W moim hotelu życie jednak kwitnie. Choć oczywiście podlega ograniczeniom. Hotel zapełniony jest w około 65 procentach, żeby sprostać wymogom bezpieczeństwa związanymi z covid. Choć na wyspie koronawirusa praktycznie nie ma, zaledwie 1200 przypadków od początku epidemii, 19 zgonów. Nie mniej i tu odcięto wyspę od świata, był lockdown, w dodatku restrykcyjny. Z domu można było wyjść trzy razy w ciągu doby i to po wysłaniu smsa i uzyskania zwrotnie zgody.

W lipcu Cypr otworzył się na turystów, podzielono jednak przyjezdnych na strefy, pod względem ilości zachorowań w danym kraju. Polska jest w grupie A, możemy wjeżdżać bez testów na covid. Trzeba jednak uzyskać w internecie Cyprus Flight Pass. Bez niego zostaniemy cofnięci z lotniska lub zapłacimy karę 300 euro. 

- Do tej pory większość naszych gości była z Wielkiej Brytanii - mówi Nicolas Protopapas, generalny dyrektor hoteli Leonardo Plaza Cypria Maris i Cypria Bay. - Teraz hotel żyje wyłącznie z turystów z Polski i Cypru. Anglików praktycznie nie ma na wyspie.

 

W Lonardo Plaza wypoczywają głównie Polacy i Cypryjczycy

Leonardo Plaza Cypria Maris - hotel jest godny polecenia. 

 

Wielka Brytania jest w grupie B. To oznacza, że każdy turysta musi okazać na lotnisku ujemny test na covid, wykonany najwcześniej 72 godziny przed wylotem, wykonany przez laboratorium zaakceptowane przez rząd cypryjski.


- To zniechęca - mówi nam Bułgar, prowadzący bar w porcie w Paphos. - Jeden test to około 190 euro z tego, co wiem. Czteroosobowa rodzina musiałaby wydać około 1000 euro na same testy. A dla nas brak Anglików to plajta. 

 

Paphos  świeci pustkami

Puste bary i sklepy w Paphos.

Podobnie jak brak Rosjan, którzy też przyjechać nie mogą. Dlatego sklepy i bary świecą pustką. Nasz rozmówca podkreśla, że jeszcze w lutym było więcej ludzi. Tak źle to nigdy jeszcze nie było. Od niedawna w zamkniętych miejscach publicznych na Cyprze obowiązuje nakaz noszenia maseczki. trzeba ją mieć w sklepie, w autobusie, banku.

- I po co to wszystko? - pyta Bułgar. - Ta epidemia to zwykły wymysł. Puste hotele, puste sklepy. Taki jest tego efekt.

 

Paphos - hotel, który mam po sąsiedzku, nad samym morzem, zamknięty na głucho.

Zamkniety hotel nad samym morzem.

Rozmawiam z Nikolasem Protopapasem o protokołach covidowych, które dotyczą hoteli i pobytu turystów. Żeby uruchomić hotel, należało się do nich przystosować. Dezynfekcja pokoi po każdym z gości, wszędzie płyny, mierzenie gorączki przed wejściem do restauracji. W każdym pokoju książeczka na temat zasad bezpieczeństwa. Ale goście maseczek nie muszą nosić, taki wymóg dotyczy wyłącznie obsługi. Jest bufet, każdy sam sobie nakłada jedzenie, turystów prosi się tylko o zachowanie dystansu. Z restauracji zniknęła część stołów. Chodziło również o dystans społeczny.


- Pilnujemy wszystkich procedur, obłożenia hotelu, bo nie chciałbym mieć przez miesiąc gości, a potem mieć problem i zamykać hotel - podkreśla Protopapas. - Chętnych do przyjazdu nam nie brakuje. Mamy od lat utrwaloną markę i dobre opinie.


Faktycznie obiekt jest godny polecenia, przyciąga też to, że nie przyjmuje dzieci. W hotelu głównie młodzi ludzie w przedziale 20 - 35 lat i starsze osoby, 50 plus, ale te są w zdecydowanej mniejszości. No i przewaga liczebna Polaków - około 250 osób.


- Są też Cypryjczycy, bo większość nie chce wyjeżdżać za granicę. Wolą nie ryzykować i zostać na wyspie, dzięki temu zapełniają się też inne otwarte hotele, funkcjonują lokalne biznesy - dodaje Protopapas. - Ale to kropla w morzu potrzeb. Epidemia zabija hotele, restauracje i linie lotnicze. Na sezon letni mamy obłożenie. Nikt jednak nie wie, co będzie potem.

Magdalena Gorostiza


Tagi:

podróże,  wakacje,  Cypr, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót