Paulina pojechała na wakacje ze swoim chłopakiem Jankiem. Wybrali hotel w Marsa Alam.

 

- Biuro podroży nas oszukało, mieliśmy nawet napisać skargę. Transfer z lotniska do hotelu miał trwać 40 minut. Okazało się, że samolot leci nie do Marsa Alam, ale do Hurghady, to sześć godzin drogi, nigdy nie kupilibyśmy takiej wycieczki. Teraz ta skarga to najmniej ważna rzecz, ale gdybym znała prawdę, nie byłoby mnie w tamtym autokarze... – opowiada Paulina.

 

Jechali z Marsa Alam na lotnisko w Hurghadzie, w okolicach Safadży autokar wpadł w poślizg i wywrócił się. Na miejscu zginął kierowca i dwójka turystów, 16 osób zostało poszkodowanych. Paulina mówi, że jej zdaniem zawinił kierowca, bo jechał jak szalony, choć na drodze były ostrzegawcze znaki.

 

- Ja z samego wypadku niewiele pamiętam, wiem, że uratował mnie mój chłopak z jakąś panią. Leżałam przygnieciona, oni mnie wyciągali. Mówiłam, żeby mnie zostawili, bo nie chce żyć bez rąk – opowiada Paulina.

 

Jej chłopak myślał, że dziewczyna nie żyje, leżała twarzą do ziemi. Kopał ją po nogach, żeby się ocknęła, bo straciła przytomność. Od początku wiedziała, że urwało jej prawą rękę. Druga była całkowicie niewładna. Pamięta, jak dostała wodę, jak przez mgłę pamięta oczekiwanie na pomoc, przejazd do szpitala. Pamięta, jak ktoś wiązał jej opaskę na kikucie.

 

- Pamiętam jak wieziono mnie na badania, a sanitariusz stał i dość długo rozmawiał z kolegą. Nie było wcale tak, że zajmowano się nami natychmiast. W Egipcie spędziłam w szpitalu miesiąc. Lewą rękę miałam przyszytą do brzucha, bo potrzebny był przeszczep skóry. Byłam zdana na innych, dobrze, że zjawił się po kilku dniach mój tata. To były ciężkie chwile – wspomina Paulina.

 

Roman Mroncz mówi, że z reguły o wypadkach czytamy w mediach, oglądamy je w telewizji. Wydaje nam się, że nas to nigdy nie spotka. On musiał zmierzyć się z tragedią córki, dopiero wtedy zrozumiał, co czuje się w takiej sytuacji.

 

- Nie da się tego ani opisać, ani zrozumieć, jeśli samemu się przez to nie przeszło. Z Pauliną leżał mężczyzna, który stracił w wypadku córkę, ale był w tak ciężkim stanie, że nikt mu o tym nie mówił. Dowiedział się o tym dopiero w Polsce. Inne osoby też miały bardzo ciężki obrażenia, niewiele było na ten temat w mediach – mówi.

 

Paulina dodaje, że opieki ze strony biura podroży nie było żadnej, żadnych tłumaczy, psychologów, nikt nie dostał kart do telefonów.

 

- To wszystko była nieprawda, że tak się nami zajęto, na chwilę wpadał rezydent. Dopóki tata nie przyjechał, nie miałam dostępu do rodzinny, swój telefon dostałam dopiero w Polsce – opowiada Paulina.

 

Leżała w szpitalach w Safadży i w Hurghadzie. Po powrocie do Polski w szpitalu spędziła jeszcze tydzień. Teraz jest pod opieką mamy, bo nie jest w stanie nic sama zrobić.

 

- Dla mnie to koszmar, żyłam samodzielnie, pracowałam, byłam niezależna. Teraz nie zjem, nie umyję się, nie ubiorę. Lewą rękę mam jeszcze w gipsie. Jestem uzależniona od innych – opowiada Paulina.

 

 

Paulina przed wypadkiem.

 

Marzyła o tym, by zostać kosmetyczką. Dziś wie, że jest to nierealne. Bierze udział w terapii, bo ciężko po czymś takim samemu się wygrzebać. Żeby odzyskać choć część samodzielności musi mieć dobrą protezę. Marzy o protezie bionicznej, która w dużej mierze potrafi zastąpić utraconą kończynę

 

- Ale chętnie porozmawiałabym z kimś na ten temat, z kimś kto ma o tym pojęcie. Bo moja wiedza na temat protez jest przecież żadna. Teraz muszę oswoić się z tym, że to jedyna dla mnie opcja, jeśli nie chcę być skazana na pomoc innych – mówi Paulina.

 

Dobra proteza kosztuje jednak 350 tysięcy złotych. Dziewczyny na taki wydatek nie stać. Prosi więc o wsparcie jej zbiórki, bo jedynie wiara w to, że da radę zebrać pieniądze, daje jej nadzieję na jakakolwiek przyszłość. Leczenie drugiej ręki też potrwa jeszcze długo. Czy będzie sprawna? Tego nie wie nikt. Paulina będzie o to walczyć.

 

- Chcielibyśmy móc zapewnić córce najlepszą pomoc, ona jest twarda, ale widzimy, że jest jej ciężko. Może ktoś jej doradzi w sprawie protezy? Rozmawiamy z jedną firmą, ale dobrze by było mieć wybór – mówi Roman Mroncz.

 

Dla Pauliny to bardzo ważne. Chciałaby mieć choćby iskierkę nadziei, że jeszcze się jakoś ułoży, odzyska samodzielność. Kikut dobrze się goi, mogłaby myśleć o protezie. Ale musi mieć na nią środki.

 

Magdalena Gorostiza

 

Możecie pomóc Paulinie w zakupie protezy https://www.siepomaga.pl/paulina

 

Tagi:

pomoc,  Paulina Mroncz,  wypadek,  społeczeństwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót