Partner: Logo KobietaXL.pl

Przeczytałam o panu artykuł na hiszpańskojęzycznym portalu motoryzacyjnym. Szczerze mówiąc, byłam zdziwiona – jak to? To u nas w Polsce jest facet, który robi takie rzeczy, a ja czytam o nim po hiszpańsku? Postanowiłam więc pana odnaleźć. W Polsce nie jesteście bardzo sławni.

No tak, bardziej jesteśmy znani zagranicą, bo tam pasjonaci porsche świetnie się znają. To nie jest zbyt duże środowisko. Ja jestem wielkim fanem tej marki, bo wokół niej tworzy się swoista kultura. Ja mówię, że porsche to kultura, pasja i obsesja.

 

Kiedy to się zaczęło?

Jak miałem sześć lat i brat starszy o sześć lat powiedział mi, że porsche 911 to najlepszy samochód na świecie. To mi utkwiło mocno w głowie i w sercu. W 2014 roku kupiłem pierwsze swoje porsche 911, samochód był do remontu. Sam się za niego zabrałem i okazało się, że potrzebne są naklejki, które są w samochodzie naklejane przy silniku. Chciałem, żeby były takie jak w oryginalnych samochodach, odtworzyłem je idealnie, jestem absolwentem ASP w Łodzi, zajmowałem się grafiką komputerową. To była żmudna praca, bo wówczas przecież nikt nie pracował na komputerach. Znalazłem drukarnię, która zgodziła się je wydrukować na złotym aluminium. Ale ja potrzebowałem 5, a wydrukowano najmniejszą możliwą ilość, czyli 500. I tak zostałem z 495 naklejkami. Dałem post sprzedażowy na Pelican Parts i tak się zaczęło. Ludzie pisali, prosili o rożne rzeczy. Z czasem prosili o projekty naklejek do innych roczników, chcieli projekty plakatów, koszulek z porsche. Potem prosili o wizualizację ich samochodów w środku czy na zewnątrz. Aż w końcu ktoś zapytał – skoro projektujesz, to może sam to zrobisz? Pomyślałem, że czemu nie. Po nudnej pracy w firmie IT to było coś fantastycznego, nagle zacząłem spełniać swoje i cudze marzenia. Wspomagałem się na początku firmami zewnętrznymi, ale ilość zamówień rosła i zbudowaliśmy nasz własny zespół. To dziś 25 osób, praktycznie prawie wszystko odtwarzamy na miejscu. I tak powstał Car Bone.

 

Przyjeżdżają do was porsche z całego świata, a wy robicie tak zwany custom-build. Na czym to polega?

Wizualizujemy samochód, jak będzie wyglądał po remoncie, jaki będzie miał silnik, jakie części. Sami wymyślamy różne gadżety. I stwarzamy samochód marzeń dla naszych klientów. Wymyślamy go na nowo. To jest niesamowita robota. My mamy swoje autorskie części. I chyba nam to wychodzi, bo jeden z szefów teamów F1 oddał swoje porsche nasze ręce. A poza tym jest coraz więcej osób, które nie chcą samochodu z salonu. Chcą auto z duszą, a porsche 911 to nie jest zwykły samochód. To legenda. Ale oczywiście, jak ktoś sobie życzy, zrobimy samochód zgodnie z oryginałem.

Tardza foto Maciej Skrzyński

 

Ile kosztuje taka przebudowa?

Nie ma jednej odpowiedzi. Może kosztować 50 i 250 tysięcy euro. Wszystko zależy od wymagań klienta. Ale proszę pamiętać, że nasi klienci są specyficzni. Porsche to również obsesja. Dziś zapisujemy klientów już na 2022 rok w kolejce. Obecnie pracujemy nad dwunastoma samochodami, które są na różnym etapie prac.

 

Miał pan kiedykolwiek wcześniej styczność z motoryzacją?

Zawodowo nie, ale brat, ojciec i dziadek, wszyscy mężczyźni w rodzinie pasjonują się motoryzacją od pokoleń. Mama mówi, że jesteśmy skażeni wirusem motoryzacji.

 

Pan nawet obraz z porsche stworzył i sprzedał na licytacji.

Tak, jeździłem kiedyś każdego ranka na złomowisko w poszukiwaniu ciekawych części od porsche. I znalazłem stertę uszczelek. Postanowiłem stworzyć obraz porsche z rzeczy z recyklingu, pochodzących z tego samochodu - Projekt Strefa Śmieci. Dla mnie ważny jest kontekst. Bo czym jest samochód? - blacha, guma, plastik, zero emocji. Tak go możemy odbierać. W porsche jest ważna kultura, którą ten samochód wokół siebie tworzy, buduje relacje międzyludzkie.

Porsche - obraz z recyklingu.

 

I kiedy koledze w Los Angeles spalił się warsztat, poniósł niebagatelne straty, a miał problemy z ubezpieczycielem, pomagaliśmy mu. Wystawiłem wtedy ten obraz, sprzedał się za 2,1  tysiąca dolarów, to była moja cegiełka dla niego.

 

Najbardziej pasjonująca jest jednak historia Tardzy. Ja o tym właśnie samochodzie czytałam w tym zagranicznym artykule. Niesamowite, naprawdę. Jak pan dotarł do tego samochodu?

Jeździliśmy przed pandemią kilka razy w roku do Los Angeles na imprezy związane z porsche. To stolica porsche, podobno jest tam więcej tych samochodów niż w reszcie świata. I ktoś mi powiedział, że w jakimś warsztacie jest do kupienia porsche 911, w którym mieszkał bezdomny narkoman z psem. Miał kolizję, oddał samochód do warsztatu, ale nigdy go nie odebrał, bo zabrakło mu środków. Odkupiłem ten samochód, przywiozłem do Polski. Nadałem mu imię Tardza, zestawiając dwa słowa. To model Targa, dodałem rdzę z uszkodzonego błotnika. Samochód został odbudowany, zostawiłem tylko ten błotnik, jako symbol upadku człowieka. Nie poznałem poprzedniego właściciela, ale często o nim myślę, co się stało, że popadł w takie tarapaty. Uznałem, że zabrakło mu bliskiej osoby, może miłości, aby mógł prowadzić dialog ze światem.

Tardza foto Maciej Skrzyński

 

Dlatego Tardza to też symbol dialogu…

Tak, postanowiłem odbudować samochód nie kupując ani jednej części w bezdusznym sklepie w internecie. Wszystko co kupiłem, to wynik interakcji z drugim człowiekiem – wydębiłem, zamieniłem, kupowałem, dzwoniłem, rozmawiałem z innymi ludźmi. Dialog był motywem przewodnim odbudowy Tardzy. Sam uszyłem do niego tapicerkę, pierwszy raz w życiu. Dziś samochód jest jak z fabryki. Często zastanawiam się jaki los bywa przekorny, ktoś coś stracił, ja coś zyskałem. Dlatego chciałem w jakiś sposób wznieść ten upadek.

Tardza foto Maciej Skrzyński

 

Jeździ pan tylko porsche?

Mam 4 i pół samochodu tej marki, jeden na spółkę ze wspólnikiem. A ten kupiony jako pierwszy dalej stoi, jeszcze go nie skończyłem. Ale dzięki niemu zamieniłem nudną pracę na pasję, okazało się, że marzenia się spełniają, że można, da się. Chciałbym, aby to co robię było takim przekazem dla młodych ludzi. Ja też jeszcze dziesięć lat temu nie uwierzyłbym w to, że mogę takie rzeczy robić.

 

Daje pan obcym jeździć swoimi porsche?

Jak najbardziej, można u nas wynająć samochód, one są po to, żeby żyły. Można też przyjść, pooglądać, o wszystko zapytać. My nie traktujemy miejsca pracy jako warsztatu. Ja wolę traktować je jako miejsce do kontemplacji. Nasi klienci, którzy przyjeżdżają, zawsze zostają, żeby pogadać. Porsche zbliża ludzi. Mówiłem – obsesja, pasja, kultura i misja.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

pasja,  misja,  porsche,  Tardza,  Paweł Kalinowski,  Car Bone, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót