Reklama:
Reklama:

Mam na imię Natalia. W wieku 36 lat pojawiły się u mnie bardzo obfite miesiączki, które nasiliły się do tego stopnia, że zaczęły mi przeszkadzać w mojej codziennej aktywności. Problem polegał na trudności w opanowaniu krwawień w efekcie czego czułam się przemęczona oraz brakowało mi energii. W kolejnych dniach nie mogłam na przykład swobodnie wyjść na spotkanie ze znajomymi, ponieważ bałam się, że podpaska czy tampon zostaną niespodziewanie przemoczone.

Podczas kontrolnej wizyty u ginekologa zdiagnozowano u mnie mięśniaki macicy. Strach przed chorobą spowodował, że się załamałam. Diagnoza była dla mnie ogromnym szokiem i zaskoczeniem. Zastanawiałam się, dlaczego ja? Dlaczego teraz? Byłam zaręczona, planowałam ślub, założenie rodziny… wszystko stanęło pod wielkim znakiem zapytania. A co gorsza bałam się, że nigdy nie będę mogła być mamą, o czym marzyłam od dawna.

Pamiętam jak moja mama chorowała na nowotwór jajnika. Wspomnienia z okresu jej choroby i tego jak cierpiała walcząc z rakiem zmotywowały mnie do wizyty u lekarza ginekologa i podjęcia leczenia. Wcześniej jednak wieczny pośpiech i strach powodowały odkładanie tej wizyty w czasie. W końcu jednak się zmobilizowałam i odwiedziłam gabinet ginekologa.

Mięśniaki macicy zostały u mnie wykryte tradycyjnym badaniem USG. Wiedziałam, że istnieje taka jednostka chorobowa. Natomiast nie miałam pojęcia jakie są objawy, metody leczenia i co to dla mnie oznacza. Na szczęście trafiłam do specjalisty, który mnie o wszystkim poinformował i uspokoił oraz przedstawił kilka opcji leczenia. Najbardziej interesowała mnie ta, dzięki której będę mogła zachować płodność. Dowiedziałam się, że u pacjentek, które chcą mieć dzieci wykonuje się operacje oszczędzające, tzn. wyłuskuje się same mięśniaki. W moim przypadku było to dość ryzykowne ze względu na położenie mięśniaka i jego ukrwienie. Jeden z mięśniaków – podsurowicówkowy - był na tyle duży, że leczenie operacyjne groziło usunięciem macicy. Wtedy też po raz pierwszy dowiedziałam się o leczeniu farmakologicznym, które przygotowuje do operacji. Żałuję, że lek ten nie jest w Polsce refundowany, ponieważ kuracja jest bardzo kosztowna.

Po wyjściu z gabinetu ginekologicznego uruchomiłam w pierwszej kolejności, pewnie jak większość z nas, Dra Google. Byłam ciekawa jak radzą sobie z mięśniakami macicy inne kobiety. Czytając komentarze dowiedziałam się, że wiele kobiet w różnym wieku zmaga się z tym problemem. Większość z nich za obawy, związane z leczeniem farmakologicznym mięśniaków macicy, podawały koszty kuracji oraz złe samopoczucie. Pozytywną informacją był dla mnie wpis, że trzymiesięczne leczenie powoduje zmniejszenie mięśniaka oraz dodatkowo zostaje wstrzymane miesiączkowanie, co w moim przypadku uznałam za duże udogodnienie.

Podobnie jak internautki, niechętnie dzielę się informacją o chorobie z innymi, np. rodziną czy znajomi. Oni w dalszym ciągu nie wiedzą o mojej przypadłości. Unikam tych tematów, ponieważ ciągły nacisk na macierzyństwo z ich strony jest dla mnie przykry i męczący. Niewątpliwie dużym wsparciem do zaakceptowania diagnozy był dla mnie narzeczony i siostra. Bez nich szybko nie stanęłabym na nogi oraz nie podjęłabym decyzji o leczeniu. Ponieważ okropnie bałam się operacji, powikłań i utraty płodności, zdecydowałam się na leczenie farmakologiczne.

Przed rozpoczęciem terapii miałam delikatne obawy. Naczytałam się wiele różnych informacji na temat leczenia farmakologicznego mięśniaków macicy. Niektóre były pozytywne, inne mniej, ale mimo wszystko chciałam spróbować. Jeżeli leczenie ma ułatwić lekarzowi pozbycie się mięśniaków bez uszkodzenia macicy to uważam, że warto spróbować. Poza tym wiedziałam, że jestem pod opieką dobrego specjalisty.

Kiedy piszę ten tekst jestem już po pierwszej kuracji octanem uliprystalu. Chociaż początek leczenia nie zapowiadał się dobrze. Przez pierwszy tydzień miałam zawroty głowy i nudności, już myślałam, że odstawie tabletki, mówiłam sobie „to chyba nie dla mnie”. Po tygodniu zawroty głowy ustały. Kurację zniosłam dobrze, moje mięśniaki zmniejszyły się o 2 cm. Ucieszyłam się. Zdaję też sobie sprawę, że każdy organizm reaguje indywidualnie na leczenie. Ja czuję się dobrze, pracuję, uprawiam sport. I póki co jestem zadowolona z efektów leczenia.

Ta sytuacja nauczyła mnie jednej bardzo ważnej rzeczy. Życie czasami krzyżuje plany, jednak nie wolno się nigdy poddawać. Należy szukać rozwiązań i znaleźć wyjście z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Tak właśnie ja dowiedziałam się o wielu dostępnych metodach leczenia mięśniaków macicy. Jeżeli chodzi o leczenie farmakologiczne uważam, że warto spróbować i uzbroić się w cierpliwość. Na koniec chciałam podkreślić, jak bardzo ważne są regularne badania profilaktyczne, które pomagają wcześniej zdiagnozować wiele chorób, dzięki czemu dają nam nadzieję na zdrowe i szczęśliwe życie.

 

 

Mięśniaki macicy dotykają bardzo wielu moich pacjentek. Do każdej z nich staram się podejść indywidualnie i doradzić możliwe najlepszą metodę leczenia. Jako lekarz praktyk widzę, że nie każda kobieta radzi sobie tak dobrze z diagnozą, jak Pani Natalia. Ważne jest, by szukać oparcia w najbliższych i nie załamywać się bo mięśniaki macicy to nie wyrok. Dzięki postępowi medycyny jesteśmy w stanie leczyć pacjentki metodami praktycznie nieinwazyjnymi zwiększając ich szansę na macierzyństwo. Dodatkowo należy pamiętać, że najważniejsza jest wczesna diagnoza oraz wdrożenie odpowiedniego leczenia – informuje dr hab. Sławomir Woźniak, ginekolog, ekspert programu „Zdrowa ONA”.

Tagi:

mięśniaki,  kobieta,  ciąża,  zdrowie, 

Loading...

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~Wieslawa   zgłoś nadużycie  

    Jak to mowia: tonacy brzytwy sie chwyta. kazdy podejmuje rozne kroki w swoim zyciu zeby walczyc o zdrowie. Tez bralam ten lek i moje miesniaki. zmniejszyly sie minimalnie. Zastanawiam się jaki stan watroby jest Pani Natalii?

  • Komentarz od: ~Agnieszka   zgłoś nadużycie  

    miałam podobną sytuację, tylko że jestem dużo starsza od Pani Natalii i mam już dzieci. Brałam esmye i po kuracji poddałam się operacji usunięcia mięśniaków. Udało się usunąć same mięśniaki, bo po leku się zmniejszyły. W moim przypadku wszystko się powiodło, nie mam pretensji jeśli chodzi o sposób leczenia, uważam że na tamtą chwilę postąpiłam słusznie że wziełam ten lek. Próby wątrobowe dla kontroli zrobiłam i wszystko jest w najlepszym porządku. Mam dystans do życia i wiem że różnie bywa z lekami i leczeniem. Nie znam się na tym i zaufałam lekarzom. W moim przypadku lek zadziałał. Sama jestem ciekawa jakie są teraz losy Pani Natalii???

  • Komentarz od: ~Antarktyda   zgłoś nadużycie  

    19.02.2018 lekarze dostali informację o wstrzymaniu kuracji esmya że względu na skutku uboczne ( niewydolność wątroby prowadzącą do przeszczepu). Wszystkie pacjentki mają zostać poinformowane,przebadane i monitorowane. Jeżeli jesteście zainteresowane jakie są dalsze losy wymyślonej na potrzeby reklamy leku Esmya bohaterki, proponuję zajrzeć na forum ginekologiczne Esmya -nadzieją walki z mięśniakami. Tam przeczytacie historie prawdziwych kobiet, które leczyły się tym lekiem. Nie wszystkie były zachwycone, tak jak nasza bohaterka. Esmya to nie cudowne lekarstwo, tak jak myśli wiele naiwnych kobiet. Cuda robi owszem, ale głównie w portfelu.

Rozwiń wszystkie komentarze
  • Komentarz od: ~Jadwiga   zgłoś nadużycie  

    ja miałam operacje, ale wyrzuciłam wszystko razem z macicą, teraz nie męczą mnie obfite miesiączki. Leku tego nie brałam.

  • Komentarz od: ~Kasia   zgłoś nadużycie  

    Też mam mięśniaki i 38 lat, zaniedbałam swoje zdrowie, zbyt długo nie chodziłam do lekarza ginekologa. Przez przypadek natknęłam się w internecie na tę historie i to mnie zmobilizowało, też mam obfite miesiączki :( Przygotowuje się do operacji. Mam pytanie, czy możecie teraz napisać coś o operacji mięśniaków. Jak to wygląda od strony pacjentki? Ile czasu trzeba na rekonwalescencje? Czy ten lek pomaga przygotować do operacji?

  • Komentarz od: ~Aniela   zgłoś nadużycie  

    co teraz z tą kobietą? Czy wyleczyła mięśniaki? coś wiadomo?

  • Komentarz od: ~EwelA   zgłoś nadużycie  

    Spoko historia, realna, takie historie są potrzebne. Trafiło do mnie w końcu umówiłam się do ginekologa.

  • Komentarz od: ~Olka   zgłoś nadużycie  

    Ostatnio dowiedziałam się że mam mięśniaki. Wpadłam w panikę, szukałam informacji na ten temat wszędzie. Bardzo spodobał mi się ten artykuł. Po prostu trafia do mnie, poprawił mi samopoczucie. Jestem ciekawa czy będzie druga część. Jak teraz wygląda sytuacje tej Natalii?

  • Komentarz od: ~AgataM   zgłoś nadużycie  

    Ja też nikomu nie mówię że mam mieśniaki. Czy moze ta Natalia prowadzi bloga? Ktoś ma namiary? To ciekawe.

  • Komentarz od: ~Anusia   zgłoś nadużycie  

    Dobrze że ktoś opisał swoje zmagania z mieśniakami, mało się o tym mowi. Jest wiele naukowych artykułów, czysto teoretycznych.

  • Komentarz od: ~Pszczoła   zgłoś nadużycie  

    Widzę że niepotrzebnie panikuje, też mam mieśniaki. Tylko że, ja zdążyłam urodzić dzieci. Uświadomiłam sobie, że są kobiety młodsze, które mają wiekszy problem z mieśniakami niż ja. Fajnie napisane, tak prawdziwie.

  • Komentarz od: ~Ewa   zgłoś nadużycie  

    Muszę przyznać, że ta historia zmobilizowala mnie do wizytu u ginekologa, którą odkładam już kawał czasu.

  • Komentarz od: ~Halina   zgłoś nadużycie  

    Wzruszyła mnie ta historia. Sama mam miesniaki, ale jestem już kobieta 60+. To młoda kobieta i nie ma jeszcze dzieci, smutne. Życzę zdrowia :-)

Powrót
Reklama:
Reklama:
Wyszukiwarka
Reklama:
Najnowsze
Reklama:
Reklama:
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...