Ale co mają pacjenci zrobić, skoro funkcjonują głównie teleporady, a lekarze nie chcą przyjmować osobiście?

Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe. My onkolodzy, pracujemy non stop. Przez cały okres pandemii przyjmowaliśmy chorych w poradni, wykonywaliśmy operacje onkologiczne. Policzyłem, że od 12 marca do 24 maja wykonaliśmy 100 operacji. Odwołaliśmy zaledwie kilka, chodziło o pacjentów, którzy mogli wymagać pobytu na intensywnej terapii, a OIT działał w ograniczonym zakresie, łóżka były zarezerwowane dla chorych na Covid 19. Nikt z nas się nie zaraził, stosowaliśmy konieczne środki bezpieczeństwa. Ja cały czas przyjmowałem również w prywatnym gabinecie, oczywiście odpowiednio zabezpieczony. Nie można zostawiać chorych bez opieki. Oczywiście, doceniam rolę teleporady czy e-recepty, tyle że nie w każdej sytuacji. My też korzystamy z tej formy, często jest wygodniejsza dla pacjenta, który nie musi jechać nawet kilkaset kilometrów. Ale sama teleporada sprawy nie załatwia, szczególnie w przypadku pacjentów pierwszorazowych.

 

Pacjenci onkologiczni skarżyli się właśnie na brak dostępu do lekarzy. Media podnosiły ten temat.

Jestem konsultantem wojewódzkim i w podległych mi 4 ośrodkach tylko w jednym były opóźnienia. Pozostałe u nas pracowały normalnie. Jednak w skali kraju jest to problem, bo konsultant krajowy zbiera obecnie dane na temat liczby operacji. Musisz jednak pamiętać, że jest druga strona medalu. Część ludzi ze strachu przed koronowirusem nie zgłaszała się do szpitala. Są już pierwsze wyniki badań z Lombardii i Piemontu, tam 30 procent pacjentów z objawami sugerującymi raka przewodu pokarmowego nie zgłosiło się na endoskopowe badania diagnostyczne. U nas, jak sądzę, może być podobnie. Bo dopiero teraz zgłaszają się chorzy, którzy mieli rozpoznanie w lutym. I o ile tydzień czy dwa może nie robić większej różnicy, o tyle kilka miesięcy może zniweczyć szanse na radykalne leczenie. I mamy już takie przypadki, że operacja w tym stadium nowotworu jest już niemożliwa, a wcześniej można było choremu pomóc. Obawiamy się, że niebawem będzie prawdziwy wysyp tych nieoperacyjnych nowotworów, bo chorzy bardziej niż raka, bali się koronawirusa. Apeluję więc do chorych, aby nie lekceważyli rozpoznania. I do wszystkich, by w przypadku niepokojących objawów zgłaszali się do lekarza.

 

Tylko jak maja to zrobić? Lekarze rodzinni praktycznie osobiście nie przyjmują, tylko w wyjątkowych sytuacjach. Podobnie specjaliści. Nie mają jednak problemu z tym, by przyjmować pacjentów za pieniądze w prywatnych gabinetach. Chyba coś jest nie tak?

Ne zawsze są to decyzje lekarzy, czasami takie zarządzenia wprowadzają dyrektorzy jednostek. Ale zgadzam się z tobą, to nie jest w porządku, można iść do fryzjera, na masaż, a lekarz odmawia wizyty. I to połączenie – brak dostępu do lekarza plus strach pacjentów przed koronawirusem może być tragiczne w skutkach. Nie tylko w onkologii.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Tagi:

rak,  nowotwór,  Wojciech Polkowski, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.
Powrót