Natalia wypadku nie pamięta. Jej mama, Wiesława Trefler, mówi, że dziewczyna wracała do domu o zmroku, było mokro, ślisko, samochód na zakręcie wpadł w poślizg. Doszło to czołowego zderzenia.

- Jej samochód koziołkował kilka razy, wyrwało Natalkę z fotela. Dusił ją pas. Jeden ze świadków wypadku stał w szoku, nie był w stanie nic zrobić. Na szczęście był też drugi, który odciął pas, uratował Natalii życie. Córka trafiła na OIOM – mówi pani Wiesława.

Lekarze dawali zaledwie 5 procent szans na przeżycie. Rozlany uraz mózgu, uraz rdzenia kręgowego, uszkodzenia kręgosłupa i kręgów szyjnych, porażenie czterokończynowe wiotkie, ostra niewydolność oddychania i wiele innych, równie poważnych uszkodzeń, to nie mogło napawać optymizmem.

- Gdy lekarze wybudzili córkę ze śpiączki, okazało się, że jest z nami, wszystko rozumie, jest świadoma. Świadoma też tego, co wypadek zrobił z jej ciałem. Była załamana. Dniami i nocami patrzyła w jeden punkt. Ale podniosła się z tego i teraz walczymy, wierzymy, że będzie lepiej, że Natalia znowu stanie na nogi – dodaje mama.

Natalka uważa, że przed wypadkiem miała życie idealne. Mieszkała z chłopakiem, była zakochana, miała pracę, śpiewała, nagrywała piosenki. Zawsze w biegu, zawsze w ruchu. Zawsze pełna optymizmu. Wypadek zweryfikował wszystko. Chłopaka nie ma, odeszła część przyjaciół.

- Nie potrafię mu wybaczyć, że zostawił mnie w takiej sytuacji, ale muszę z tym żyć – mówi Natalia.

Natalia nie ukrywa, że bywa ciężko.

 

- Nie było sensu tego ciągnąć, widać było, że sytuacja go przerosła, życie weryfikuje nasze postawy. Nie rozumiem tylko niektórych koleżanek córki, najpierw były bardzo zainteresowane stanem jej zdrowia, dziś nie dają nawet znaku życia. To jest bardzo przykre – mówi pani Wiesława.

Na szczęście są inni przyjaciele, którzy córkę wspierają. Koledzy znoszą ją w weekendy z trzeciego piętra z wózkiem, aby mogła wyjść z domu. To piętro to kolejne przekleństwo, ale kto mógł się spodziewać, że życie spłata takiego figla.

- Staramy się o schodołaz i dofinansowanie do niego, bo Natalia po wypadku wróciła do nas do domu. Wymaga nieustającej opieki, dodatkowo przytłacza ją fakt, że siedzi w domu, jak w więzieniu – dodaje pani Wiesława.

Natalia jednak się nie poddaje. Po pobycie na OIOM pojechała do specjalnego ośrodka na rehabilitację. To wszystko jednak kosztowało, dziewczyna jeszcze wówczas sama nie oddychała.

- I nie ma takiej rehabilitacji na NFZ, która zgodziłaby się przyjąć takiego pacjenta. Tylko prywatne szpitale. Koszt w Warszawie czy Krakowie to 25 tysięcy złotych na miesiąc. Znaleźliśmy ośrodek pod Wałbrzychem, płaciliśmy 9,5 tysiąca za mnie i za Natalkę. Dla nas to ogromne pieniądze, bez zbiórek nie byłoby szans - dodaje pani Wiesława.

Po trzech miesiącach pobytu w ośrodku Natalia pojechała do Polanicy. Tam wyjęto jej rurkę tracheostomijną. Wróciła do rodziców do domu.

- Nie mówiła, nie chodziła, ale dzięki rehabilitacji jej stan się poprawia. Dziś mówi, choć niewyraźnie, może chwilę stać, jest szansa, że znowu zacznie chodzić – mówi mama Natalii.

 

Natalia walczy o zdrowie.

Ale do pełni szczęścia jeszcze wiele brakuje. Czeka ją kolejna operacja na oko, ponieważ widzi podwójnie. Przed nią liczne badania związane z rozległymi urazami głowy, bo Natalia ma nadal problem z mówieniem, porażenie podniebienia, przepukliną na kręgosłupie szyjnym. Prawdopodobnie będą jeszcze kolejne operacje, które niosą ze sobą dodatkowe opóźnienia w rehabilitacji, a także powikłania z nimi związane - częste problemy żołądkowo-jelitowe. Potrzebne są więc nadal pieniądze, na zabiegi, na nieustająca rehabilitację. Rodzina robi co może, ale to ponad jej możliwości finansowe, dochody z bazarku na Facebooku też nie są ogromne. Dla Natalii wielką szansą byłby wyjazd do Centrum Neurorehabilitacji profesora Jana Talara, gdzie pacjenci po wypadkach i urazach wracają do zdrowia.

- Ale taki wyjazd to kolejne 18 tysięcy złotych, zwyczajnie nas nie stać, choć jak każda matka, przychyliłabym córce nieba – dodaje pani Wiesława. Zajmuje się Natalią, walczy o córkę i jak mówi, odebrała całą tę historię „na twardo”. Nie ma co płakać, trzeba brać się z życiem za bary. Natalii nie jest już tak łatwo zaakceptować rzeczywistość. Ma zaledwie 26 lat, miała zupełnie inne życie.

- Jeden dzień zmienił całe moje życie. Spotkało mnie dużo cierpienia, dalej cierpię, mam spastykę, ale nauczyłam się cierpliwości i pokory. Przykro mi z powodu chłopaka, niektórych koleżanek i z powodu hejtu, który mimo mojej sytuacji czasami się na mnie wylewa. Ale muszę walczyć o powrót do zdrowia i wierzyć, że się uda – mówi nam Natalia.

Magdalena Gorostiza

Możecie pomóc Natalii w zbiórce na jej leczenie https://www.siepomaga.pl/natalia-trefler

 

Tagi:

pomoc,  wypadek,  Natalia Trefler, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz