Kiedy się do nich samochodem podjeżdża, nie ma uśmiechu, przepraszającego gestu. Jest zimne, wredne spojrzenie, mówiące jasno „nie miała ta krowa kiedy jechać”, po czym leniwe zejście na chodnik. A przecież jezdnia służy samochodom i to ja jestem uprzywilejowana w tym momencie. Poza tym w żadnym normalnym kraju, nikt nie woziłby dziecka środkiem ulicy, mając chodnik do dyspozycji. A jednak u nas jest to nagminne.

Wydawać by się mogło, że sprawa błaha. Niestety, tylko pozornie. Mamy w sobie, jako społeczeństwo, genetyczną niechęć do przestrzegania norm różnych, zasad współżycia, a w końcu prawa, które wedle wielu, stworzono wyłącznie po to, by umiejętnie je omijać. Ta niechęć ciągnie się za nami przez wieki, od Polski szlacheckiej, poprzez zabory, utrwalona w dodatku mocno została w czasach PRL. Tam życie toczyło się dwutorowo – była wersja oficjalna i drugi obieg i wcale nie mam podziemnej literatury tu na myśli. Inaczej uczono w szkole, inaczej mówiono dzieciom w domu. Partyjni dygnitarze chrzcili potajemnie dzieci na wsiach, nie mając odwagi, by w imię własnej wiary zrzec się dobrej kariery, do której potrzebna była legitymacja. Takie zachowania stały się normą, nikt się nie wstydził, nie był zażenowany. Do narodowej ułańskiej fantazji dołączyła narodowa hipokryzja.

A jeśli dodamy zastaw się a postaw się, boso ale w ostrogach i tym podobne inne wysoko cenione w Polsce przymioty, wyłania się niezbyt optymistyczny wizerunek społeczeństwa. Robimy jedno, mówimy drugie, dane słowo straciło jakąkolwiek wartość, poczucie wstydu praktycznie zanikło, a słowo honor wypadło ze słownika, gdzieś się rozbiło i zapomniane leży pod płotem. Niewielu to jednak przeszkadza. W sumie wszak dobrze żyje się bez żadnych zasad. Mile widziany jest za to każdy sprzeciw, bez względu na to, czy ma jakikolwiek sens. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a Tomek w swoim domku pan. Można by tak bez końca. Więc, kto nam będzie dyktował, co mamy robić? Narzucał jakiekolwiek warunki? Nam???? My będziemy robić to, co nam się chce. Człowiek uczciwy, przestrzegający reguł jest głupi.

Idący jezdnią osobnik płci męskiej z wózkiem, jest właśnie symbolem tych wszystkich cech, ma gdzieś przepisy, prawo, dobre obyczaje. Tymczasem z łamaniem prawa jest jak z kradzieżą – nieważne czy ukradniesz grosz czy milion. Przyzwolenie, które buduje się w głowie w przypadku takich i podobnych zachowań ma niestety dalekosiężne konsekwencje. Dlatego potem nikogo nie dziwi, ba wcale nawet nie przeszkadza, że ktoś nie publikuje wyroku, że kto inny mówi „bez żadnego trybu”, a policja może bezkarnie psikać obywatela gazem po oczach, że można robić milion innych rzeczy, bez podstawy, bez wstydu i przede wszystkim, bez żadnych konsekwencji.

Jest taka świetna książka Jona Ronsona „#WstydźSię”, opisująca jak drobne wpadki złamały kariery ludziom na świecie. Czytanie jej z polskiej perspektywy to jak lektura science fiction. Niestety. I chyba długo tak będzie.

Magdalena Gorostiza

Tagi:

społeczeństwo,  prawo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót