Do tej niezwykłej sytuacji doszło w Southfield w USA. 20-letnia wówczas kobieta, która urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym, nagle poczuła się źle. Rodzina wezwała pogotowie ratunkowe. Pierwsi przybyli strażacy z Southfield, ale ze względu na chorobę Timeshy postanowili poprosić o interwencję ratowników medycznych. Strażacy stosowali techniki resuscytacji przez 30 minut, ale bez powodzenia. Przybyli na miejsce ratownicy medyczni trzykrotnie sprawdzali parametry życiowe kobiety. Ponieważ była pandemia, lekarza nie było na miejscu. Jednak na podstawie otrzymanych od ratowników informacji, stwierdził on telefonicznie zgon.
Zwłoki zapakowane w worek przeniesiono do domu pogrzebowego i kiedy jego pracownicy chcieli przystąpić do do balsamowania ciała, Beauchamp otworzyła oczy. Ponieważ kobieta wciąż oddychała, wezwano pogotowie ratunkowe.

Prawnik rodziny, Geoffrey Fieger powiedział, że najstraszniejsze jest to, że gdyby kobieta nie otworzyła oczu, pochowano by ją żywcem. Timesha trafiła do szpitala, gdzie zmarła blisko dwa miesiące później. Rodzina uważa, że był to wynik błędu ratowników medycznych, którzy w sierpniu uznali ją za zmarłą.
Geoffreya Fieger oświadczył, że Timesha zmarła z powodu rozległych uszkodzeń mózgu spowodowanych przez sanitariuszy z Southfield, którzy uznali ją za martwą i nie dostarczyli jej tlenu. W związku z tym rodzina chce uzyskać 50 milionów dolarów odszkodowania od miasta i straży.

 

O tym jednak zdecyduje sąd i brak na razie doniesień na temat rozstrzygnięcia w sprawie odszkodowania. Zarówno jednak przełożeni strażaków jak i ratowników medycznych oświadczyli, że podczas akcji ratowniczej przestrzegano wszelkich procedur. Jak więc mogło dość do stwierdzenia zgonu kobiety, a potem do zmartwychwstania?

 

Jedynym logicznym wytłumaczeniem, na które powołują się służby, jest tak zwany syndrom Łazarza. Na całym świecie przez lata zaobserwowano kilkadziesiąt takich przypadków. Okazuje się, że serce może zatrzymywać się i wznawiać swoją pracę nawet kilka razy zanim przestanie pracować na zawsze. To są właśnie te przypadki, kiedy “zmarli wracają do życia”.

 

„Syndrom Łazarza (ang. Lazarus phenomenon) zwany także autoresuscytacją – to nazwa niezwykle rzadkiego zdarzenia medycznego polegającego na potocznie nazywanym ‘powrocie do żywych’, czyli powrotu krążenia u osób, u których uległo ono wcześniejszemu zatrzymaniu. Jego nazwa pochodzi od cudu opisanego w Nowym Testamencie, w którym Jezus dokonał wskrzeszenia Łazarza z Betanii cztery dni po jego śmierci. (...)

 

 

Syndrom Łazarza jest stwierdzany w sytuacji zatrzymania akcji serca, kiedy to po zaprzestaniu czynności resuscytacyjnych, dochodzi u pacjenta do spontanicznego powrotu krążenia i stopniowego, samoczynnego powrotu czynności życiowych. Według przeprowadzanych na przestrzeni lat badań wynika, że ogromna większość, bo aż 82% wystąpienia przypadków syndromu Łazarza i powrotu do żywych miała miejsce w ciągu 10 minut od zaprzestania reanimacji pacjenta, u którego ustało krążenie. Co więcej, aż 45% pacjentów nie miała po tym zdarzeniu większych problemów neurologicznych.”- czytamy na stronie enel.pl.

 

Źródła https://elmundodelmisterio.com/perturbador-caso-de-timesha-beauchamp/?utm_source=ReviveOldPost&utm_medium=social&utm_campaign=ReviveOldPost&fbclid=IwAR254P3fR3MRjVuhuZ8IXfTT7Ivw_aUmMRx96dnkMcajt4r5Bok-8JuBnSE

 

https://eu.freep.com/story/news/local/michigan/2020/08/26/timesha-beauchamp-alive-detroit-funeral-home-lazarus-syndrome/3441918001/

 

Tagi:

smierć,  syndrom łazarza, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót