Partner: Logo KobietaXL.pl

W tym czasie przetrwała burze, wichury i miesiące życia na platformie zawieszonej kilkadziesiąt metrów nad ziemią, a jej historia obiegła cały świat.

 

Jeden wypadek zmienił jej plany na przyszłość

Julia Lorraine Hill urodziła się 18 lutego 1974 roku. W dzieciństwie otrzymała przydomek "Butterfly", gdy podczas rodzinnej wycieczki motyl przez dłuższą chwilę siedział na jej dłoni. Przez wiele lat prowadziła zwyczajne życie i nie angażowała się w działalność społeczną. Wszystko zmieniło się w 1996 roku, kiedy uczestniczyła w poważnym wypadku samochodowym. Uderzenie było tak silne, że przez wiele miesięcy przechodziła rehabilitację i wracała do sprawności.

Jak wspominała po latach, właśnie wtedy zaczęła zastanawiać się, jak chce wykorzystać swoje życie. Po zakończeniu leczenia dołączyła do grup zajmujących się ochroną środowiska i wyjechała do północnej Kalifornii. Na miejscu trwał konflikt między organizacjami ekologicznymi a Pacific Lumber Company, która prowadziła intensywną wycinkę starych lasów sekwojowych po zmianie właściciela przedsiębiorstwa. Aktywiści alarmowali, że tempo prac zagraża jednemu z ostatnich zachowanych fragmentów pierwotnego lasu.

W centrum sporu znalazła się sekwoja nazwana "Luna". Liczyła około tysiąca lat, choć część opracowań wskazuje, że mogła być nawet starsza. Drzewo rosło na terenie przeznaczonym do wycinki i dla protestujących szybko stało się symbolem całej kampanii. Julia uznała, że jedynym sposobem na jego ocalenie będzie uniemożliwienie rozpoczęcia prac.

10 grudnia 1997 roku wspięła się na szczyt Luny i zamieszkała na niewielkiej platformie zawieszonej niemal 60 metrów nad ziemią. Zakładała, że pozostanie tam najwyżej kilka dni. Nie przypuszczała, że kolejne dwa lata spędzi niemal bez schodzenia na ziemię, a jej protest stanie się jednym z najbardziej znanych pokojowych protestów ekologicznych końca XX wieku.

 

Życie na wysokości 

Pierwsze dni na szczycie sekwoi miały być krótkim protestem, który zwróci uwagę opinii publicznej na wycinkę starych lasów. Zainteresowanie mediów rosło jednak z tygodnia na tydzień, a Julia doszła do wniosku, że dopóki pozostaje na drzewie, jego wycięcie nie będzie możliwe. Niewielka platforma stała się więc jej domem. To właśnie tam spała, przygotowywała posiłki, myła się w ograniczonym zakresie, czytała, pisała i rozmawiała z dziennikarzami. Z czasem wypracowała codzienny rytm, do którego musiała dostosować każdą czynność, bo nawet najprostsze zajęcia wykonywała kilkadziesiąt metrów nad ziemią.

Nie byłoby to możliwe bez pomocy osób pozostających na dole. Wolontariusze regularnie dostarczali wodę, żywność, ciepłą odzież, baterie i inne niezbędne rzeczy, podciągając je na linach. Na platformie zamontowano także panele słoneczne, dzięki którym mogła korzystać z radia i telefonu oraz utrzymywać kontakt z osobami wspierającymi protest. Każda dostawa zależała jednak od pogody. Gdy nad lasem przechodziły silne wichury lub ulewy, transport zapasów trzeba było wstrzymać, a Julia musiała radzić sobie z tym, co miała pod ręką.

Najtrudniejsze okazały się kolejne miesiące spędzone w zmieniających się warunkach atmosferycznych. Zimą zmagała się z przenikliwym chłodem, wilgocią i deszczem, latem z wysokimi temperaturami oraz palącym słońcem. Podczas jednego z najsilniejszych sztormów porywy wiatru przekraczały 150 kilometrów na godzinę. Sekwoja wyginała się pod naporem żywiołu, a platforma nieustannie kołysała się na wszystkie strony. Julia przez wiele godzin pozostawała przypięta linami bezpieczeństwa, czekając, aż burza minie. Po latach wspominała, że właśnie wtedy po raz pierwszy poważnie zastanawiała się, czy uda jej się przetrwać.

Z upływem czasu coraz bardziej zaostrzał się również konflikt z właścicielem terenu. Według relacji aktywistów w pobliżu drzewa pracował ciężki sprzęt, uruchamiano agregaty i prowadzono wycinkę kolejnych sekwoi. Hałas trwał godzinami, a drgania wywoływane przez maszyny były odczuwalne także na platformie. Mimo tych działań Julia nie zdecydowała się zakończyć protestu. Wręcz przeciwnie – kolejne miesiące sprawiły, że o jej historii zaczęły informować media z różnych krajów, a sekwoja Luna stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli walki o ochronę najstarszych lasów Kalifornii.

 


O losie Luny zdecydowały wielomiesięczne negocjacje

Mijały kolejne miesiące, a protest Julii Butterfly Hill przestawał być lokalną akcją garstki aktywistów. O kobiecie mieszkającej samotnie na szczycie sekwoi pisały gazety i mówiły stacje telewizyjne z różnych części świata. Rosnące zainteresowanie sprawiło, że wokół wycinki lasów sekwojowych rozpoczęła się szeroka dyskusja. Organizacje ekologiczne domagały się wstrzymania prac, natomiast Pacific Lumber Company podkreślała, że prowadzi legalną działalność na należącym do niej terenie. Coraz większa presja opinii publicznej doprowadziła do rozpoczęcia rozmów między przedstawicielami firmy a obrońcami przyrody.

Negocjacje trwały wiele miesięcy i nie przynosiły szybkiego rozwiązania. Julia przez cały ten czas pozostawała na platformie, nie wiedząc, czy jej wysiłek zakończy się sukcesem. W grudniu 1999 roku strony osiągnęły porozumienie. Pacific Lumber Company zgodziła się pozostawić Lunę oraz otaczający ją fragment lasu w nienaruszonym stanie. Ochroną objęto około trzech akrów terenu wokół drzewa, a organizacje ekologiczne wraz z prywatnymi darczyńcami przekazały około 50 tys. dolarów jako rekompensatę za rezygnację z wycinki tego obszaru.

Dopiero po podpisaniu ugody Julia uznała, że cel protestu został osiągnięty. 18 grudnia 1999 roku zeszła na ziemię po 738 dniach spędzonych na platformie zawieszonej niemal 60 metrów nad ziemią. To, co miało być kilkudniową akcją, stało się jednym z najdłuższych i najlepiej udokumentowanych pokojowych protestów prowadzonych na drzewie. Historia młodej aktywistki zwróciła uwagę milionów ludzi na problem ochrony najstarszych lasów sekwojowych i sprawiła, że Luna stała się rozpoznawalnym symbolem tego ruchu.

Kilka miesięcy później drzewo ponownie znalazło się w niebezpieczeństwie. Nieznany sprawca wykonał w jego pniu głębokie nacięcie piłą mechaniczną, poważnie uszkadzając sekwoję. Początkowo eksperci obawiali się, że Luna może obumrzeć, jednak dzięki szybkim pracom zabezpieczającym udało się ją uratować. Drzewo przetrwało, a jego stan do dziś jest regularnie monitorowany przez specjalistów.

Po zakończeniu protestu Julia Butterfly Hill nie wycofała się z działalności społecznej. Założyła fundację, angażowała się w kampanie dotyczące ochrony środowiska i praw człowieka oraz publikowała książki opisujące swoje doświadczenia. Ponad ćwierć wieku od chwili, gdy wspięła się na Lunę, sekwoja nadal rośnie w lasach północnej Kalifornii. Historia 23-latki, która planowała spędzić na drzewie kilka dni, a pozostała tam ponad dwa lata, do dziś jest uznawana za jeden z najbardziej niezwykłych pokojowych protestów ekologicznych końca XX wieku.

 


Źródła:

https://dzikiezycie.pl/archiwum/2000/lipiec-sierpien-2000/powrot-na-ziemie-rozmowa-z-julia-butterfly

https://www.britannica.com/biography/Julia-Butterfly-Hill

https://www.ericputnambcma.com/julia-lorraine-hill-the-woman-who-lived-in-a-tree-to-save-a-forest

https://www.linkedin.com/posts/pratapverma_environmentalawareness-commitment-dedication-activity-7117384418779934720-uJ9Y

https://www.shethepeople.tv/womens-firsts/julia-butterfly-hill-environmental-activist-lived-on-tree-for-two-years-6949729

https://encyclopediaofarkansas.net/entries/julia-lorraine-butterfly-hill-2947/

https://en.wikipedia.org/wiki/Julia_Butterfly_Hill

 

Tagi:

protest ,  przyroda , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Newsletter
zapisz