Może ktoś wierzyć, lub nie, ale ta historia jest prawdziwa. Wielu ludziom się wydaje, że ze zmarłymi nie ma kontaktu. A jednak jest i oni potrafią nas chronić.

Miałam jechać na pogrzeb mojej prababci, ale zostałam z mamą pilnować świnek kurek psa u babci. Do tego miałam rękę prawa w gipsie. Wszystkie kobiety u nas w rodzinie prababcia, babcia, mama, ja miałyśmy i mamy specjalny dar, trochę różnimy się od siebie w tym jak go widzimy jak go czujemy co widzimy... Ale mamy...

Prababcię chowali o 10:00 rano Ja wyszłam z domu babci o godzinie 20:00 do mojej przyjaciółki która mieszkała kilka domów dalej. Przyjaciółka pochodziła z bardzo bogatej rodziny mieli dwa dobermany. Znałam je w zasadzie od szczeniaka. Wieczór był bardzo upalny, pełnia księżyca w tym roku bardzo dużo psów gryzło obce osoby i swoich właścicieli... Siedziałyśmy a jedne z psów chodził i łasił się tak jak zawsze. Ja z tym gipsem w letniej sukience bo to przecież gorąco. Rozmawiamy i śmiejemy się. On pod biega skacze gryzie mnie i ucieka. Uciekając skomle niesamowicie. Pies wystawowy, pies, który mnie znał. Czuję że moje usta są całe gorąca więc lewą ręką dotykam warg. Okazuje się że ręka jest cała z krwi. Biegiem do łazienki. Przyjaciółka krzyczy, panikuję, woła rodziców. Mnie zwisa kawałek wargi górnej, szybka decyzja szpital. Przyjaciółka biegnie po moją mamę, wsiadamy do auta jedziemy. Przyjmują mnie bez kolejki, stół operacyjny, będą szyć. Lekarz zakłada mi białą płachtę na twarz świeci lampą. Czuję jak wbija się igła mimo tego, iż usta są znieczulone i zaciąga coraz wyżej żeby utworzyła się pętelka. Przy każdym zaciągnięciu krzyczę tak głośno, że ludzie z poczekalni wychodzą. W pewnym momencie zaczyna mi być ciepło. Jest mi miło, przestaje czuć ból. Rozglądam się i widzę tylko biel po lewej, po prawej i przed sobą. Z oddali widzę, że ktoś do mnie idzie, to moja prababcia. Chcę do niej iść, ale ona mi mówi że nie wolno, nie wolno mi podchodzić, mam zostać tam gdzie stoję. Mówi mi, co mam przekazać mamie jak wrócę. Że wszystko będzie dobrze. Nagle otwieram oczy i czuję zimno, ból, moja sukienka jest rozerwana na wysokości klatki piersiowej i brzucha, potem okazało się że po prostu została rozcięta podczas reanimacji. Widzę zapłakaną moją mamę, przerażone oczy lekarza i dwie pielęgniarki, które wokół mnie biegają. Czuję znowu ten ziemski chłód. W drodze powrotnej do domu kilka godzin później, mówię do mamy że muszę jej coś ważnego powiedzieć. Ciężko mi było mówić ponieważ wszystkie mięśnie górnej wargi były zerwane. Powiedziałam, co mówiła prababcia i próbowałam się uśmiechnąć. Ojciec przyjaciółki płakał, moja mama również, ja za bardzo nie rozumiałam, o co im chodzi. W domu mojej babci mama pozasłania wszystkie lustra. Poszłam do toalety, mama zapomniała o małym lusterku, które tam było. Przejrzałam się, byłam cała spuchnięta, miałam twarz jak królik. Uśmiechnęłam się do mojej mamy i mówię, mamo zrób mi zdjęcie proszę, wtedy jeszcze nie było telefonów komórkowych. Mama się nie zgodziła, tylko zaczęła płakać bała się że tak już zostanie na zawsze właśnie taka będę, że będę szpetna. Następnego dnia rano pojechaliśmy do prywatnej kliniki do pani doktor która zajmowała się operacjami plastycznymi. Ojciec przyjaciółki był bardzo wpływowym człowiekiem w tamtych czasach, więc załatwił coś to graniczyło z cudem, wizytę u tej lekarki. Ona powiedziała że stałem perfekcyjnie zaszyta i zapytała kto mnie szył. Mama powiedziała nazwisko tego lekarza, a ona powiedziała tylko jedno - po nim się nie poprawia. Zaciekawiła się skąd ten lekarz w moim mieście. Okazało się że prowadził jakieś sympozjum, a lekarz który miał mnie szyć, dostał rozwolnienia. A on widząc co się dzieje i w jakim jestem stanie podjął się zabiegu. Ja pani plastyk powiedziałam że widziałam się z prababcią i ona powiedziała, że będzie wszystko w porządku. Po dwóch tygodniach przyjechaliśmy na wizytę kontrolną Pani doktor powiedziała, że goi się na mnie jak na psie i że chyba zacznie w prababcię wierzyć. Moja buzia do tej pory jest piękna, jeżeli się ktoś nie przyjrzy wardze górnej, nie zwróci uwagi że jest szyta, szwy na nosie są niewidoczne a usta sprawne w stu procentach. Ja myślę, że to zasługa moje prababci, która się mną zaopiekowała.

Lena

Tagi:

smierć,  życie po życiu,  śmierć kliniczna, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz