Byłaś na urlopie w Turcji akurat kiedy zaczęły się tam pożary. Jak to wyglądało?

Myśmy ognia nie widzieli, byliśmy w okolicach Side, pożary były jakieś 20 km od nas. Ale wrażenie było potworne, niebo zrobiło się czarne, słońce czerwone. Jakby koniec świata nadchodzi. Nie było na szczęście paniki, a hotele były pełne. Gdyby ludzie zaczęli uciekać, to chyba by stratowali jeden drugiego. Patrzyliśmy na to wszystko z niedowierzaniem. Na szczęście dla nas, pożary przeniosły się w głąb lądu. I tylko te chmury nam zostały. 

Słońce zrobiło się czerwone.

 

Nad hotelami wisiała chmura pyłu.

 

Media relacjonowały, że ludzie wracali do domów, że przerywali wakacje?

Bzdura, nie miałabym nawet jak wrócić, bo nie było żadnych samolotów, większość turystów przyleciała czarterami. Nie było też takiej potrzeby. Do nas natychmiast przyjechała rezydentka, była bardzo przejęta, bo widać, że ona jest z Turcją emocjonalnie związana. Opisała całą sytuację. No ale część klientów narzekała, że klimatyzacja gorzej chodzi, bo wyłączono prąd i wszystkie hotele chodziły na agregatorach. Rozumiesz, ludzie walczą o życie, tracą dobytek, a problemem jest w tym momencie klimatyzacja! Że słabiej działa i w pokoju nie jest tak chłodno jak przedtem.

 

W Bodrum pożar sięgnął miasta, nie bałaś się?

Nie, bo jak mówiłam, od nas nawet nie było ognia widać. Pożary trwały, trwała akcja gaśnicza, obserwowaliśmy te samoloty nabierają wodę z morza.

 

Akcja gaśnicza.

 

No i wisiała nad nami ta czarna chmura non stop. Znalazłam w hotelu kanał telewizyjny, który dawał cały czas relacje z pożarów. Faktycznie było tragicznie w niektórych miejscach, zginęli ludzie, ginęły zwierzęta, przepadał dorobek życia. Sytuacja nie była dla mnie komfortowa. Bo tam obok tragedia, a my tu na wczasach, miałam z tyłu głowy takie myśli. Ale co możesz w sumie poradzić?

 

Co mogliśmy zrobić?

 

Nie zaciągniesz się na ochotnika, bo nikt cię nie przyjmie. W hotelach życie toczyło się swoim rytmem, animacje, dyskoteki, stoły uginające się od jedzenia, miałam wrażenie, że Turcy starają się nas uspokoić, zatuszować, to niemiłe wrażenie. Byłam w Alanyi, w Side, wszędzie było spokojnie, nie było żadnej paniki. Wszyscy przywykli nawet do tej chmury na niebie. Takie życie. Choć muszę ci powiedzieć, że czasami wiatr przynosił popiół, który spadał na stoliki, na leżanki, na krzaki. I zastanawiałem się wtedy, co z nieba na mnie leci, czy to spalone drewno, czy czyjeś szczątki. Przypomniał mi się wiersz Czesława Miłosza „Campo di Fiori”. On jest o powstaniu w getcie między innymi, o tym, że ludzie za murem umierali, getto płonęło, a zaraz obok inni ludzie jeździli radośnie na karuzeli. Miłosz też pisze o czarnych latawcach z płonących w getcie domów...

 

Wiatr przynosił popiół.

 

Momentami wszędzie był pył.

 

Czytałam niedawno książkę francuskiego dziennikarza Stephane Allixa „Gdy byłem kimś innym”. Napisał w niej, że jeśli coś nie zaburza ludziom osobistego komfortu, to zgodzą się na wszystko, są obojętni na to, co się wokół dzieje. On pisał o faszyzmie, ale myślę, że dotyczy to bardzo wielu różnych sytuacji.

To kwintesencja tego, jaki stał się człowiek. Kiedy ja wracam myślami do tych pretensji o klimatyzację, to zastanawiam się, jak można mieć takie podejście do życia. Ale jak widać, można. Ludzie raczej niespecjalnie przejmowali się pożarami. Myślę, że większe poruszenie wywołałby brak wódki w barze. Dwa pierwsze dni pożaru rzeczywiście były straszne, potem w miarę jak się oddalał, wszystko wracało do normy.

 

Życie w kurortach toczyło się swoim rytmem.

 

Wczasy opłacone to trzeba wykorzystać i się dobrze bawić. Z drugiej strony, jak mówiłam, co moglibyśmy zrobić? Taki jest nasz dzisiejszy świat.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Tagi:

podróże,  Turcja,  pożary, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót
Wyszukiwarka
Newsletter
zapisz
Reklama: