Partner: Logo KobietaXL.pl

Ona jest wdową już od ośmiu lat, została praktycznie sama, bo rodziny bliskiej nie ma. Czasami spędza święta w samotności ze swoim ukochanym psem Bobikiem.

 

- I wcale mi nie jest smutno – mówi Katarzyna. - Nie ma potrzeby zamartwiać się tym jak spędzimy te dwa czy trzy dni.

 

Mam do wszystkiego dystans

 

Katarzyna to nie jest jej prawdziwe imię. Kiedy pytam, czemu nie chce się ujawnić, zaczyna się śmiać.

 

- To miłe, że pani chce o mnie pisać, że może komuś mogę pomóc swoim podejściem do życia – mówi. - Ale ja sławy nie potrzebuję. Dziś wszystko jest na sprzedaż. Wystarczy wejść na Facebooka.

 

Ona też ma tam konto, ale jak podkreśla, jedynie dla szczytnych celów. Czasami pomaga rozpropagować zbiórki, ma wiele próśb właśnie o to. Bo wtedy siada do komputera i sumiennie bierze się do pracy. Ale nie każdemu pomaga, uważa, że to jest bez sensu.

 

- Pracowałam w służbie zdrowia i wiem, która zbiórka jest uzasadniona. Współczuję chorym ludziom, ale denerwuje mnie, kiedy rodziny nie dają im w spokoju odejść – tłumaczy Katarzyna. - Rak z przerzutami, rzadkie, nieuleczalne białaczki. Nie ma sensu zbierać pieniędzy tylko po to, by przedłużać choremu cierpienie. I żeby opłacać drogie kliniki, które robią eksperymenty.

 

Dlatego Katarzyna siada do roboty, gdy widzi, że jest szansa. Denerwuje ją, kiedy są na świecie ratujące życie terapie, ale NFZ odmawia ich pacjentom. Denerwuje ją, że starsi ludzie są pomijani w zbiórkach. Nikt, no albo prawie nikt, nie chce ratować osób 50 plus.

 

- Wtedy staram się pomóc. Często jednak odmawiam – mówi. - I wtedy słyszę, że nie mam serca. Mam i to ogromne, ale nie udzielają mi się emocje innych.

 

Bo Katarzyna uważa, że do wszystkiego trzeba mieć dystans, do siebie, do choroby, do bogactwa. I do biedy też. Te zbiórki to tylko jedna z jej dobroczynnych działalności. Angażuje się też w pomaganie zwierzętom.

 

- One niczemu nie są winne, to ludzie skazują je na ciężki los – wzdycha. - Dlatego staram się im jakoś ulżyć.

 

Wpłaca też datki ze swojej skromnej emerytury. Ma niewiele, ale lubi się dzielić. Potrzeby też ma niewielkie i nie rozumie, po co ludziom tyle rożnych rzeczy.

 

 

Nie ma ludzi idealnych

 

Mężatką była blisko 40 lat. Nie mieli z mężem dzieci i był czas, kiedy Katarzynie doskwierało to bardzo.

 

- Teściowa mnie upokarzała z tego powodu bardzo często, choć wina leżała po stronie mojego męża, a jej syna. Miał w dzieciństwie świnkowe zapalenie jąder – mówi Katarzyna. - On sam jednak, pomimo badań, nie chciał do tego się przyznać. Wiedziałam, że mu z tym ciężko. Wzięłam to na siebie, miałam w rodzinie opinię tej wybrakowanej.

 

Widziała jednak, że mąż był jej wdzięczny za to, że nie mówiła prawdy, bezpłodność była dla niego wielkim kompleksem. Było jej często przykro z powodu różnych komentarzy, ale uznała, że czasami warto dla drugiego człowieka zrobić coś takiego, jeśli ma go to uszczęśliwić.

 

- Dla mnie ważniejsze było wtedy to, że nie możemy mieć tych dzieci, niż czyja to była wina – mówi Katarzyna. - To była akurat sprawa drugorzędna, być może stąd był taki mój wybór.

 

W końcu uznała, że los tak chciał. Przestała o tym dziecku, którego nie ma, myśleć. Pożegnała się z macierzyństwem, postanowiła szukać dla siebie innych przestrzeni.

 

- Nie każda kobieta musi być matką. Zaczęłam szukać dobrych stron tej sytuacji – mówi Katarzyna. - Zamiast skupiać się na tych trudnych. Nie wiem, co znaczy bycie matką, ale też wiem, ile dzieci potrafią sprawić rodzicom bólu. To mnie ominęło. I to jest już jakiś plus.

 

Byli dobrym małżeństwem, co nie oznacza, że nie było konfliktów. Czasami kłócili się i to bardzo, padały przykre słowa. Katarzyna wie, że czasami to było potrzebne.

 

- Działało jak katharsis. Wypuszczaliśmy z siebie złość, dawaliśmy upust emocjom – mówi. - Potem wszystko wracało do normy.

 

Kłótnie szły w niepamięć, ważniejsze było to, że mogą na siebie liczyć, że są sobie wierni, że jest obok drugi, życzliwy człowiek.

 

- To jest tajemnica dobrego związku. To bycie ze sobą mimo wszystko – mówi Katarzyna. - Oczywiście nie mam na myśli patologii, bicia, poniżania, pijaństwa. Mówię o zwykłych, codziennych sporach, które są przecież nieuniknione. A dziś jest rozwód już przy pierwszym konflikcie. Kolejne próby i kolejne porażki. Nie ma ludzi idealnych i z tym też trzeba się pogodzić.

 

 

Trzeba umieć przystosować się do okoliczności

 

Oboje pracowali w budżetówce, nie dorobili się wielkiego majątku. Ona marzyła o egzotycznych podróżach, nigdy nie było ją na nie stać.

 

- Ale jeździliśmy po Polsce, chodziliśmy na piesze wyprawy – mówi Katarzyna. - Trzeba umieć urealniać swoje oczekiwania. Inaczej czeka nas czarna rozpacz. Że ten ma to, tamten tamto. A my nie dorastamy im do pięt.

 

Kiedy mąż zmarł, została sama w trzypokojowym mieszkaniu. Przeszła na emeryturę i stwierdziła, że nie stać jej na taki luksus. Sprzedała mieszkanie, kupiła kawalerkę.

 

- Musiałam oddać wiele rzeczy, do których miałam sentyment – mówi. - Ale oddając je myślałam o tym, że to tylko rzeczy. Mojego męża już nie ma, one zostały i nie są mu potrzebne. Podobnie będzie, kiedy ja odejdę.

 

Ze sprzedaży mieszkania zostało trochę oszczędności, które Katarzyna trzyma na „czarną godzinę”. Jest zadowolona ze swojej decyzji. Czynsz ma niewielki, żyje wyłącznie z niewysokiej emerytury. Oszczędności są nienaruszone.

 

- Trzeba umieć dostosować się do okoliczności, nie trzymać kurczowo tego, co nas ciągnie w dół. Nie rozumiem tej potrzeby większości ludzi do zachowywania status quo – tłumaczy Katarzyna. - Życie płynie, a my z nim. Nie ma sensu walczyć z biegiem rzeki kurczowo trzymając się spróchniałego drzewa, rosnącego na brzegu.

 

Ma przyjaciółkę, wdowę również. Tonie w długach po mężu. Ma piękne własnościowe, ogromne mieszkanie. Gdyby je sprzedała, wyszłaby na prostą. Nie chce, bo ma do niego sentyment.

 

- Czy cztery ściany są warte tego, by zamartwiać się, że zaraz przyjdzie komornik? Ja tego kompletnie nie rozumiem – mówi Katarzyna.

 

Po co tyle chcieć

 

Nigdy nie miała specjalnych pragnień, nie goniła za modą, nie marzyła o wielkim majątku. Nie rozumie ludzkiej potrzeby posiadania rzeczy w nadmiarze, bezsensownego kupowania, tylko po to, by za dwa dni i tak nowa rzecz przestał cieszyć.

 

- Ludziom się wydaje, że zaspokoją swoje lęki mając coraz więcej i coraz więcej – mówi Katarzyna. - A to nie jest prawda. Rzeczy nie pomogą w rozwiązaniu problemów. Więc po co tyle chcieć?

 

Po przeprowadzce ograniczyła ilość przedmiotów do niezbędnego minimum. Kocha czytać i jest szczęśliwa, że ma czytnik. Płaci za aplikację kilkadziesiąt złotych miesięcznie, ma dostęp do ogromnej ilości tytułów. I książki nie zajmują już w domu miejsca.

 

- Lubię też iść do kina na dobry film, za teatrem raczej nie przepadam – wylicza Katarzyna. - Mam ulubione programy w telewizji. Oglądam zawsze wiadomości, bo lubię wiedzieć, co się dzieje na świecie. Ktoś może uznać, że mam nudne życie. Ja uważam, że wcale nie.

 

Chodzi na długie spacery z psem, rozmyśla wtedy o przeczytanych książkach. Raz w tygodniu spotyka się z przyjaciółkami w kawiarni na ciastku. Gadają wtedy kilka godzin, ale właściciel nigdy złego słowa im nie mówi. Wręcz przeciwnie, zawsze mają zarezerwowany ten sam stolik, traktowane są jak stałe, najcenniejsze klientki.

 

- I właśnie takie rzeczy mnie bardzo cieszą – mówi Katarzyna. - Takie drobiazgi.

 

Zauważa, że zakwitł bez, czeka, aż ruszy pełna parą kwietna łąka nieopodal jej bloku.

 

- Jest tyle piękna wokół nas – mówi Katarzyna. - Mało kto jednak je dostrzega. Wszyscy gonią i pędzą nie wiadomo za czym. Jakby mieli wiecznie żyć.

 

 

Nie wszystko jest na sprzedaż

 

Czasami siada, przegląda Facebooka i myśli sobie, że internet jest cudowny, ale on też wyrządził ludziom wiele krzywdy. Ogląda ludzi, którzy prześcigają się, by być jak najbardziej atrakcyjni.

 

- Zdjęcia z imprez, zdjęcia z wyjazdów, upozowane, przelukrowane – mówi Katarzyna. - A wszystko po to, by zdobyć te nieszczęsne lajki, żeby uwierzyć w swoją wartość. Dużo czytam na ten temat, ciekawi mnie to. I powiem pani, że to jest straszne, to, że wielu ludzi musi żyć tak na zewnątrz. Że nawet kiedy im ktoś umrze, piszą o swoim żalu i łzach na Facebooku. A dla mnie to są rzeczy prywatne i bardzo intymne.

 

Dlatego ona nie wrzuca żadnych postów na swój temat, nie bardzo nawet wie, co miałaby napisać.

 

- Że nie mam niczego, a mimo tego jestem szczęśliwa? - pyta retorycznie. - I tak nikt by nie uwierzył. No i nie wszystko jest na sprzedaż.

 

Magdalena Gorostiza

 

 

Tagi:

szczęście ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót