Jak się znalazłeś w Polsce?

Ja już kiedy byłem małym chłopcem, to mówiłem mamie, że z Iranu wyjadę. Ciągnęło mnie w daleki świat. Miałem przyjaciół w Polsce dostałem od nich zaproszenie i przyjechałem do Lublina w 1997 roku. Sądziłem, że to będzie taki chwilowy przystanek, że z czasem wyjadę gdzieś dalej. Ale Polska mnie zauroczyła i pokochałem Lublin. Postanowiłem zostać. Z czasem zalegalizowałem swój pobyt.

 

Jak sobie dawałeś radę? Ciężko było?

Nigdy nie jest w takiej sytuacji łatwo. Uczyłem się polskiego, zarabiałem na utrzymanie graniem. Jestem muzykiem, w Iranie uczyłem się w średniej szkole muzycznej. Gram na instrumencie szarpanym, który nazywa się santur. Po polsku cymbały. Pierwsza przygoda ze sceną muzyczną w Polsce rozpoczęła się w 1998 roku. Założyłem zespół pod nazwą "Jahiar Group".

 

Azim gra na santurze.

Postanowiłem też skończyć studia muzyczne na UMCS. Udało się, dostałem tam tytuł magistra, byłem najstarszym studentem. Studiowałem w trybie dziennym, pracowałem wieczorami. Jak chce się coś osiągnąć, trzeba być wytrwałym.

 

Zrobiłeś też doktorat z muzykologii na KUL. Pisałeś po polsku. Czapki z głów.

Mój doktorat poświęciłem postaciom Ali-Naghi Waziri i Ruhollahowi Khalegi. Oni ocalili od zapomnienia irańską muzykę ludową. To bardzo ciekawa historia bo do XX wieku w Iranie nuty były nieznane. Muzykę przekazywało się ustnie, mistrz nauczał ucznia. Pod koniec XIX wieku Waziri szedł ulicą w Teheranie i usłyszał muzykę dobiegającą z kościoła. Wszedł do środka i zobaczył księdza grającego na organach. Zaciekawiło go, że ksiądz ma przed sobą zapisane jakieś dziwne znaczki. To były oczywiście nuty. Tak się zaczęło. Ali-Naghi Waziri dzięki temu księdzu wyjechał do Europy, poznał nuty, wrócił i spisał cały dorobek tradycyjnej muzyki Iranu w systemie nutowym. Khalegi kontynuował jego dzieło. Pisałem o pomoście kulturowym pomiędzy dwoma światami Europą i Bliskim Wschodem. Bardzo mnie ta historia fascynuje.

 

Ale na tym edukacji nie zakończyłeś…

Tak, to prawda. Skończyłem jeszcze dwuletnie studium masażu z elementami fizjoterapii w Lublinie, jednakże swoją edukacje medyczną rozpocząłem w Iranie. Pierwsza przygoda z starą, perską metodę leczenia bólu terapią "Dolak" zacząłem w dzieciństwie u mojej babci. Ona uczyła pierwsza mnie uczyła rehabilitacji. Kontynuowałem póżniej u Akbara Ghorbani mistrza terapii "DOLAK". Odkąd pamiętam fascynowała mnie rehabilitacja i anatomia człowieka. Teraz opracowałem swoją własną metodę pracy z pacjentami.
I znowu mamy specyficzny pomost pomiędzy dwoma rożnymi światami, taka wymiana wiedzy, doświadczenia zawsze wzbogaca nasze życie. Ale ja rehabilitowałem przez dłuższy czas wyłącznie znajomych, za darmo, nie powiem, że dla zabawy, bardziej z chęci pomocy. Aż nadeszła pandemia i z muzyki nie dało się żyć. Postanowiłem, że założę swój prywatny gabinet masażu i rehabilitacyjny. Okazało się, że byłem przewidujący. Realizuje się i zarazem pomagam.

 

Azim w pracy.

 

Tęsknisz za Iranem?

A kto nie tęskni za swoją ojczyzną. Oczywiście i to bardzo. Zostawiłem tam całą rodzinę, matkę, braci, siostrę. Na Skypie, jesteśmy w stałym kontakcie. Teraz moim domem jest Polska, za co jestem jej bardzo wdzięczny, mam polskie obywatelstwo, staram się być tu przydatny. Emigracja jest ciężka, nie każdy może to wytrzymać. Mnie jest szczególnie trudno zimową porą. Wtedy ogarnia mnie największa tęsknota.

 

Mówisz z akcentem, masz nieco ciemniejszy kolor skóry niż Polacy. Nie spotkały cię nigdy z tego powodu przykrości? Nie wszyscy w Polsce lubią imigrantów.

 

Powiem tak, doznałem zdecydowanie więcej dobra niż zła. I to jest powód do radości. Owszem, słyszałem nie raz pod swoim adresem nie miłe określenia. Ale to na szczęście wyjątkowe sytuacje. Ja teraz jestem Polakiem i staram się godnie Polskę reprezentować. To jest dla mnie ważniejsze.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

 

Tagi:

społeczeństwo,  Azim Irani, 

Polecane artykuły:

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót