Cudze chwalicie, swego nie znacie, mówi stare przysłowie i jest w nim wiele prawdy. Jeżdżę na koniec świata, a nie wiedziałam, że niespełna godzinę drogi od Lublina jest miejsce, w którym zrekonstruowano słowiańskie grody. W dodatku powstało 18 lat temu!

 

Gród Słowiański w Wólce Bieleckiej

 

- W 2004 roku był boom na agroturystkę i były na ten cel dotacje. Sprzedałem mieszkanie w Lublinie, zainwestowałem w grunty w Wólce Bieleckiej. Miałem od początku zamysł powiązania miejsca z naszą historią, żeby nie było tylko, że „cisza, grzyby i ucieczka od miasta”. Niestety, pomimo składanych projektów, nigdy nie dostałem żadnego wsparcia – mówi Jarosław Woliński.

 

Ale już wtedy nie było odwrotu. Postanowił stworzyć miejsce bez noclegów, ale takie, które przyciągałoby turystów. Jako, że pasjonuje go historia Słowian, wybór był dość oczywisty.

 

- Sam pewnie niczego bym nie zrobił, ale pomagała mi grupa podobnych do mnie pasjonatów i studentów archeologii. Na terenie 3,5 ha powstało „żywe muzeum”, które w sezonie od wiosny do jesieni przyciąga turystów z Polski, a także z zagranicy. Jest to replika 3 typów wczesnośredniowiecznych grodów w naturalnych rozmiarach, odwzorowane są wały, fosy, palisady. Możemy sobie wyobrazić, jak żyli nasi przodkowie -opowiada Grododziad.

Grododziad opowiada, jak onegdaj budowano.

 

Co ciekawe, odwzorowane grody istniały w okolicach Wólki Bieleckiej. Gród wieloczłonowy był zaledwie 7 km stąd, nad Wieprzem, istniał pomiędzy IX a XI wiekiem. Gród pierścieniowy był w Majdanie Horodyńskim, a gród stożkowy w nieodległym Andrzejowie koło Urszulina. Grododziad dodaje, że ten ostatni jest najlepiej zachowany, ale wprawne oko i w tamtych miejscach odkryje ślady po grodach.

 

Zwiedzających czeka ładny spacer.

 

Teren Słowiańskiego Grodu w Wólce Bieleckiej to blisko 4 hektary. Żeby obejrzeć wszystko, trzeba zrobić ładny spacer. W jednym z grodów jest pomnik Świętowita.

 

Świętowit

 

- Nie należy go jednak mylić ze Światowidem, bo takowy bóg nie istnieje – podkreśla Jarosław Woliński.

 

Świętowit to bóg urodzaju i wojny oraz naczelny bóg słowiańskiego plemienia Ranów, a w późniejszym okresie wszystkich Słowian połabskich. Jego zorganizowany kult znajdował się na wyspie Rugia, na przylądku Arkona, gdzie znajdowała się także jego główna świątynia. Wedle opisów średniowiecznych kronikarzy posąg przedstawiający tego boga posiadał cztery głowy, róg oraz miecz, a samemu bóstwu poświęcony był biały koń, siodło, stanica oraz orły. Raz w roku, po żniwach, odbywało się duże święto ku jego czci. Co zaś ze Światowidem? Joachim Lelewel tak rozszyfrował imię posągu znalezionego niedaleko rzeki Zbrucz i błąd poszedł w świat. Nie jest to jednak imię czczonego na Rugii słowiańskiego boga.

 

Grododziad w stroju z X wieku.

 

W Słowiańskim Grodzie odwzorowano inne miejsca kultu Słowian.

 

Kamienne kręgi.

Można zobaczyć też święte kręgi kamienne i ze słupów drewnianych z zawieszonymi czaszkami zwierząt, szałas zielarki, kurhan czy świętą brzozę. Grododziad mówi, że Słowianie obchodzili Święto Młodej Brzozy i Życiodajnych Sił Przyrody na początku czerwca. Teraz w to miejsce mamy Boże Ciało. Nasi przodkowie czcili brzozę, reprezentującą żeński pierwiastek świata. Święto było obchodzone na cześć Mokoszy, władczyni płodności, deszczu, wody. Uderzenia gałązką brzózki miało pobudzać siły witalne. Takich opowieści można posłuchać tu bez liku, bo wszyscy, którzy współpracują z Jarosławem Wolińskim to pasjonaci historii.

Święta brzoza

 

Czaszki zwierząt.

- Stworzyłem to miejsce tak, aby była możliwość bardzo widowiskowej i bliskiej prawdzie historycznej prezentacji życia grodowego, walki i uzbrojenia, obrzędów i kultu dawnych Słowian – podkreśla Grododziad.

 

Pamiątki robi się zimą na miejscu.

Przed grodem jest więc rekonstrukcje półziemianek, studnia zrębowa, budynek muzeum, meble, obrazy, drzeworyty. Jest sklepik, w którym można kupić pamiątki z „dawnych czasów” wykonywane na miejscu podczas zimy, kiedy jest znacznie mniej turystów.

 

Sebastian Kozłowski z Kamionki pokazuje, jak tradycyjnie wytwarza się naczynia z gliny. Do ich ozdoby używa naturalnych ziół i roślin zbieranych na okolicznych łąkach.

Można zobaczyć, jak powstają naczynia z gliny.

 

Kubeczki ozdabiane są roślinami.

 

Radek Smolak uczy min. strzelania z łuku, animacje prowadzi Małgosia Kieliszek, zwana tu Margolcią. Wszyscy w strojach dawnych Słowian, wzorowanych na tych z X wieku.

 

Radek Smolak w stroju z X wieku.

 

Margolcia sama zrobiła krajkę do sukienki.

 

- Dziś dzieci wiedzą, czym są laleczki voodoo, a nigdy nie słyszały o słowiańskich motankach, laleczkach tworzonych głównie na Ukrainie i Białorusi w celu ochrony domów, lub by spełniały marzenia. Dzieci pytają nas czy jesteśmy Wikingami. Mają sporo różnych wiadomości, ale wyrywkowych i z rożnych kultur. I praktycznie zero wiedzy o naszej przeszłości – podkreśla Jarosław Woliński.

 

Dlatego tu można się nauczyć, jak pisać gęsim piórem, jak robić czerpany papier, jak strzelać z łuku. Można zjeść podpłomyki czy zupę z pokrzyw.

 

 

Nigdy nie było żadnych dotacji.

 

 

- Rozkręcamy się znowu po pandemii, te dwa lata dały nam popalić, musiałem wziąć kredyt, nie jest łatwo, tym bardziej, że nigdy nie dostałem żadnego dofinansowania. Ale ten gród to moja pasja i dalej będę to miejsce rozwijał – mówi Jarosław Woliński.

 

Magdalena Gorostiza

 

Tagi:

podróże,  Słowiański Gród,  zwyczaje słowiańskie, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót