Reklama:

Trafiłam co ciebie na warsztat, bo zobaczyłam ciekawe ogłoszenie, jakaś obca nazwa i ruch, który uzdrawia. Kompletny kosmos – metoda Feldenkraisa. Nie umiałam nawet wypowiedzieć. Skąd miałaś pomysł, żeby się nią zająć?

 

Podobnie jak ty, znalazłam ogłoszenie. To był warsztat Asi Oniszczuk, która na stałe mieszkała wtedy w Nowym Jorku. Tyle tylko, że byłam w nieco innej sytuacji. Urodziłam się z porażeniem mózgowym, miałam ogromną spastykę. Lata różnych terapii niewiele dały. Z dziecka stałam się kobietą i postanowiłam zdjąć z siebie stygmat niepełnosprawnej. Bo kobiecie nie daje on żadnych profitów.

 

Dzieciom daje?

 

Owszem, jesteś kimś, o kogo stale się troszczą, we wszystkim cię wyręczają. Ba, stajesz się nawet, jak ja to nazywam – obiektem zbiorowej masturbacji – obcy ludzie głaszczą po główce, kościelne babcie wciskają niedojedzoną czekoladę w rączkę, bo chcą mieć świadomość wykonania dobrego uczynku. Ale potem dorastasz i zaczynasz rozumieć, że bycie niepełnosprawną kobietą nie jest już takie miłe. Bo nie masz żadnej reprezentacji, bo się zwyczajnie nie liczysz. I ja postanowiłam zdjąć z siebie ten stygmat. Zniechęcona licznymi terapiami, trafiłam na zajęcia metodą Feldenkraisa. To był początek mojej przemiany.

 

???

 

Na pierwszych zajęciach położyłam się na macie i usłyszałam „co czujesz?”,  Rozwaliło mnie to, bo do tej pory to terapeuci mówili mi jak się mam czuć i co robić. Zgłupiałam kompletnie i nie wiedziałam, co mam czuć, żeby było dobrze. Potem zrozumiałam, że u Feldenkraisa nie ma złych i dobrych odpowiedzi. Czujesz się, jak się czujesz. To ty jesteś za to odpowiedzialna, zaczynasz zmieniać sposób myślenia. Nie szukasz autorytetu na zewnątrz, przekierowujesz się na swojego wewnętrznego mistrza. Dlatego to działa. Nie masz żadnej etykietki, robisz wszystko tak, jak uważasz, że masz zrobić. Tu nikt niczego nie pokazuje, nie naśladujesz nikogo. Zajęcia prowadzi się tylko głosem, ty leżysz na macie i robisz ruch tak, jak ty go czujesz.

 

Jest w tym sens. Zrozumiałam go podczas warsztatu. Mam ostatnio problemy z nogą, z kręgosłupem. Wydałam kupę kasy na masaże, terapie. Ale uświadomiłam sobie, że podczas tych terapii wyłączam mózg. Oddaję ciało terapeucie i mówię: no zrób coś z nim. I to nie działa, bo nic mi nie pomogło.

 

No bo tak to jest, szybko załapałaś, bo ciężko to wytłumaczyć komuś, kto na takich zajęciach nie był. Idziesz na rehabilitację, kładziesz się na stole i wchodzisz w pewną rolę. Przerzucasz odpowiedzialność na innych, a jak jesteś zmęczona – jak na przykład dzieci, które są rehabilitowane na okrągło przez swoje matki – to wyłączasz się z tych działań. Tu też możesz się wyłączyć, ale robisz to świadomie – teraz leżę i się nie ruszam, bo ja tak chcę. A tam tobą stale ruszają.

 

No więc pojechałaś na pierwsze warsztaty i…

 

...i odkryłam, że to jest to. Potem jeździłam na warsztaty do Jacka Paszkowskiego do Warszawy, tam usłyszałam o Ewie Demidowskiej, która uczyła się wtedy metody w Szwecji u Alana Questela, ucznia Feldenkraisa i Grotowskiego. Pojechałam do niej na tydzień, do Lublina z Krakowa. Pamiętam, że wracałam pociągiem, a moje ciało zajmowało długość od jednej ściany wagonu do drugiej, całą leżankę, nigdy wcześniej nie miałam tyle przestrzeni w ciele! Po roku, w czerwcu 2012 sprowadziłam się do Lublina na stałe, we wrześniu byłam już w Malmö na warsztacie Alana i w styczniu 2013 dołączyłam do kolejnej edycji czteroletniego kursu. Teraz moim celem jest, by każdy rodzic dziecka niepełnosprawnego i nie tylko, dowiedział się o tej metodzie. Bo jest potężna. Ja chodziłam z kolanami przy ziemi. Teraz może nie jest idealnie, ale jest zupełnie inaczej. Jestem dowodem na to, że ta metoda ma sens. Jestem innym człowiekiem w ogóle.

 

Kim był Moshe Feldenkrais?

 

Moshe Feldenkrais urodził się 6.05.1904, w Rosji, w miejscowości Sławuta (obecnie tereny Ukrainy). W 1912 roku wraz z rodziną przenieśli się do Baranovich na terenie dzisiejszej Białorusi, a kiedy miał czternaście lat wyruszył w samotną podróż do Palestyny. Ukończył l’Ecole des Travaux Publiques de Paris -  uzyskując tytuł inżyniera budowy maszyn. Następnie w latach 30-tych - stopień dr hab. z fizyki na Sorbonie w Paryżu. Asystował Marii Curie-Skłodowskiej przy wczesnych badaniach nuklearnych (1935-1937)

Znał osobiście Jigaro Kano (twórcę nowoczesnego judo) i stał się jednym z pierwszych Europejczyków posiadających czarny pas w judo. Zaczął propagować judo na zachodzie Europy poprzez uczenie tej dyscypliny sportu i wydanie książek o tej tematyce. Na początku lat 40, podczas pracy dla brytyjskiej Admiralicji opatentował kilka urządzeń sonarowych.

W czasie II wojny światowej, w wyniku działań wojennych (służył w Royal Navy) uległ wypadkowi, raniąc się poważnie w kolano. Ból całkowicie zmienił i ograniczył jego sposób poruszania się oraz miał bezpośredni wpływ na zainteresowanie Moshe medycyną i funkcjonowaniem systemu nerwowego. Feldenkrais zainteresował się istotą ruchu i tym co powoduje, że poruszamy się właśnie tak, a nie inaczej,  i co można zrobić, aby ten ruch poprawić i polepszyć. Nieustannie fascynowało go, jak uczy się mózg.

Obserwował siebie, wykorzystał posiadaną wiedzę i stworzył innowacyjną metodę somatycznego kształcenia. Metodę pracy z ciałem, znaną dzisiaj jako Metodę Feldenkraisa. Poważna kontuzja kolana, której doznał, spowodowała, że użył swojego ciała niczym laboratorium do eksperymentowania ze zdobytą wiedzą, zaczerpniętą z głębokiego zaciekawienia biologią, psychologią, medycyną, rozwojem prenatalnym, cybernetyką, językoznawstwem i teorią systemów. Uczył się ponownie chodzić, wykorzystując do tego innowacyjny proces uzyskiwania dostępu do sił centralnego systemu nerwowego.

Według mnie był geniuszem.

 

Na czym polega jego metoda?

 

U Moshe nie ma pacjentów, są klienci. Nie ma diagnoz, przewidywań – za ile, kto będzie zdrowy. Zdrowie według Feldenkraisa nie oznacza braku choroby, a zdolność do przetrwania szoku. Każdy jest inny, ja nie jestem Tobą, Ty idziesz swoją drogą.  Feldenkrais podkreślał, że jego metoda pożytkuje ruch i kierowaną uwagę do wzmacniania naturalnych zdolności do uczenia się, zmieniania i wzrastania przez całe życie. Ból, stres, choroby i urazy, które dotykają człowieka, wbudowują się w podświadomość i rzutują na to jak się rusza, na ile jest wydolny, czy szybko się męczy, w którym miejscu ciała odczuwa ból lub blokadę. Człowiek, aby się poruszać wykorzystuje wciąż te same, rutynowe, automatyczne czynności - wie dokąd idzie, co robi, ale przestaje wiedzieć jak. Przyzwyczajenia stają się tak silne, że często nie widać innych możliwości. 

Dlatego jeśli ktoś ma przykurcze, to on ich nie rozciągał. Wzmacniał je, podstawiał całą tę nadmiarową pracę, bo chodziło mu o to, aby mózg uznał, że jakiś frajer już za niego pracuje, to po co się dalej wysilać? I wtedy mózg odpuszcza. Dlatego tu nie ma bolesnej terapii, żadnych ćwiczeń na siłę, żadnego niepotrzebnego cierpienia. Jak sobie przypomnę ile takich tortur musiałam znieść… Teraz jak prowadzę zajęcia z dziećmi to proszę, żeby zaniechano innych metod, przynajmniej na jakiś czas. Bo inaczej przychodzę do znużonego i często sterroryzowanego nadmiarem zajęć dziecka.

A to jest ruch, który przywraca godność. Stajesz się psychofizyczną jednością. I co ciekawe, możesz tę metodę stosować nawet u niemowląt czy u osób, które od lat nie miały żadnej terapii albo są w śpiączce. Możesz u osób, które nie mogą się ruszać. One sobie ten ruch wtedy wyobrażają...

 

Łagodzi też traumy psychiczne?

 

Owszem, bo jesteśmy jak naczynie połączone. To co bolało „w sercu” przechodzi potem na ciało. Ciało pamięta nasze traumy zbierane przez lata. Metoda Feldenkraisa uczy układ nerwowy radzenia sobie z bólem i oczyszcza mózg. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak to wszystko funkcjonuje. Wiesz, że kobiety, które robią często botoks, maja problemy z barkiem albo z biodrem? Bo jak się zablokuje jeden mięsień, to te emocje mięśni, ta siła musi gdzieś pójść. Feldenkrais doskonale rozumiał ten mechanizm, stąd jego metodą można osiągnąć tak doskonałe efekty. Każdy z nas jest ofiarą – nie losu – ale ofiarą jakiś bolesnych spraw w naszym życiu – psychicznych czy fizycznych. Kumulując je w sobie, doprowadzamy do spustoszenia. U Feldenkraisa twoja największa słabość jest honorowym gościem przy stole. Zapraszasz ja po to, by się z nią ostatecznie rozprawić. Ale to nie jest psychoterapia, tu się nie mówi. Problem w psychoterapii polega na tym (wiem to z autopsji), że im więcej gadasz, tym więcej pojawia się problemów, otwiera się kolejne i kolejne pudełeczko. Możesz tak w nieskończoność. Tu jest inaczej – to ruch rozbraja traumy, raz na zawsze. Ty nie musisz ich nawet werbalizować. Ale żeby to zrozumieć, trzeba najpierw doświadczyć. To naprawdę trudno wytłumaczyć, bo to się czuje.

 

Ja dopiero liznęłam, ale mam zamiar chodzić na twoje zajęcia.

 

Zapraszam. One oczyszczają, poprawiają gospodarkę hormonalną. Odzyskujesz wiarę w siebie, zwiększa się twoja samoocena. No i przede wszystkim pozbywasz się bólu. Czy to nie jest piękne?

 

Zobaczcie, jak działa ta metoda u dzieci z porażeniem mózgowym

Tagi:

kobietaxl,  Ilona Filipkowska,  metoda Feldenkraisa,  zdrowie, 

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...