Mieszkam w Lublinie, więc do Kazimierza mam około 50 km. Pojechaliśmy we dwoje z mężem. Na tamtejszej stacji Orlenu tankowałam benzynę po 7,99 zł za litr. Mój samochód spala około 10 litrów na 100 km. Sam dojazd to już 80 złotych.

 

Spacer zaczynamy od rynku.

 

 

Do Kazimierza dotarliśmy około południa. Znalezienie parkingu już nie było łatwe. Na wielu brakowało miejsc. Koszt parkowania to 20 – 25 zł za cały dzień.

 

Tradycyjnie spacer zaczęliśmy od rynku. Krótka przerwa na coś do picia. Woda i cola w kawiarni w samym centrum i dostajemy rachunek w wysokości 18 złotych. Mimo to trudno znaleźć wolny stolik gdziekolwiek i ludzi jest naprawdę sporo.

 

Woda z colą w kawiarni 18 zł.

 

 

Jest piękna pogoda, nie brakuje turystów.

 

 

Czas na spacer nad Wisłą, pogoda dopisuje, jest więc wielu turystów.

 

Widoki, jak zawsze piękne.

 

Ludzi nad Wisła nie brak.

 

Rzut oka w ulubionych galeriach, gdzie jak zwykle jest co podziwiać. Ja uwielbiam rzeźny Alexa Johansona i jak zwykle obiecuję sobie, że kiedyś taką kupię.

 

kazimierzowskie galerie kuszą bogatą ofertą.

 

Zmęczeni upałem i spacerem szukamy miejsca na obiad. Nie jesteśmy jakoś bardzo głodni, ale mamy ochotę na chłodnik. Siadamy w restauracji w centrum i zamawiamy dwie wody, dwa chłodniki i jedną porcję pierogów na dwoje (7 sztuk). Porcja chłodnika z samej botwinki, bez grama ogórka czy rzodkiewki, z połówka jajka kosztuje 18 złotych! Ruskie pierogi 34 złotych. Jakiekolwiek danie mięsne to już byłby wydatek ponad 40 złotych. Dostajemy rachunek w wysokości 88 złotych, a trudno powiedzieć, żebyśmy zjedli porządny obiad. Gdyby na naszym miejscu byłą rodzina z dwóją dzieci i każdy zamówił zupę i drugie danie, to rachunek wyniósłby grubo ponad 200 złotych!

 

Trudno to nazwać obiadem...

 

Rezygnujemy z deseru, postanawiamy, że zjemy go po drodze do domu w Nałęczowie. Niestety, nasza ulubiona kawiarnia jest mocno oblegana, trzeba stać w kolejce pewnie około pół godziny, w dodatku chwilowo nie ma szans na stolik. Postanawiamy zajrzeć do cukierni i kupić coś na wynos do domu. I tu miła niespodzianka. Trzy spore kawałki naprawdę dobrego ciasta kosztują 33 zł. Czyli praktycznie tyle samo co porcja ruskich pierogów.

 

Tu cena jest dobra.

 

Niedzielny wypad zaliczony. Czas na podsumowanie wydatków. Wydaliśmy we dwoje 240 złotych. Jeśli będziemy co tydzień wyjeżdżać na niedzielne wypady, musimy przeznaczyć na to około 1000 zł miesięcznie w domowym budżecie.

 

Tagi:

podróże,  Kazimierz,  ceny,  społeczeństwo, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót