Kapliczka wisi dokładnie w tym miejscu, w którym na fotografii pokazał mi się orb. Robię tysiące zdjęć, ale nigdy wcześniej nie udało mi się sfotografować takiego zjawiska. Pojechałam do „Perły Gaju” w zeszłym roku, bo chciałam opisać to niezwykłe miejsce. Kilka dni temu wróciłam tam. Poszłyśmy razem z Krystyną pod kapliczkę.

 

Kapliczka wisi w miejscu, gdzie pokazał się orb.

 

- Była u mnie znajoma, śmiała się z moich opowieści. Ale chciała pod kapliczką zrobić sobie selfie. Nagle poprosiła, żebym to ja zrobiła jej zdjęcie, bo w telefonie, w miejscu gdzie jest kapliczka jest tylko dziwna mgła – opowiada Krystyna.

 

Wzięła od niej telefon, żeby sfotografować znajomą. Ku jej zdziwieniu kapliczka nie pokazywała się na ekranie. Była dziwna pustka w tym miejscu.

 

- Byłam tak zdziwiona, że nie pstryknęłam fotki, a teraz żałuję. Na moim telefonie wszystko było widać. Znajoma powiedziała mi, że teraz wierzy w moje opowieści – mówi Krystyna.

 

Do Starego Gaju zawitała kilka lat wcześniej. Od zawsze marzyła, żeby na emeryturze zamieszkać na wsi. Całe życie spędziła w Lublinie, najpierw pracowała w MPK, potem miała swoje firmy – prowadzone z rożnym szczęściem, jak mówi. Kiedy już dojrzała do decyzji o przeprowadzce, zamiast jednego małego domku, zaczęła stawiać domki dla gości.

 

- Pomyślałam sobie, że szkoda, abym tylko ja mogła z uroków tego miejsca korzystać. Tu jest jak w bajce i chcę, aby inni też mogli tej magii doświadczać – mówiła mi podczas mojej pierwszej wizyty.

 

 Stawy w

 

Kupiła dwa hektary w Starym Gaju, potem dokupiła kolejne dwa. Podmokłe grunty, chaszcze, miejscowi zrobili sobie wysypisko. Zaczęło się karczowanie, czyszczenie, wyjechało stąd kilka potężnych ciężarówek wywożąc stare kuchenki, lodówki, połamane krzesła. A że teren był bagienny, Krystyna uznała, że zrobi stawy. I okazało się, że ma właśnie źródła.

 

- Już wtedy zaplanowałam kąpielisko dla gości, żeby w gorące dni było się gdzie ochłodzić. W tym roku to się udało, w dodatku okazało się, że w tym miejscu też biją źródła, nie trzeba doprowadzać wody. I mamy własny złoty piasek – opowiada Krystyna.

 

Nowe kąpielisko.

 

 

Wstaje codziennie o 5. rano, pracuje do wieczora. Sama kosi, podlewa kwiaty, sprząta domki dla gości, robi dosłownie wszystko. Pomaga jej życiowy partner, to on praktycznie sam wykopał stawy, zarybia je, zajmuje się cięższymi pracami. I choć wcale nie jest lekko, Krystyna nie żałuje swojej decyzji.

 Od „Perły Gaju” jest zaledwie dwa kilometry przez las do Nałęczowa. Krystyna uważa, że jej wody też mają właściwości zdrowotne. Bolały ją stawy, brodziła w rzeczce, ból szybko ustąpił. W Lublinie miała kłopoty z ciśnieniem, tu jak ręką odjął. Świetnie jej się oddycha, śpi bez żadnych tabletek.

 

Gości przyjmuje dopiero czwarty sezon, to dopiero początki działalności. Są domki holenderskie bez ogrzewania, są też nowe, drewniane, te już są całoroczne.

 

- To nie jest jakiś dochodowy interes, nie zarabiamy na tym kokosów, inwestycja za mojego życia nigdy się nie zwróci. Ale to jest nasza pasja. I odkąd jest kapliczka, wszystko układa się lepiej. Ja uwielbiam to miejsce, mogę tam pomodlić się w ciszy – mówi Krystyna.

 

Krystyna nie ma wątpliwości, że to anioł upomniał się o obiecaną kapliczkę. Kiedy pewnego lipcowego poranka dwa lata temu wstała o świcie i zobaczyła obrośnięte kwitnącymi kwiatami stawy, rozpłakała się z radości i wdzięczności.

 

- Obiecałam wówczas Matce Boskiej, że zrobię jej kapliczkę, czas mijał, ja nie dotrzymałam słowa. Ale ciągle nie wiedziałam, gdzie mam kapliczkę powiesić. Chodziłam nad stawami i nic nie przychodziło mi do głowy – mówi Krystyna.

 Kiedy po mojej pierwszej wizycie w „Perle Gaju” przeglądałam zdjęcia do artykułu, na jednym z nich moją uwagę przykuł dziwny, świetlisty obiekt w kształcie elipsy. Skąd się wziął? Nie z aparatu, bo nie ma go na innych zdjęciach.

 

Orb na moim zdjęciu.

 

Wrzuciłam wówczas fotkę na grupę, która zajmuje się zjawiskami paranormalnymi. Odpowiedź przyszła natychmiast – to orb. Ponieważ pierwszy raz spotkałam się z takim zjawiskiem, zaczęłam szukać na ten temat informacji.

 

Pierwsze, te naukowe, dają dość prostą odpowiedź. Ich nazwa pochodzi od łacińskiego słowa „orbis” – krąg, sfera. Orby powstają, gdy w powietrzu znajdują się drobinki kurzu , krople deszczu lub owady. Światło z lampy błyskowej odbija się od nich i trafia do aparatu tworząc przeważnie białe koliste elementy na zdjęciu. Zdarzają się jednak inne kolory, kształty i struktury. Tyle tylko, że w tym dniu nie było deszczu, nie zauważyłam żadnych owadów, nie było też grama kurzu, bo poprzedniej nocy padało i chodziłam po grząskiej ziemi…

 

„Po raz pierwszy uwagę na orby zwrócił profesor Klaus Heinemann, kiedy oglądał fotografie wykonane przez jego żonę na spotkaniu bioenergoterapeutów. Heinemann zauważył, że na niektórych zdjęciach widać jakby krąg światła – niewielki, ale w pełni widoczny. Klaus Heinemann, który pracował w NASA, postanowił przeanalizować przyczynę powstawania tych kręgów. Być może przed obiektywem pojawiły się cząstki kurzu albo kropelki wilgoci? Sprawdził pokój, gdzie były robione zdjęcia, ale wyjaśnienia nie znalazł.

 

Wtedy profesor mający doświadczenie w pracy z najbardziej wyrafinowaną techniką, zbadał dokładnie aparat żony – ale też bez rezultatu. Mało tego: półprzeźroczyste sfery były też na zdjęciach zrobionych przez samego profesora. Zaintrygowany zaczął robić razem z żoną setki zdjęć – w najróżniejszych miejscach. Przeprowadził dziesiątki eksperymentów. Wówczas, na przekór swemu trzeźwemu zwykle stosunkowi do rzeczywistości, profesor Heinemann stwierdził, że ma do czynienia ze zjawiskiem jakiegoś paranormalnego umysłu. Tym bardziej, że wewnątrz niektórych kul dała się zauważyć złożona budowa warstwowa z jądrem i koncentrycznymi słojami” – czytamy na portalu presume.pl.

 

 Jak wyglądają orby?

 

- zwykle są okrągłe lub półokrągłe

- mają różne rozmiary i kolory, przy czym kolor biały jest najczęstszym kolorem

- mają różne stopnie jasności

- mają różne stopnie krycia i przezroczystości

 

 Cherokee Billie, medium duchowe z ponad 30 letnim stażem pisze, że niektórzy badacze duchów uważają, że orby są duchami zmarłych. Sama Billie jednak skłania się do hipotezy, że orby to anioły. Ich istota duchowa nie może być na Ziemi w formie fizycznej, więc pojawiają się w najłatwiejszy sposób, aby można je zobaczyć i zrozumieć, że są z nami. Czasami anielskie kule mają kolory, a kolory wskazują rodzaj energii, która jest obecna w kuli. Znaczenie kolorów w kulach zwykle odpowiada znaczeniom różnych kolorów promieni światła anioła, którymi są:

 

- niebieski (moc, ochrona, wiara, odwaga i siła)

- żółty (mądrość decyzji)

- różowy (miłość i pokój)

- biały (czystość i harmonia świętości)

- zielony (uzdrowienie i dobrobyt)

- czerwony (mądra służba)

- fioletowy (miłosierdzie i przemiana).

 

Na grupie dotyczącej zjawisk paranormalnych dostałam jednoznaczną odpowiedź - "Niebieskie kule wskazują na obecność potężnych Archaniołów i Duchowych Przewodników. Niebieskie kule są również bardzo ochronne i mogą również wskazywać na Anioła Stróża.”

 

Zdjęcie natychmiast wysłałam Krystynie. Ona nie wahała się ani chwili.

 

- Anioł wskazał miejsce na moją kapliczkę, teraz już wiem, gdzie ją powieszę – mówiła mi podczas rozmowy telefonicznej.

 Figurkę Matki Boskiej, którą tam wstawiła, ma od ponad 20 lat. Dostała ja w prezencie o zaprzyjaźnionej Włoszki, która dla Krystyny przywiozła ją z Lourdes. Figurka jest z plastiku, w środku była woda święcona, ale Krystyna ma do niej niezwykły sentyment.

 

- Nie rozstawałam się z nią, zawsze stała przy moim łóżku, gdziekolwiek byłam. Trochę było mi żal. Ale znajomy, który wieszał kapliczkę powiedział, żebym spojrzała, gdzie Matka Boska patrzy. Wprost na moje drzwi, omijając wszystkie drzewa! Jest dalej ze mną i mnie chroni, a to najważniejsze – mówi Krystyna.

 

 Kapliczka wisi na wprost domu Krystyny.

Kapliczka wisi od zeszłego roku, ale już była miejscem dziwnych zdarzeń, jak twierdzi Krystyna. Pokazywała ją rożnym osobom i prawie każdy ma w jej sąsiedztwie dziwne, niesamowite odczucia. W tym roku postawiła obok kapliczki ławkę, można posiedzieć, pomodlić się w ciszy. Ona to miejsce uwielbia. Pod kapliczką powiesiła zdjęcie orba.

 - Nie wszystkim gościom opowiadam o tej historii, bo przecież lidzie są różni i mają do tego prawo. A chcę, żeby czuli się u mnie dobrze. Jednak odkąd kapliczka wisi w miejscu wskazanym przez anioła, dzieją się u nas same dobre rzeczy – mówi Krystyna.

 

Pod kapliczką zawisły zdjęcia orba.

 

Dlatego zdecydowała się, że powie o niej światu. Może są ludzie potrzebujący takie spotkania z Matką Boską, w spokoju, ciszy, na łonie natury? Może mają jakieś problemy, chcieliby się pomodlić o wsparcie?

Co roku w Nałęczowie odbywa się Festiwal Otwartych Ogrodów. Najbliższy jest w ten weekend 25-26 czerwca. Właściciele otwierają swoje ogrody dla zwiedzających, organizują różne imprezy. Krystyna w tym roku dołączyła do akcji. Chce pokazać swoje miejsce na Ziemi i mówić o kapliczce. Swoje wydarzenie nazwała „Cud nad rozlewiskiem”.

 

Magdalena Gorostiza

 

źródła: https://cherokeebilliespiritualadvisor.com/blogs/all/are-orbs-spirits

 

https://presume.pl/orby-tajemnicze-kule

 

 

Tagi:

cud,  perła Gaju,  Krystyna Wolińska,  podróże,  orby, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót