Kiedy Marek wyznawał prawdę o sobie Ewie, płakał jak dziecko. Dla niej świat się zawalił, jakby nagle bomba spadła. Czuła pustkę, wyrwę, nie mogła w to wszystko uwierzyć. Potem jednak, już po jakimś czasie, wiele rzeczy zaczęło jej się układać w głowie.


- Zaczęłam rozumieć pewne jego zachowania, różne sytuacje. Jakbym układała puzzle. Niewiele to co prawda mi pomogło, bo choć minęło pięć lat, czasami mam wrażenie, że to wszystko zły sen, że to jakiś koszmarny matrix - mówi.


Poznali się w liceum, Marek, miły spokojny, ale taki nieco wycofany i nieśmiały. Ona raczej szara myszka, niepozorna, niczym się niewyróżniająca. Oboje byli w czołówce klasowej jeśli chodzi o oceny. zaczęli się przyjaźnić, kiedy Ewa poprosiła Marka o pomoc w fizyce. Spotkali się raz, drugi, potem bywali prawie nierozłączni.


- Wszyscy uważali nas za parę, ale tak nie było. Marek nigdy się do mnie, jak się wówczas mówiło - nie dobierał, nie próbował całować, zawsze z dystansem. Brałam to na karb tego, że jestesmy przyjaciółmi, poza tym on był wychowany w bardzo katolickim domu. Ojciec, nie dość, że pracował jako dyrektor szkoły podstawowej, to jeszcze udzielał się bardzo w parafii. Prawie co roku jego rodzice chodzili na pielgrzymki - opowiada Ewa.


Marek zanadto religijny nie był, ale według Ewy przestrzegał zasad wpojonych mu w domu. Ze swojego miasteczka razem wyjechali na studia do tego samego miasta. Spotykali się bardzo często, razem jeździli do siebie do domu. Byli bardzo zżyci, rozumieli się wzajemnie.


- To jest nadzwyczaj ciepły facet, inteligentny, spokojny. Taki człowiek, który nigdy nikomu nie wyrządzi krzywdy. Kiedy poprosił mnie o rękę, uznałam, że czemu nie? Znaliśmy się tyle lat, było nam razem dobrze - mówi Ewa.


Seks szedł im dość opornie, ale i ona nie należy do kobiet mających wielkie potrzeby. Jakoś ta sfera życia nie była dla niej nigdy ważna. Zaszła jednak w ciąże, dwa lata po ślubie urodził się Maciek. Duma Marka, duma dziadków, stanowili szczęśliwą rodzinę.


- Marek bardzo mi pomagał od początku, wymarzony ojciec. Wyręczał w wielu obowiązkach, łagodził napięcia, kiedy ja miałam dosyć wszystkiego,  zmęczona dzieckiem. Nigdy nie był zirytowany, nie podnosił głosu. Można chcieć lepszego męża? - pyta retorycznie Ewa.


W dodatku pracował w banku, awansował, zarabiał bardzo dobrze. Życie mieli bez fajerwerków, ale dla Ewy idealne. Syn dobrze się rozwijał, wyjeżdżali na zagraniczne wakacje, Marek zawsze chętnie pomagał jej w domu.


A potem mąż zmienił pracę i w tym nowym banku poznał Stefana. Zaprzyjaźnili się, a przynajmniej tak Ewa myślała, z Markiem bardzo. Wyjeżdżali razem na konferencje, czasem kilkudniowe, Stefan był u nich w domu częstym gościem. Do tego stopnia się żyli, że potrafił zająć się Maćkiem jak Ewa z Markiem szli na wesele. Stefan był samotny, nie miał żadnych obowiązków, opowiadał Ewie, że nigdy na swoją wybrankę nie trafił. Ona w to wierzyła, bo i czemu miała nie wierzyć? Nigdy nie zauważyła czegokolwiek, co mogłoby ją zaniepokoić, uważała, że Marek ze Stefanem są parą dobrych przyjaciół.


Taki stan rzeczy trwał kilka lat. Pewnego dnia Marek, niedługo przed dziesiątą rocznica ślubu, poprosił ją, żeby porozmawiali. Niczego nie przeczuwała, kiedy mąż zaczął nagle płakać.


- Wyznał, że jest gejem, że kocha Stefana, że chce z nim resztę życia spędzić, że dłużej tak nie może. Ja byłam w szoku, nie chciało mi się w to wierzyć, to było zupełnie nieprawdopodobne. Ja nie wiedziałam, co mam mówić, co mam zrobić - opowiada Ewa.


Zaproponowała nawet, by zostało jak jest, żeby Marek nie odchodził. Jednak mąż wyznał, że nie chce się już ukrywać, że ją bardzo przeprasza, ale chce żyć po swojemu. Zawsze bał się ojca, tego co ludzie powiedzą, ale w końcu dojrzał. Że Ewę też kocha, ale tak jak siostrę, że zawsze będzie dbał o nią i o ich syna, który jest dla niego bardzo ważny.


- Zapytałam wtedy, dlaczego nie zostanie właśnie dla Maćka. Powiedział, że w jakiejś mierze dla niego odchodzi, żeby Maciek wiedział, że trzeba umieć walczyć o swoje i spełniać marzenia. Że nie chce żyć dłużej w kłamstwie, bo nic z tego nie będzie dobrego - wzdycha Ewa.


Rozstali się pięć lat temu, Marek mieszka ze Stefanem. Na początku było sporo plotek, nawet zmieniła Maćkowi szkołę. Teraz sprawa jest już zapomniana, Maciek jeździ z ojcem i ze Stefanem na wakacje, obaj się bardzo nim zajmują.


- Marek z własnej inicjatywy płaci wysokie alimenty, niczego nam nie brakuje. Proponował kiedyś, żebyśmy razem spędzali święta, ale ja nie dałam rady. Czasami sobie myślę, czy wolałabym, aby mnie zostawił dla innej kobiety? I szczerze mówiąc, nie mam dobrej odpowiedzi. Wiem natomiast, dlaczego mnie wybrał, choć to przystojny facet. Chciał mieć przy sobie taką samą, trochę zahukaną, zakompleksioną osobę - mówi Ewa.


Wie też na pewno, że chce wychować syna tak, aby nie bał się jej o sobie wszystkiego mówić. Gdyby Marek miał innych rodziców, gdyby żył w innym środowisku, gdyby mógł się ujawnić jako młody chłopak, całej tej historii przecież by nie było. Ale z drugiej strony jest Maciek, i Ewa, czego jak czego, ale urodzenia syna nie żałuje.


- Dlatego choć Marek w gruncie rzeczy mnie oszukał, w jakiś sposób złamał mi życie, wiem, że nie jest do końca wszystkiemu winny. Żył w takich, a nie innych realiach. Ale był wspaniałym mężem, jest wspaniałym ojcem. Oczywiście, dla mnie nie było to łatwe, ale pogodziłam się z losem. I co najważniejsze, wiem, że zawsze mogę na niego naprawdę liczyć - mówi Ewa. 


Magdalena Gorostiza


P.S. Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione. 

 
 

Tagi:

zdrada,  romans,  życie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót