Spędził pan miesiąc w Azji Centralnej zwiedzając Kazachstan, Kirgistan, Uzbekistan i Tadżykistan. To nadal region dość egzotyczny dla Europejczyka…

Azja Centralna to piękny świat dualizmów i paradoksów. Z jednej strony można zobaczyć bezkresne płaskie po horyzont stepy i pustynie, z drugiej wspiąć się na jedne z najwyższych gór świata, można oglądać piękne, misternie zdobione starożytne budowle obok XX-wiecznych masywnych i budzących niepokój obiektów z nurtu socrealizmu czy brutalizmu. Można spotkać terrorystów lub ludzi wyjątkowo przyjaznych i pomocnych, jednak jeśli ktoś nie zna rosyjskiego lub mowy lokalnej, w relacjach musi wystarczyć język ciała lub miły uśmiech. To rejon świata, gdzie islam miesza się z prawosławiem i katolicyzmem, choć jeszcze niedawno wszystko było zbudowane na komunizmie.

Dzieci z Tadżygistanu.

Dzieci z Tadżykistanu.

 

Gdzieniegdzie (np. na tadżyckiej prowincji) na turystów patrzy się spode łba, gdzie indziej nie bez kłopotów przekracza się granicę, na której jeszcze kilka lat temu (jeśli w ogóle była otwarta) zdarzały się przypadki sprawdzania zawartości telefonów komórkowych pod kątem fotografii strategicznych obiektów militarnych lub treści pornograficznych.

 

Pierwszym miejscem na trasie był Kazachstan i jego stolica. To dziś bogaty kraj, podobno miasto robi niesamowite wrażenie?

Moja miesięczna przygoda z Azją Centralną zaczęła się w miejscu niezwykłym – Nur-Sułtanie, stolicy Kazachstanu, która zmieniała swoją nazwę już wielokrotnie. Ostatnia pochodzi od imienia byłego autorytarnego prezydenta Nazarbajewa, który rządził krajem przez blisko 30 lat aż do rezygnacji z urzędu w 2019 roku w niewyjaśnionych do końca okolicznościach. Jego imieniem nazwana jest obecnie spora część obiektów publicznych w państwie, m.in. lotnisko czy uniwersytet.

 

Stolica Kazachstanu

Stolica Kazachstanu.

 

Astana, bo poprzedniej nazwy stolicy wolę używać, ma wyjątkowe położenie – widać to z przeszklonej górnej części o kształcie mającym przypominać jajo sławnej wieży Bajterek wyrastającej w centrum stolicy. Granice miasta z każdej strony są bardzo wyraźne. Nie ma typowych przedmieść. Z bezkresnych kazachskich stepów wjeżdża się lub wchodzi bezpośrednio do metropolii. Na pierwszy rzut oka architektura jest tu bardzo nowoczesna, przemyślana i dobrze zakomponowana – wszystko układa się wzdłuż linii długich alei i traktów. Dominują budowle o charakterystycznych nieraz kształtach np. piramidy czy namiotu (jak Chan Szatyr – jedna z największych galerii handlowych na świecie), zaprojektowane ze stali i szkła w tradycyjnych państwowych kolorach – niebieskim i złotym. Całość robi olbrzymie wrażenie ze względu na nowoczesność, ogrom i przepych – ale tylko z oddali. Z bliska widać niedoskonałości wykończenia – pękające, rozchodzące się lub niedoszlifowane płyty marmuru czy granitu. A wszystko za sprawą pośpiechu. Wystarczyło bowiem kilkanaście lat, by z niewielkiej osady, której resztki w postaci rozsypujących się chat widać gdzieniegdzie, powstał urbanistyczny moloch.

 

Ten region to przede wszystkim wspaniała przyroda, ale nie brakuje też zabytków. Co najbardziej zapadło w pamięć?

W trakcie wyprawy odwiedziłem także Kirgistan, Uzbekistan i Tadżykistan. Wszystkie te miejsca zdecydowanie różnią się od siebie przyrodniczo, każdy rejon ma inny typ atrakcji. W Kazachstanie dominują stepy i pustkowia, choć w okolicach Ałmatów można podziwiać lodowiec w górskim paśmie Zailijskiego Ałatau. Wystarczy w centrum miasta wsiąść w miejski autobus nr 12, potem przesiąść się do jednej z najdłuższych kolejek górskich świata, by w kilkadziesiąt minut znaleźć się na wysokości ponad 3000 m n.p.m. Niestety niewiele widać z często odwiedzanych okolic narciarskiego kurortu Szymbulak, bo miasto przykrywa gęsta warstwa smogu. Warto także wziąć taksówkę i wybrać się z Ałmatów do Kanionu Szaryńskiego tuż przy granicy z Chinami. Rzeka Szaryn wyżłobiła głęboki i postrzępiony rów niewiele różniący się od amerykańskiego kanionu Kolorado.

Kanion Szaryński Kazachstanie

Kanion Szaryński w Kazachstanie.

Kirgistan ma z kolei pasmo gór Tienszan z najwyższym spośród nich Szczytem Zwycięstwa o wysokości 7439 m n.p.m. oraz drugie co do wielkości po Titicaca jezioro obszarów górskich na świecie, położone na wysokości 1609 m n.p.m. – Issyk-kul. Niezwykłym doświadczeniem jest kąpiel poza szczytem sezonu turystycznego przy pustej plaży w Chołpon-Ata, gdzie jeszcze za czasów Związku Radzieckiego bawili się komunistyczni dygnitarze w swoich luksusowych daczach, a tuż obok w mniej przyjaznych warunkach lokalowych (lub wręcz bez nich) spędzali czas radzieccy hipisi. Niedaleko od linii brzegowej jeziora znajduje się sławne stanowisko archeologiczne, w miejscu, gdzie prehistoryczni mieszkańcy nanieśli na kamieniach aż 4000 rysunków, głównie zwierząt leśnych i scen polowań. Jest tu też kilka kręgów i kilkanaście bab kamiennych czy balbali (tak spolszczyć można angielską nazwę balbals) – antropomorficznych figur charakterystycznych dla centralnej Azji i Mongolii ukazujących członków dawnych koczowniczych społeczności. Szkoda tylko, że deszcz zmył sporą część petroglifów, a wiele kamieni wykradli okoliczni wandale – trudno jest bowiem jednemu stróżowi dopilnować nieogrodzony teren o powierzchni kilku czy kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych.

 

Petroglify w Chołpon - Ata.

Petroglify w Chołpon-Ata.

 

Najwięcej zabytków oferuje oczywiście Uzbekistan. Bezkresne i mało atrakcyjne pustkowia rekompensują obiekty Samarkandy, uznawanej przez niektórych badaczy za najstarsze miasto świata, Buchary czy stołecznego Taszkientu, którego ulice prawie świecą od czystości zapewnianej na bieżąco przez rzeszę sprzątających pracowników. Uzbeckim „must see” jest niewątpliwie samarkandzki kompleks Registan, w skład którego wchodzą trzy medresy, czyli teologiczne szkoły muzułmańskie.

 

Registan w Samarakndzie.

Registan w Samarkandzie.

 

W fasadzie medresy Szir Dar odważny artysta umieścił przedstawienie lwów (bardziej wyglądających jak tygrysy) atakujących gazele oraz tarcze słoneczne z ludzkimi twarzami. Jest to absolutna osobliwość w sztuce islamu, gdzie zabronione i traktowane jako świętokradztwo są wszelkie motywy figuralne, ludzkie lub zwierzęce. Koniecznie trzeba też zobaczyć grobowce królów, przede wszystkim Timura Chromego zwanego Tamerlanem. W Bucharze na terenie unikalnego Starego Miasta tętni życie i handel. Warto zakupić wyroby rękodzieła, a zwłaszcza grafikę od lokalnego artysty. Region jest znany z produkcji papieru i drogich wełnianych dywanów. W okolicach urodził się też Awicenna – lekarz, filozof i uczony, jeden z najmądrzejszych ludzi dawnego świata arabskiego. Uzbekistan to także dość ortodoksyjne państwo islamskie. Wśród zabytków najbardziej więc rzucają się w oczy starożytne meczety, minarety, medresy, mauzolea.

 

Minaret w Bucharze.

Minaret w Bucharze.

 

Nie zabraknie także atrakcji dla miłośników socrealizmu, nowszej i bardziej topornej architektury. Kazachskie Ałmaty mają z kolei hotel Kazachstan zaprojektowany w duchu brutalizmu, w centrum kirgiskiego Biszkeku czy w tadżyckiej stolicy Duszanbe znaleźć można piękne i masywne płaskorzeźby lub mozaiki architektoniczne tworzone raz misternie – z kawałków ceramiki czy szkła, innym razem z masywnych bloków betonu, co potęguje wrażenie trójwymiarowości przedstawionego motywu.

 

Biszkek w Kirgistanie.

Biszkek w Kirgistanie.

 

Niewiele jest natomiast w regionie muzeów, które można polecić. Jeden z wyjątków stanowi Państwowe Muzeum Sztuki im. A. Kastiejewa w Ałmatach, w którym obok tradycyjnej sztuki kazachskiej, zakorzenionej mocno w radzieckim socrealizmie, znaleźć można także bardzo odważne jak na kraj muzułmański dzieła o tematyce homoseksualnej.

 

Jak się tam podróżuje? Jest bezpiecznie?

Różnie wygląda transport w owych krajach postsowieckich. W Kazachstanie ze względu na spore odległości najlepiej wybrać samolot. Połączenie Astana-Ałmaty obsługuje lokalna linia Bek Air. Na potrzeby mojego lotu podstawiono maszynę o nazwie Fokker 100. To samolot holenderskiej produkcji. Choć ostatni egzemplarz wypuszczono w 1997 roku, ten był w niezłym stanie, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Wiele słyszy się o turkoczących i telepiących się konstrukcjach, których wiek sięga jeszcze czasów Związku Radzieckiego. Nietypowe okazało się za to zachowanie pasażerów. Po wylądowaniu w Ałmatach zaczęli wyjątkowo energicznie bić brawo i krzyczeć z – wydawać by się mogło – przesadzoną radością, nie tak jak podczas niektórych europejskich rejsów, gdy czasami ktoś klaśnie kilka razy bez przekonania. Tutaj czuć było, że zeszło z tych ludzi napięcie. Zrozumiałem zachowanie pasażerów dopiero kilka tygodni po powrocie do domu, gdy w mediach podano tragiczną informację o katastrofie samolotu linii Bek Air mającego lecieć z... Ałmatów do Astany. Być może był to nasz egzemplarz. Śmierć zajrzała mi w oczy ponownie w samych Ałmatach, gdy nocnym autobusem jechałem z lotniska do hostelu. Kierowca miał na liczniku prędkości z pewnością przeszło 100 km/h i ledwie wyrabiał się na zakrętach. Inni pasażerowie patrzyli się na mnie i lekko się uśmiechali, jakby chcąc pocieszyć, że sytuacja wcale nie odbiega od normy. W Kazachstanie funkcjonują prawie wszystkie znane środki transportu. W Uzbekistanie, jako że krajobraz jest płaski, najbardziej popularna stała się kolej. Można skorzystać z kilku klas pociągów, które przemieszczają się według trzech stopni szybkości – wlokąc się, jadąc normalnie lub dwa razy szybciej.

 

Marguzor (Seven Lakes) w Tadżygistanie

Marguzor (Seven Lakes), Tadżykistan.

 

Tadżykistan jest krajem prawie w stu procentach górzystym. Nie ma tam kolei. Podróżować można tradycyjną marszrutką, czyli popularnym w krajach byłego Związku Radzieckiego środkiem transportu zbiorowego. O dziwo, podczas mojej podróży nie istniało takie połączenie między jednym z większych miast – Pandżakentem, a stolicą Duszanbe. Nie pozostawało nic innego, jak złapać taksówkę za skromne 10 dolarów od osoby. Poza kierowcą jechała jeszcze kobieta z dzieckiem i sympatyczny mężczyzna. Do końca życia będę pamiętał tę podróż. Okazuje się, że bez większego kłopotu można symultanicznie mknąć górskimi serpentynami, nie zwalniając zbytnio na zakrętach, palić papierosa i rozmawiać przez komórkę oraz złościć się, gdy w nieoświetlonym tunelu spowitym kurzem ktoś śmie jechać z naprzeciwka podczas zabronionego manewru wymijania. A kobieta z dzieckiem nawet nie drgnęła ze strachu. Podróżnicy często odwiedzają góry Pamir. Miesiąc przed moją wizytą w Tadżykistanie w tym rejonie zabito trzech turystów poruszających się na rowerach – zostali z premedytacją potrąceni przez pędzącą ciężarówkę. Śledztwo wskazało rzekomych winowajców – islamistów rekrutujących się z bogobojnych bywalców meczetu w Duszanbe. Odwiedziłem oczywiście to miejsce. Napiętą atmosferę na placu przed budowlą wzbudził pewien człowiek, który bez ogródek uprzedził, że obcy nie są tu mile widziani. Skończyło się na zakupie kilku olejków, tasbihu (muzułmańskiego sznura modlitewnego) i ozdobnego mini Koranu w sklepie z dewocjonaliami w pobliskiej bocznej uliczce, do którego turyści z pewnością nie zaglądają.

 

A tamtejsza kuchnia? Co zachwyca smakiem?

Kuchnia z kręgu centralnej Azji to przede wszystkim aromatyczny pilaw sporządzony na bazie ryżu, warzyw, mięsa i mnóstwa przypraw, szaszłyki oraz pyszne pieczywo (np. kirgiska lepioszka). Warto spróbować potraw wywodzących się z kultury ludów nomadycznych, specyficznych „przysmaków” nie dla każdego, które chyba nigdy się nie psują. Zęby można stracić, próbując przegryźć kurut – suszony na słońcu bardzo słony jogurt w postaci skostniałych kulek. Na stepie, jak to na stepie, jada się konie. Konina, nawet po zamarynowaniu, jest mięsem bardzo twardym.

Bazar w Biszkeku Kirgistan.

Bazar w Biszkeku, Kirgistan.

Nigdzie na świecie nie ma tak smacznych arbuzów jak w Kirgistanie czy tadżyckich winogron kupowanych za 30 amerykańskich centów za kilogram na lokalnym bazarze. Popularna jest też kuchnia chińska. Na przedmieściach Duszanbe można odwiedzić pewną niezwykłą restaurację, gdzie menu napisano wyłącznie z użyciem języka Państwa Środka. Zamawia się na przykład talerz zupy rybnej. Niech nikt się nie zdziwi, kiedy dwie kelnerki (jedna nie dałaby rady) przyniosą... miednicę z potrawą. Zupa przepyszna, bardzo dobrze i mocno przyprawiona (jak zawsze w kuchni azjatyckiej), choć pływały w niej wszelkie możliwe cząstki ryby, łącznie z płetwami i jednym dostrzeżonym... okiem. Alkohol w Uzbekistanie kupuje się w sklepach sieci Vino-Vodka. Za wszystko płaci się dosłownie workami pieniędzy, bo lokalna waluta sum ma niewielką wartość, a bankomatów jest jak na lekarstwo.

 

Do tych rejonów rzadko trafiają turyści, często bojąc się, że może być tam niebezpiecznie. Pan postanowił zmienić tę opinię.

Po powrocie z Azji Centralnej zdałem sobie sprawę, że nie spotkałem po drodze żadnego Polaka. Krajanie odwiedzają Turcję, Gruzję, a daleko w Azji – Indie, Chiny czy Tajlandię. Z kolei omówione powyżej tereny omijają. Pewnie boją się terrorystów i nie wierzą, że w krajach postsowieckich może być bezpiecznie i ciekawie. Postanowiłem odczarować ten rejon świata.

Z miejscowymi w Tadżykistanie.

Z miejscowymi w Tadżykistanie.

 

Ale nie tylko. Tak zrodziła się myśl o powołaniu do życia autorskiego festiwalu o tematyce orientalnej: East est – Festiwalu Wschodnich Podróży w Lublinie, podczas którego spotykają się wybitni podróżnicy, pisarze i artyści. Zapraszam serdecznie na II edycję. Jeśli po raz kolejny pandemia i nieproszony gość, notabene ze Wschodu, nie pokrzyżuje nam planów, zobaczymy się 18, 19 i 20 czerwca 2021 roku. Zachęcam do odwiedzania strony www.eastestfestiwal.eu i profilu na Facebooku: @eastestfestiwal. Nie bójmy się jechać na Wschód! Nie spotka tam nas nic gorszego niż podczas wieczornego spaceru w rodzimej okolicy. I jest tam przepięknie!

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

dr Dominik Maiński – historyk, historyk sztuki, podróżnik, przewodnik turystyczny PTTK po Lublinie, „Przewodnik Inspiracji” Urzędu Miasta Lublin, twórca i organizator East est – Festiwalu Wschodnich Podróży, odwiedził przeszło 50 krajów w Europie, Afryce, Azji i Ameryce Południowej

Tagi:

podróże,  Dominik Maiński,  Tadżykistan,  Uzbekistan,  Kazachstan, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót