tylko do katolików, że to kościół zamieniła słowiańskie święta na swoje, żeby wykorzenić dawne wierzenia. Że to stare Jare Gody są i mam prawo je świętować, każdy niech to robi na swój sposób – mówi Alina.

 

Rozgorzała dyskusja, powstały dwa obozy. Matka, jak zwykle, próbowała konflikt załagodzić. Alina z mężem i córką wyszli, nie chcieli takiego spotkania w takiej atmosferze. Co będzie z Bożym Narodzeniem? Alina jeszcze o tym nie nie myśli. Dla niej to słowiańskie Szczodre Gody. Też wykorzenione przez kościół, choć każdy powinien wiedzieć, że Jezus wcale nie urodził się w grudniu.

 

- I nie jestem żadną poganką, zwyczajnie lubię słowiańskie tradycje. Skończyłam kulturoznawstwo, moje zainteresowania są więc chyba naturalne – mówi Alina.

 

Odrzuciła katolicyzm również dlatego, bo dla niej jest zbyt okrutny. Pamięta jak katecheta powiedział córce przed komunią, że będzie „spożywać ciało Chrystusa”, który umarł za wszystkich w cierpieniu na krzyżu. Mała nie rozumiała, płakała w nocy, miała potem stany lękowe. Alina mówi, że to nie są opowieści dla małych dzieciak

 

Ale ona jest już wolnym człowiekiem, akt apostazji przyjęła z wyraźną ulgą. Niedługo mąż ma zrobić to samo, bo są w tych sprawach akurat zgodni.

 

- Co będzie dalej z kontaktami z rodziną? Nie wiem. Na początku bardzo płakałam, przeżywałam to, jak się zachowują. Teraz mi przeszło, uznałam, że mam prawo do swoich wyborów, do życia w zgodzie ze swoim sumieniem, bo to jest dla mnie najważniejsze – kończy Alina swoją opowieść.

 

Magdalena Gorostiza

 

Imię i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Tagi:

apostazja,  katolicyzm,  kościół katolicki,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót