- Byłam w śpiączce dwa tygodnie. Słyszałam, jak mama płacze, słyszałam ojca. Chciałam im dać znać, że żyję, że jest OK, ale nie byłam w stanie wykonać ruchu, a respirator wykluczał mówienie. Słyszałam lekarzy, pielęgniarki. Ale tak do końca nie wiedziałam, co się dzieje. I nawet gdy mnie wybudzono, dalej nie miałam świadomości, skąd się wzięłam w szpitalu i co mi jest – mówi Angelika.

 

Przebieg wypadku zna tylko z opowieści. Ona straciła wtedy przytomność. I nawet kiedy wybudzono ją ze śpiączki, dostała tylko część informacji. O wypadku, o otarciu się o drzewo. Jeszcze ponad miesiąc żyła w nieświadomości faszerowana lekami. Prawdy dowiedziała się w październiku, kiedy już była bardziej przytomna.

 

- Szok, niedowierzanie, tony wylanych łez. Świadomość, że nie będę mogła chodzić była straszna. Nie chciałam się z tym pogodzić, do dziś się nie pogodziłam. Dlatego walczę – mówi Angelika.

 

Ma 32 lata. Ale wtedy, w sierpniu 2015 roku miała zaledwie 25 lat. Była beztroską młodą dziewczyną, chcąca korzystać z życia. Pracowała w przedszkolu, bo dzieci uwielbia od zawsze. Jechała samochodem, kiedy koło złapało pobocze. Samochód trafił z impetem w drzewo.

 

- W wyniku wypadku doszło do poważnego obrzęku i stłuczenia mózgu, złamania podstawy czaszki i złamania kręgosłupa. Nagle nie mogłam się nigdzie ruszyć, przekręcić na drugi bok, wyjść samodzielnie do toalety. Czułam się jak kula u nogi swoich bliskich. Myślałam, że życie dla mnie jest już skończone. Momentami miałam ochotę krzyczeć z niemocy. Po czterech miesiącach wyszłam ze szpitala i wtedy, mam wrażenie, zaczął się jeszcze większy dramat. Nagle musiałam uświadomić sobie, jak w rzeczywistości wygląda życie osoby niepełnosprawnej – opowiada Angelika.

 

Rokowania nie były najlepsze, ale Angelika podkreśla, że w szpitalu zostawia się wiele pytań bez odpowiedzi. Każde złamanie kręgosłupa jest inne, tak jak inny jest każdy człowiek. Jedni po takich urazach dochodzą do siebie, inni całe życie zostają na wózku.

 

Na lekach uspokajających była do grudnia, dopiero w domu mama zaczęła je powoli odstawiać. Do Angeliki coraz bardziej świadomie zaczynała docierać prawda o możliwych konsekwencjach wypadku.

 

- Na początku tylko leżałam. Zawalił mi się cały świat, rozpadłam się na tysiące kawałków, nie wiedząc jak na nowo poskładać swoje życie. W głowie tak naprawdę miałam tylko jedno pytanie – po co mam dalej żyć? Niczego sama nie umiałam zrobić. Pierwsze spotkanie z wózkiem inwalidzkim to też był dla mnie szok. Ale postanowiłam, że się nie poddam, że jeśli jest jakaś szansa to ją wykorzystam. Zaczęłam ćwiczyć, stałam się samodzielna – opowiada Angelika.

 

Angelika nie chce zaakceptować wózka.

 

Dziś, jeżdżąc na wózku może robić prawie wszystko, sprzątać, przygotować jedzenie, ubrać się, wyjść z domu dzięki zamontowanemu schodołazowi. Ale mimo to, nie chce takiego życia. Nie chce się z wózkiem pogodzić.

- Nie zaakceptuję go nigdy w stu procentach, nawet boję się takiej myśli, mam wrażenie, że jeśli to zrobię, to już na tym wózku zostanę do końca. Tymczasem jest dla mnie szansa. To egzoszkielet, który daje lekarzom i fizjoterapeutom możliwość innowacyjnej rehabilitacji, a pacjentom nadzieje na powrót do dawnego życia – mówi Angelika.

 

Egzoszkielet daje nadzieję na powrót do sprawności.

 

Urządzenie pozwala na wysyłanie przez mózg impulsu nerwowego, który przenoszony jest przez rdzeń kręgowy, a dalej przez nerwy obwodowe bezpośrednio do mięśni nóg. Te odbierając polecenie z naszego mózgu, odpowiadają robiąc krok. Angelika była już na jednym miesięcznym turnusie z wykorzystaniem egzoszkieletu. Wydała na to swoje całe oszczędności. Ale zrobiła niesamowite postępy. Jest przekonana, że gdyby udało jej się uzbierać na kilkumiesięczną rehabilitację w ośrodku, mogłaby znowu samodzielnie chodzić. Koszt takiego pobytu jest jednak ogromny, to 130 tysięcy złotych. Angelika takich pieniędzy nie ma. Dlatego apeluje: Straciłam najlepsze lata swojego życia, zamiast cieszyć się młodością, musiałam toczyć walkę z niepełnosprawnością. Ćwiczę, daję z siebie 200 procent. Bo bardzo chcę wrócić do zdrowia. Jest też terapia, która może pomóc. Wiem jednak, że bez wsparcia ludzi o wielkich sercach nie dam rady. Proszę, dajcie mi szansę na nowe życie!

 

Możecie pomóc Angelice wpłacając na jej zbiórkę: https://www.siepomaga.pl/angelika-krakowska?utm_source=google&utm_medium=cpc&ts=adw-dynamic&gclid=EAIaIQobChMIr_yFkM6v9QIVaEaRBR01sw3YEAAYASAAEgI_d_D_BwE

 

Tagi:

pomoc,  społeczeństwo,  Angelika Krakowska, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz