Partner: Logo KobietaXL.pl

Mieszkasz w Beninie już szmat czasu. Byłbyś w stanie wrócić w tej chwili do swojej ojczyzny?

Myślę, że nie. Ja już nie czuję się zupełnie biały, jakikolwiek to może brzmieć. Ja odkąd tu przyjechałem, nigdy nie byłem w Belgii. Nie odczuwam takiej potrzeby. Tu życie jest kompletnie inne niż w Europie. Nie ma tylu nakazów, zakazów, nie żyjesz tak „od - do”. Afryka to miejsce, w którym człowiek naprawdę może czuć się wolny. To kompletnie inny świat.

 

Jak tu trafiłeś?

To długa historia. Studiowałem w Belgii prawo i ekonomię. Tak naprawdę to nie chciałem iść do wojska. Grałem dla przyjemności w scrabble i jeździłem na zawody po całej Europie. Zacząłem też robić pierwsze biznesy. Z ówczesną dziewczyną wyjechałem potem do Seulu i Hongkongu na 6 tygodni. Handlowałem rożnymi rzeczami. W 2000 roku przyjechała do Belgii kobieta, moja dawna wielka miłość, ze swoim mężem. Mieszkali już wówczas w Beninie. Byłem z nią w stałym kontakcie, właściwie z nimi, bo znaliśmy się dobrze. Nie chcieli zostać w Belgii, wrócili do Afryki. Mieli już wtedy trójkę dzieci. I to ona zaproponowała mi przyjazd. Chciała, żebym im pomagał, bo wychowywanie trójki dzieci w Afryce, wożenie ich tam do szkoły itp. nie było proste. Mąż pracował całymi dniami. Postanowiłem, że pojadę. Ja wtedy nawet nie wiedziałem, gdzie ten Benin jest. Żeby było taniej, leciałem do Nigerii. Z Paryża. Samolot miał opóźnienie i ostrzegano mnie, żebym nie leciał i nie lądował tam w nocy. Bo jest niebezpiecznie. Z Beninu miał przyjechać po mnie na lotnisko samochód. Rzeczywiście, zostałem napadnięty. Straciłem paszport. Ale wszystko się dobrze skończyło, odzyskałem dokumenty. Dojechałem do przyjaciół.

 

Wioska w Beninie.

Jak było?

Czasami strasznie, mieszkałem nieopodal stolicy, w małej miejscowości. Prąd był kilka godzin dziennie. Zapada noc o godzinie 18. a ty nie masz ani światła, ani radia, ani telewizji, ani klimatyzacji. Nie ma niczego, ciemność i gorąco. Komary, busz wkoło, najbliższy bar odległy o 8 kilometrów. Wróciłem po jakimś czasie do Belgii, ale już nie czułem się tu dobrze. Potem jeszcze wracałem kilka razy, ale już mnie ciągnęło do Afryki. Do niej można czuć albo miłość, albo nienawiść, nie ma pośrednich uczuć do Czarnego Lądu. W końcu tu zostałem.

Wioska w Beninie.

 

Nie było łatwo. Żeby sprawdzić pocztę, musiałem jeździć do stolicy Kotonu, było tam kilka internetowych kafejek. Życie było z jednej strony bardzo skomplikowane, z drugiej bardzo proste. Przez pewien czas pomagałam przyjaciołom przy dzieciach. Potem mąż mojej byłej dziewczyny postanowił otworzyć w stolicy elegancką restaurację. Zacząłem mu pomagać i tak już do dziś pracuje w tym biznesie.

 

Jak się przyzwyczaiłeś do życia w Afryce?

Zaprzyjaźniłem się z kapłanem voodoo w mojej wiosce. Prowadziliśmy niezwykle ciekawe rozmowy. To jest inny świat, inna mentalność, inne podejście. Tu się żyje inaczej. Jest wspólnota, jest przyjaźń, głównie z czarnoskórymi ludźmi. Jak masz czarnoskórego przyjaciela, nie zostawi cię w biedzie. Dzwoni, pyta, interesuje się tym, jak żyjesz. Czujesz, że masz życzliwych ludzi wkoło.

 

Byłam świadkiem wypadku drogowego w Beninie. Obcy ludzie szybko zrobili zrzutkę dla kierowcy, który miał zawieść ofiary wypadku do szpitala. To był tak naturalny odruch.

No to wiesz, o czym mówię. Choć oczywiście są rzeczy, które Europejczyka drażnią. Na przykład nauczyłem się, że jak mam zaproszenie na imprezę na godzinę 21. to nie ma sensu zjawiać się przed północą, bo raczej wcześniej nikt nie przyjdzie. Ktoś rezerwuje stolik na 13. w restauracji, zjawia się o godzinie 16. i dla niego nic się nie dzieje. Trzeba przywyknąć. Miałem dobrego pracownika. Pracował dwa dni w tygodniu, zaproponowałem, aby przychodził częściej, to zarobiłyby więcej pieniędzy. Nie chciał, bo przez resztę tygodnia odpoczywał w swojej wiosce. Dla nas to niezrozumiałe, tu jest to norma. Jak się do tego przyzwyczaisz, to przestajesz się tym przejmować.

Ceremonia voodoo.

 

Ale mówisz też o tym, że Afryka potrafi zniszczyć...

Po trzech latach pobytu w Beninie pojechałem pierwszy raz na dyskotekę do stolicy. To był szok. Nocny klub, 80 facetów, głównie białych. I około 300 ciemnoskórych kobiet, większość gotowa na wszystko. Można stracić głowę. Wielu mężczyzn straciło w Afryce dorobek życia. Nie mogli z niej wyjechać. Zostawali bez grosza. Ambasady pomagały im w powrocie do domu. Afryka jest jak hazard, jak masz skłonność do uzależnień, to cię wciągnie. Trudno potem się wygrzebać. Podobnie jest z robieniem biznesu. Jak nie masz naprawdę zaufanej osoby, szybko wszystkie pieniądze utopisz.

 

Ty też się zakochałeś w Afrykance…

To prawda. Ona miała 18 lat, ja 45. Poznałem ją w barze, pracowała tam 12 godzin, w nocy spała na podłodze. Zabrałem ją do siebie, kazałem rzucić pracę, zapisałem ją do szkoły, wzięliśmy ślub. Szkołę po roku rzuciła, stwierdziła, że nie chce się uczyć. Urodziła nam się córka, ale nasze drogi powoli się rozchodziły. Ja wracałem z pracy, kiedy ona wstawała, w restauracji tak się pracuje. Spaliśmy w oddzielnych pokojach. W końcu wszystko się rozwaliło. Domyślałem się, że kogoś ma. Ona jest z Togo. Wyprowadziła się ode mnie w 2022 roku. Wróciła do siebie, mieszka z tym mężczyzną. Zabrała naszą córkę, która ma teraz 9 lat. Bardzo za nią tęsknię. Córka straciła też dobre warunki. Mieszka bez wody, bez udogodnień. Wysyłam co miesiąc pieniądze dla niej, ale obawiam się, że wszyscy z nich żyją. Nie mam jednak na to żadnego wpływu. Tak się skończyła moja wielka miłość. Cóż, na własnej skórze doświadczyłem różnicy kultur, religii, tradycji, mentalności, innego podejścia do życia. To też jest Afryka.

 

Zmienił się Benin przez te 20 lat?

I tak i nie. Jest stolica Kotonu, ma bogate, luksusowe dzielnice. Są bogaci ludzie, szastający pieniędzmi. Tu jednak dla zwykłego człowieka średnie wynagrodzenie wynosi 50 euro miesięcznie. I tak się czasami zastanawiałem, jak się czuje kelner zarabiający 60 euro miesięcznie, kiedy przynosi do stolika rachunek na kilka tysięcy euro? Ale Afryka to świat kontrastów. Większość ludzi, śmiem twierdzić, że 95 procent żyje w niewyobrażalnej dla nas biedzie. Co wcale nie oznacza, że czują się nieszczęśliwi. Tu obowiązują dwie prędkości, jedna dla bogatych, druga dla biednych.

Kotonu dziś.

Ale do Belgii, jak mówisz, nie wracasz?

Po rozstaniu z żoną przeniosłem się z Kotonu do Grand Popo. Zarządzam hotelem Awale Beach, którego właścicielem jest Francuz. Nie wiem, ile tu zostanę. Po życiu w stolicy tu jest spokój i cisza. Wkoło nie ma niczego.

Hotel Awale Beach.

Hotel Awale Beach.

Zaczynam to doceniać. Mam kontrakt na 3 miesiące, potem zobaczę, co dalej. Do Belgii nie chcę wracać. Chciałbym pojechać tam z córką w odwiedziny do ojca, który ma 81 lat. Ale to kosztowna podróż. Chce pracować tak długo, jak się da. Zobaczymy, co przyniesie los. Ale to tu w Afryce jest mój dom. Jak mówiłem, tu człowiek może czuć się prawdziwie wolny, tego w Europie nie da się doświadczyć.

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

podróże ,  miłość ,  Benin ,  życie , 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót