Ewa jest Rosjanka, mieszka w Niżnym Iwanowie. Jej mama Alexandra ma zaledwie 21 lat. Jest studentką, a ojciec dziewczynki pracuje w fabryce. Koszt leczenia w Hiszpanii znacznie przekracza ich możliwości finansowe.

- Dlatego prosimy wszystkich ludzi dobrej woli o wsparcie – mówi Klaudia Madej, organizująca w Polsce licytacje dla Ewy. - Zostało kilka dni, stan dziewczynki ostatnio się pogorszył.

Alexandra z córką jest od grudnia w Barcelonie. Dziewczynka jest leczona w Hospital Sant Joan de Déu (Szpital Jana Bożego), szpitalu pediatrycznym specjalizującym się w leczeniu nowotworów u dzieci. Koszt terapii Ewy wyliczono na milion złotych.

 

Ewa w szpitalu w Barcelonie

 

- Często gorączkowała, ale myślałam, że to normalne. Myślałam, że Ewa po prostu ząbkuje, że nie dzieje się nic złego. Długo starałam się w to uwierzyć, jednak strach nie opuszczał mnie na krok, aż do sierpnia 2020. Wtedy nasz świat rozsypał się. U Ewy znaleziono guza, który bardzo szybko rósł. Po długich konsultacjach i szczegółowych badaniach dowiedzieliśmy się, że to neuroblastoma, szalenie agresywny typ nowotworu w IV stadium rozwoju – mówi mama dziewczynki -

Ewunia przeszła ostatnio pełne badanie, w tym MRI, MIBG, PET-CT. Guz przestrzeni zaotrzewnowej ze zmianami w kościach czaszki i szpiku kostnym jest bardzo rozsiany. Trzeci blok chemii rozpoczął się natychmiast - 3 grudnia. Teraz lekarzy starają się maksymalnie zredukować guz, aby jak najszybciej przeprowadzić operację usunięcia go.

Ewa w szpitalu w Barcelonie

Ewa była leczona w Rosji, ale nie dawano jej większych szans na wyleczenie i proponowano przeszczep szpiku. Jej mama nie chciała podejmować takiego ryzyka. Alexandra podczas pobytów w szpitalach z córką poznała wolontariuszkę, która pracowała Hospital Sant Joan de Déu.

 - Nawiązałam kontakt z kliniką, oni mają duże doświadczenie w leczeniu nowotworów u dzieci, wysłałam wyniki, Ewy. Tu dają mi 90 procent szans na wyleczenie córeczki - mówi Alexandra. - Decyzja była natychmiast, na przeszkodzie stoją jednak pieniądze.

 Dlatego babcia Ewy zaczęła prowadzić zbiórki – w Rosji, na Ukrainie, w Polsce.

- Mama dotarła do polskiej fundacji, która nam bardzo pomaga – podkreśla Alexandra. - Dla mnie ta cała sytuacja to jeden wielki koszmar. Wiem, że w Rosji Ewa nie ma szans na wyzdrowienie, a tu jej los zależy od ludzi dobrej woli. Dlatego błagam wszystkich o ratowanie mojego dziecka.

 

Ewa z mamą w szpitalu w Barcelonie

 

Kiedy pytam, dlaczego liczy na pomoc ludzi właśnie z Polski, Alexandra zaczyna płakać.

- Proszę wszędzie, gdzie tylko można, zrobię wszystko dla mojej córeczki – mówi. - Wszędzie są ludzie o ogromnym sercu.

 Klaudia Madej mówi, że bazarkiem dla Ewy zajęła się bez zastanawiania się jakiej narodowości jest dziewczynka.

- Wiem, że ktoś może powiedzieć, że polskie dzieci też czekają na wsparcie – mówi. - Ale jak do tej pory nie było takich komentarzy. Myślę, że w wielu ludziach jest takie poczucie solidarności z cierpiącymi, bez względu na to, skąd pochodzą. Tak było też w moim przypadku.

Ewa jest z mamą w wynajętym w Barcelonie mieszkaniu. Na chemioterapię dojeżdża do szpitala. Niestety w zeszłym tygodniu dostała wysoką temperaturę. Po przeprowadzonych szczegółowych badaniach okazało się, że organizm zmaga się z infekcją, a wyniki krwi są dość niepokojące. Lekarze próbują opanować sytuację, aby zacząć leczenie, niestety, bez potrzebnej kwoty na koncie, Ewa nie dostanie immunoterapii. 

Jeśli więc możecie, wesprzyjcie leczenie Ewy https://www.siepomaga.pl/ewa-wasiliewa

 

 

PS. Dziękuje dr Leszkowi Mikrutowi za pomoc w tłumaczeniu rozmowy z Alexandrą.

Tagi:

pomoc,  nowotwór,  Ewa Wasiliewa, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót