Można na razie zapomnieć o prawdziwym last minute i wykupieniu wakacji w Grecji dosłownie na dzień przed wyjazdem. Obowiązkowe jest posiadanie kodu QR, który dostaje się po wypełnieniu formularza na stronie greckiego rządu. Bez tego kodu nikt nie zostanie wpuszczony, najpóźniej formularz należy wysłać 48 godzin przed wylotem. Tak naprawdę nie ma w nim żadnych danych epidemiologicznych - podaje się wiek, numer dokumentów, adres pobytu i osobę do kontaktu w Polsce. Kod przychodzi zwrotną pocztą i jego otrzymanie staje się swoistą przepustką. Do tego dochodzi szereg formularzy, które należy wypełnić. Dla linii lotniczych, dla władz greckich. Trzeba podać numer miejsca w samolocie, w przypadku, gdyby okazało się, że ktoś siedzący obok ma koronawirusa.


Na halę lotniska wchodzą wyłącznie pasażerowie, nie ma mowy o osobach towarzyszących. Przy wejściu obowiązkowe mierzenie temperatury, gorączka natychmiast wyklucza z podróży.

 okęcie

 okęcie

 

Lotnisko puste i wymarłe, nie ma jeszcze zbyt wielu wylotów. Wszędzie płyny do dezynfekcji i obowiązkowa maseczka, choć większość zsuwa ją choćby z nosa, żeby móc normalnie oddychać.

Odprawa jak zwykle, nikt o nic nie pyta, trzeba tylko oddać covidowy formularz, podpisać oświadczenie o stanie zdrowia i braku kontaktu z wirusem. 

Nasz samolot jest pełny, nie ma mowy o żadnym dystansie. Maseczki nadal obowiązkowe, podobnie jak na lotnisku na Rodos. Można się ich pozbyć dopiero po opuszczeniu lotniska.

Grecy sprawdzają wyłącznie kod QR, nie zaglądają nawet do dokumentów, nie mierzą nikomu temperatury.

Wyjechaliśmy z dużym, znanym biurem podróży. Nie ma już jednak polskojęzycznych rezydentów czy tradycyjnych spotkań w hotelu. Na sms przychodzi link do aplikacji, masz sprawę, potrzebujesz pomocy, to jest jedyna forma kontaktu plus numer alarmowy.


W hotelu też lista ograniczeń, choć ona akurat kłopotliwa nie jest. Jest prośba o zachowanie dystansu pomiędzy gośćmi, chociaż jest bufet, nikt sam jedzenia nie bierze, wszystko, włącznie z talerzem, podaje obsługa ubrana w maski i rękawiczki.


Nie ma żadnych animacji, klubów dla dzieci, wspólnych zajęć dla turystów. Wreszcie raj dla miłośników spokoju i ciszy. Na basenie, na plaży łóżka w odpowiedniej odległości. Każdego ranka jest pełna dezynfekcja. Pokoje są sprzątane rzadziej, żeby ograniczyć kontakt personelu z gośćmi, można jednak w każdej chwili poprosić o wymianę pościeli lub ręczników. 

 Idziemy na rekonesans do miasteczka. W Ialyssos tłumów nie ma.

rodos

 

Można rzecz wszędzie pustki. Jesteśmy przecież w letnim sezonie, nasze miasteczko powinno tętnić życiem. A jednak jeszcze nie ma zbyt wielu turystów, mało ludzi na ulicach, w restauracjach czy w sklepach.

Trafiamy do pięknej tawerny Kosty, w restauracji zajętych kilka stolików.

 

rodos

rodos

Turyści masek nie muszą nosić, obsługa tak. Trzeba przyznać, że pierwszy raz widzę tu model odwróconej przyłbicy.

rodos

 

Chcemy wynająć samochód, żeby pojeździć po wyspie. Tu zaczynają się schody, Grecy wprowadzili znaczne ograniczenia, co do ilości osób, które nie są ze sobą spokrewnione, a jeżdżą jednym samochodem.

 

rodos

 

W naszym hotelu jest rent a car, pracuje w nim Joanna, Polka od 10 lat żyjąca na Rodos. Rozkłada ręce - pewnie będziemy musieli brać dwa samochody, bo w jednym małym może jechać kierowca i góra dwóch pasażerów, takie są przepisy. Żebyśmy mogli we czwórkę ze znajomymi podróżować razem, musielibyśmy wynająć busa!

Nie daję za wygraną, szperam w internecie, wyskakują sprzeczne informację. w końcu postanawiam iść na policję, bo w końcu tam powinnam znaleźć odpowiedź. Policjanci mówią, że w pięcioosobowym samochodzie mogą podróżować cztery osoby, 29 czerwca wprowadzono nowe regulacje. Ulga. Od jutra zaczynamy zwiedzać wyspę.

Dla nas brak wielu turystów to komfort, dla Greków niepowetowane straty. Tym bardziej, że na Rodos nie było ani jednego przypadku koronawirusa.

Magdalena Gorostiza


Tagi:

podróże,  Rodos,  koronawirus,  pandemia, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót