- Bo wesele było, uznaliśmy, że nie będziemy psuć uroczystości – mówi. - Więc na początku rodzinie o moim wypadku powiedziano w dość oględnych słowach.

Mieszkają w Płyćwi. Szykowali się już do wyjazdu. Ona wcześniej sprzątała samochód. Do dziś myśli o tym nieustająco. Czy niechcący przełożyła odkurzaczem na luz dźwignię skrzyni biegów? Czy niechcący zwolniła ręczny hamulec, dotykając przycisku? Te pytania wracają i pewnie nie będzie na nie nigdy odpowiedzi.

- Wiem jedno – podkreśla Karolina. - W życiu nie warto się śpieszyć. Za chwilę nieuwagi, za wieczną gonitwę, można naprawdę wysoką cenę zapłacić.

Samochód stoi na górce. W wózku roczna Ala, stojąca, bo ma niezapięte szelki. I krzyk teściowej, żeby ratować dziecko. Samochód zaczął się nagle staczać wprost na wózek. Karolina rzuciła się w stronę córki. Nawet nie zdążyła do dziecka dobiec, gdy została przygnieciona. O wózek zaczepiło lusterko, Ala z wózka wypadła, ale nic się jej nie stało.

- To był taki szok, że mnie się jeszcze udało spod tego samochodu wydostać – mówi Karolina. - A potem upadłam i film mi się urwał.

W łódzkim szpitalu noga zeszła na dalszy plan, bo nie wiadomo było, czy kobieta przeżyje. Miała uraz głowy, uraz ręki, wysoką gorączkę, walczono o jej życie. Kiedy zajęto się wreszcie nogą, była w takim stanie, że zaproponowano amputację. Karolina jednak nie chciała o tym słyszeć.

- Moja siostra tak podtrzymywała mnie na duchu, ona walczyła, wierzyła, była dobrej myśli – mówi Karolina. - To ona kazała mi wierzyć, że uda się nogę uratować, że mi jej nie utną.

Trafiła do szpitala w Otwocku, w ręce najlepszych specjalistów. Nogę udało się ocalić przed amputacją, ale jest mocno zniekształcona, brakuje dobrego ukrwienia.

 

Karolina z córką

 

- Żeby to krótko i obrazowo, choć niemedycznie wytłumaczyć – brak jest połączenia między kolanem a stopą. Brakuje nerwów, kości i mięśni – wyjaśnia kobieta. - Dlatego tam się nic już więcej nie zrośnie, bez dalszego leczenia żadnej poprawy nie będzie.

Karolina trafiła do Paley European Institute w Warszawie. To tu przyjeżdża na konsultacje i operacje dr Dror Paley, kanadyjski chirurg ortopeda, który specjalizuje się w procedurach wydłużania kończyn i korekcji deformacji.

- Obudził we mnie nadzieję – mówi Karolina. - Że jeszcze stanę na własnych nogach i pójdę z córką na spacer. Ale leczenie jest długie i drogie, kosztuje 280 tysięcy złotych.

 

Nawet laik zobaczy, ile brakuje kości.

 

Karolina wymienia kolejne operacje – pierwsza to skrócenie nogi o jakieś 15 cm, żeby „przywrócić jej życie”. Połączyć mięśnie, nerwy, kości, żeby wreszcie się zrosły, żeby wróciło krążenie. Druga operacja to przeszczep, a trzecia wstawienie specjalnego druta, dzięki któremu znowu wydłuży się kończynę. Plan na 4 – 5 lat. Niełatwy, pełen cierpienia. Ale Karolina i tak codziennie walczy z bólem.

- Moje życie się diametralne zmieniło – mówi. - Mam inny stosunek do świata. Cieszę się, że sama wezmę kąpiel czy sama włożę buty. To, czego przeciętny człowiek nawet nie zauważa, dla mnie jest wyczynem.

Kiedyś była aktywna, uprawiała sporty, spełniona zawodowo, przez 17 lat pracowała. Dość długo czekała na dziecko, ciąża była dla niej wisienką na torcie udanego życia. Jeden dzień przekreślił wszystko

Nie zatańczy z córeczka, nie pójdą na długi spacer. Karolina ilekroć wychodzi z domu, ma z tyłu głowy tylko jedna myśl – byle nie za daleko, byle dała radę wrócić.

- Bardzo obciążam drugą nogę i miednicę – dodaje. - Już mam zmiany zwyrodnieniowe. Ale walczę i wierzę, że się uda. Że za kilka lat dam radę sama dobrze chodzić.

280 tysięcy złotych to jednak dla rodziny bardzo duży wydatek. Dlatego Karolina założyła zbiórkę i napisała pismo do NFZ o współfinansowanie zabiegu.

- Za rekonstrukcję nie zapłacą, ale za ustawienie stopy i wyczyszczenie ran powinni, to mi się w ramach funduszu należy. Liczyłam na dofinansowanie, może około 50 tysięcy złotych. Dla nas to kwota ogromna, milowy krok do zdrowia. Walczymy o każdą złotówkę. Niestety, jak się okazało, moja sprawa trafiła do konsultanta krajowego, o czym poinformowano mnie 23 grudnia zeszłego roku – mówi. - I od tamtej pory żadnej odpowiedzi. W NFZ mi powiedziano, że konsultant nie ma wyznaczonego terminu, w jakim musi mi odpisać, że mogę i dwa lata czekać. Dla mnie to czysta kpina, minął już ponad miesiąc. Jak zapłacę za pierwszą operację z pieniędzy ze zbiórki, nie dadzą już ani grosza. Może właśnie o to im chodzi?

Termin pierwszej operacji jest wyznaczony na 21 kwietnia. Karolina czeka cierpliwie na zabieg.


Karolina z córką

 

 

- Ja się teraz w ogóle cierpliwa zrobiłam, żyję innym życiem – mówi. - Już nie ma gonitwy i pośpiechu, jest oczekiwanie i w sercu nadzieja. Musiałam przełamać w sobie wiele barier, żeby o tym wszystkim mówić.

Bo przez rok w domu nie byli w stanie o wypadku rozmawiać. Ta trauma jest do dzisiaj, ale Karolina się nie załamuje, bo, jak podkreśla, ma wokół siebie wspaniałych ludzi.

- Nie zostałam sama, wspiera mnie rodzina, przyjaciele, fantastyczni ludzie, których nawet nie znam – dodaje. - Walczą ze mną, wysyłają pozytywne wiadomości. To w tym całym nieszczęściu jest naprawdę cudowne. Wspierają moja zbiórkę, udostępniają, wiedzą, że nie jest łatwo zebrać tak duże pieniądze. A ja, jeśli nie dostanę wparcia od innych osób, nie będę w stanie spełnić swojego marzenia. A ono jest tylko jedno – stanąć pewnie na własnych nogach.

 

Magdalena Gorostiza

 

Możecie wesprzeć leczenie Karoliny - https://www.siepomaga.pl/karolina-karalus

 

 

Tagi:

pomoc,  zbiórka,  Karolina Karalus, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót