Pacjenta boli żołądek, albo serce, albo kręgosłup. Chodzi do lekarzy, robi kolejne badania, nic nie wychodzi, leki nie działają. Zrozpaczony szuka kolejnych specjalistów. Wydaje kolejne pieniądze…

I nikt mu nie zasugeruje, żeby skonsultował się z psychiatrą. Moi koledzy po fachu prędzej odgryźliby sobie język, niż skierowali pacjenta na taką wizytę.

 

Dalej psychiatrzy są na cenzurowanym? Myślałam, że to się zmieniło?

Niestety, nadal jest to samo. Wiele lat temu brałam udział w prowadzeniu badań ankietowych chorych i personelu medycznego, dotyczących konsultacji psychiatrycznych. Tylko 30 procent pacjentów poczułoby się urażonych taką propozycją, ale aż 70 procent lekarzy i pielęgniarek uważało, że byłoby to uwłaczające dla pacjenta. Obawiam się, że dziś takie same badania wyszłyby podobnie. To wynik niestety złego szkolenia studentów medycyny, mają za mało zajęć z psychiatrii na studiach, nie rozumieją wagi problemu. Tymczasem statystyki mówią same za siebie. Co czwarta kobieta ma lub będzie miała w swoim życiu epizod depresyjny, coraz więcej osób cierpi na różnego rodzaju zaburzenia lękowe. Na depresję choruje około 10 do 15 procent społeczeństwa. Więc chyba mamy z tym problem? I psychiatrzy mogą wówczas pomóc. Skoro więc są chorzy z objawami somatycznymi, u których w badaniach nie można znaleźć uzasadnienia dla tych dolegliwości, i którym standardowe leczenie nie pomaga, to należałoby wziąć pod uwagę, że dolegliwości fizyczne mogą wynikać ze złego stanu psychicznego człowieka. 

 

Bo to może być tak zwana maskowana depresja? Dość podstępna, bo do klasycznych objawów depresji dołączają się objawy bólowe. I te drugie uważa się za przyczynę problemu?

Tak jest, maski depresyjne są bardzo różne. Oczywiście pacjent ma objawy klasycznej depresji, źle sypia, jest przygnębiony, brak mu chęci do życia, brakuje mu siły. Ale kładzie się to na karb innej choroby. Bo bolą plecy, kręgosłup, są problemy z żołądkiem, albo pseudokardiologiczne. U mężczyzn może dojść nawet do impotencji. Bywają też objawy pseudoneurologiczne, bóle głowy, zawroty głowy, neuralgie, na przykład nerwu trójdzielnego.  Miałam wiele lat temu pacjentkę, której usunięto wszystkie zęby i czyszczono zatoki. Nic to nie dało, ból się utrzymywał. Kobietę okaleczono w wieku trzydziestu kilku lat. Po klasycznej kuracji antydepresyjnej wyzdrowiała, ból minął, zęby niestety nie odrosły… Dziś to byłoby nie do pomyślenia. A i wtedy można byłoby tego uniknąć, gdyby lekarze brali pod uwagę również stan psychiczny chorego. I pacjenci i lekarze powinni zdawać sobie sprawę z faktu, że stan zdrowia fizycznego uwarunkowany jest również dobrostanem psychicznym

 

Co powinno wzbudzić czujność?

Dolegliwości, które nawracają, a nie da się ich zdiagnozować. Badania niczego nie pokazują, żadne leki nie pomagają. To jest sygnał, że to może być  depresja maskowana. Ta postać depresji jest znana od lat, nazywana często depresją bez depresji lub depresją poronną,  może sprawiać czasami trudności diagnostyczne. I to jest problem, który dotyczy nie tylko Polski. Pacjenci z depresją maskowaną, jak podają badania, krążą około roku po różnych specjalistach, zanim trafią do psychiatry. A literatura podaje też liczne wyniki badań, które mówią, że depresja znacznie obniża odporność organizmu. W dobie pandemii to też jest bardzo istotne.

 

prof. Halina Marmurowska- Michałowska

 

Da się całkowicie wyleczyć depresję?

Wszystko zależy od przypadku i czasu diagnozy. Jeśli pacjent trafia w pierwszym rzucie choroby, jego szanse na pełne wyleczenie rosną. Ale gwarancji nikt takiej nigdy nie da. Kolejny rzut może się pojawić za rok, za kilka lat lub nawet kilkanaście. Ale też za kilka miesięcy. Nie mniej jednak wczesne rozpoznanie i leczenie to lepsze rokowanie. Depresja, którą zaczyna się leczyć w kolejnym rzucie,  wymaga z reguły dłuższej kuracji.

 

Trzeba antydepresanty brać już całe życie?

Na to pytanie też nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od przypadku i od typu pacjenta. Jeśli jest świadomy zagrożenia i swojej choroby, wyłapie kolejny rzut już na samym początku. Tylko od 15 do 20 procent chorych na depresję nigdy nie ma nawrotu. Pozostali jednak muszą systematycznie do lekarza wracać. Ale z leczoną depresją da się normalnie żyć i pracować. Trzeba jednak wiedzieć, że się na nią choruje.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

depresja,  psychiatra,  Halina Marmurowska - Michałowska, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót