Nie jest jednak śmieszna dla Marty, która jest samotną matką. Dla Marty to Mount Everest, na który wspina się od kilku lat. Bez ekwipunku, ale za to zimą i codziennie spada w przepaść.

Marta nie wie, że o niej piszę. Może na mnie się wścieknie. Ale trudno. Pękło coś we mnie, kiedy zobaczyłam jej ostatnie posty. O tym, jak jest przezywany Oskar i kolejne błagania o wsparcie, żeby nie doszło do amputacji ręki.

Ręka mogłaby być sprawna, Marta ma wszystkie dokumenty. Oskara może w USA zoperować dr Paley. Jeden z najlepszych fachowców na świecie, wydłużyć kości, zrotować staw, tego nikt nie potrafi zrobić w Polsce. I to nie jest fantasmagoria, zbiórka na eksperymentalne leki czy metody, które nie dają żadnych rezultatów. Oskar mógłby być sprawny i w pełni samodzielny.

Ale na jego drodze stoją Himalaje bezlitości. Bo Oskar nikogo nie wzrusza. Nie umiera, nie jest słodkim bobasem ani kilkuletnią dziewczynką. Oskar niedługo zamieni się w faceta. W faceta z krótszą ręką, ale co tam, w końcu rożnie los ludzi doświadcza. Po stronie Oskara stoi tylko jego matka. Ja wiem, jak wygląda jej życie, bo rozmawiałyśmy kiedyś o tym. Od rana komputer i posty na Facebooka. Maile do bogatych firm, błagania do celebrytów. Zbieranie nakrętek, apelowanie do sumień. Jak widać, bez większego skutku. Firmy nie odpisują, celebryci milczą. Ona musi uzbierać nie tylko na operację, na wyjazd i pobyt w USA także.

 

 

Do końca zbiórki 50 dni. ‼️‼️‼️‼️

Opublikowany przez Martę Olimpią Dziubką Niedziela, 11 października 2020

 

Więc ja poniekąd w imieniu Marty pozwalam sobie pisać. Chcielibyście mieć taką rękę? Albo dziecko z taką ręką? Głupio pytam. A może chcielibyście codziennie w internecie widzieć swoje zdjęcie ze swoimi niedoskonałościami, które skrzętnie chowacie przed światem? Jakaś niemile widziana łysinka, albo oponki tłuszczu na brzuchu? Nie będę hipokrytką, ja też na Facebooka wrzucam takie zdjęcie, na którym może nie do końca widać wszystkie zmarszczki.

 

A Oskar? Oskar jest codziennie gdzieś na fotce ze swoim obnażonym kalectwem. Marta apeluje – zrezygnuj dziś z kawy, wpłać na mojego syna, albo może nie zjesz dziś ciastka? A dobre ciastko to kosztuje 10 zł i więcej. Można by zrezygnować choć raz z niego i wesprzeć zbiórkę Oskara. Szczególnie, że i tak przeciętna polska rodzina wyrzuca 2 tysiące złotych rocznie do śmietnika pod postacią zmarnowanej żywności.

 

Głos Marty się jednak nie przebija. Co innego, jak trzeba było wrzucić zdjęcie w szpilkach. Och, ile wtedy było czerwonych podeszew i pozowanych fotek, miło pokazać na fejsie buty za kilka tysięcy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, bo za każde zdjęcie miało iść całe dwa złocisze dla dzieciaków chorych na raka. Taka fajna akcja. Przyjemne z pożytecznym.

 

Historia Oskara przyjemna nie jest. Ani pożyteczna. Właściwie to jest banalna. Młody chłopak bez kasy i bez ręki. Ostatecznie ma matkę. Niech ona o niego zadba.

 

Magdalena Gorostiza

 

Zbiórka dla Oskara na siepomaga

Tagi:

Marta Dziubka,  Oskar Dziubka,  pomoc, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót