- Mikołaj poszedł jak zwykle do przedszkola i nic nie zapowiadało nieszczęścia. Podczas drugiego śniadania podano dzieciom winogrono. Mój synek się nim zakrztusił. Doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Nikt nie potrafi powiedzieć, jak długo to trwało. Przyjmujemy, że przynajmniej 20 minut. Mikołaj był reanimowany. Potem trafił na OIOM, gdzie przez 2 tygodnie walczył o samodzielny oddech, otwarcie oczu, możliwość jedzenia – opowiada Michalina.

 

Mikołaj przed i po wypadku.

 

Na skutek niedotlenienia uszkodzeniu uległy wszystkie organy wewnętrzne, w tym również żołądek, który nie chciał podjąć swojej pracy. Lekarz kazał rodzinie i przygotować się na najgorsze. W dokumentacji medycznej napisano: "Ze względu na krytyczny stan chłopca, wpuszczono rodziców na salę SOR, by mogli się pożegnać".

 

Mikołaj w szpitalu.

 

- Ze względu na szalejący COVID, kazano nam jednak wrócić do domu i czekać na telefon. Na telefon, który miał nas poinformować o śmierci Mikołaja. 22 lutego stan Mikołaja na tyle się poprawił, że przeniesiono go na inny oddział. Od tej pory jestem z nim cały czas – mówi Michalina.

 

Ale Mikołaj nadal śpi, choć oczy ma otwarte. Michalina wyjaśnia, że jest w tak zwanej śpiączce mózgowej – mózg jest na tyle uszkodzony, że nie podjął normalnej pracy. Lekarze wolą mówić o minimalnej świadomości. Mikołaj krzyczy, gdy coś go boli, jest mu niewygodnie. Ale nie reaguje na swoje imię, nie ma z nim kontaktu.

 

- Moim zdaniem pomoc przyszła zbyt późno, opiekunki nie wiedziały jak ratować Mikołaja, a karetkę wzywały jakby chodziło o drobną sprawę. Prokuratura umorzyła jednak dochodzenie, nie znalazła winnych. Dlatego teraz rozpoczynam walkę na nowo, tym razem wystąpię z pozwem cywilnym, nie chcę tej sprawy tak zostawić – dodaje Michalina.

 

Mikołaj ma ozy otwarte, ale nie ma z nim kontaktu.

J

ej życie wywróciło się do góry nogami. Sama wychowuje dwóch synów, mieszka jeszcze z matką. Żyje obecnie z zasiłków i 500 plus. Na powrót do pracy nie ma szans, bo Mikołaj wymaga opieki cała dobę. A jego babcia nie dałaby rady. Poza tym jeżdżą na turnusy rehabilitacyjne, ktoś musi zostać ze starszym synem, aby mógł chodzić do szkoły. Właśnie ostatnio wrócili z kolejnego wyjazdu. Leczenie i pobyt w specjalistycznych ośrodkach bardzo podrożały. Za turnus Michalina zapłaciła 15 tysięcy złotych i wie, że nie byłoby jej na to stać, gdyby nie publiczne zbiórki.

 

- A straszy syn Wiktor i tak jest poszkodowany, nie mam dla niego tyle czasu, co kiedyś, bo Mikołaj wymaga ciągłej uwagi. No i stale wyjeżdżamy, bo zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby synek w końcu się obudził – wzdycha Michalina.

 

Byli pół roku w klinice Budzik. Niestety, bez efektów, Michalina wypisała syna na własne żądanie. Widzi, że prywatne ośrodki oferują dużo więcej, a czas ma tu kolosalne znaczenie.

 

Mikołaj podczas rehabilitacji.

 

- Uparliśmy się bardzo na rehabilitację i prywatne ośrodki, bo w urazach mózgu to jest kluczowe. Liczy się czas. Nieuszkodzone części mózgu nadal mają potencjał! Jest nadzieja na to, że stan synka jeszcze się poprawi! Właśnie intensywna rehabilitacja ma mu w tym pomóc. Musi jednak być systematyczna i intensywna. Innej drogi nie ma – mówi Michalina.

Do dnia wypadku wracać nie chce, nie lubi dzielenia włosa na czworo. Jest jak jest, nie chce rozmyślać o tym, jak zdrowe dziecko zamieniło się w roślinę.

 

- ja jestem osobą zadaniową, mam cel i do niego zmierzam. Chcę, aby Mikołaj wrócił do świata żywych i zrobię wszystko, by mu w tym pomóc – kończy swoją opowieść Michalina.

 

Magdalena Gorostiza

 

Możecie pomóc Mikołajowi wpłacając na jego zbiórkę

https://www.siepomaga.pl/obudzsiemiki

 

 

Tagi:

pomoc,  Mikołaj Orzeł,  społeczeństwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót