Nie wiedziałam, że tak żyłaś. Nigdy by mi to nawet do głowy nie przyszło…

Dużo osób nie wiedziało. Wstydziłam się, nikogo nie zapraszałam. XXI wiek, a my do nocnika robimy. Mieszkanie 32 metry dla czterech osób. Zimno, opalane węglem, grzyb na ścianie, była woda, ale odpływu nie było. Jak kupiłam pralkę, to musiałam wiaderkami wynosić, co odwirowała, z pierwszego piętra. I ten okropny kibel na podwórku. Idź tam w środku nocy... Ja tam wychowałam dwie córki, myliśmy się w misce, raz w tygodniu porządna kąpiel u przyjaciółki.

 

Jak tam trafiłaś?

Miałam 20 lat jak zaszłam w przypadkową ciążę z ledwo poznanym nad jeziorem chłopakiem. Szybki ślub. To było jego mieszkanie, tam się z domu wyprowadziłam

 

Rodzice nie protestowali? Nie wyobrażam sobie, żebym pozwoliła żyć ciężarnej córce w takich warunkach.

Matka uznała, że skoro umiałam zafundować sobie dziecko, to powinnam sobie jakoś radzić. Miałam o to do niej kiedyś żal, teraz uważam, że to nauczyło mnie odpowiedzialności. Cóż, było ciężko, nawet bardzo. W zimie wszystko zamarzało, to przejmujące zimno najbardziej pamiętam. Zdarzało się, że korzystałam z opieki społecznej, zapłacili rachunki, kupili węgiel. Wiem, jak takie życie wygląda, w beznadziei totalnej. Pracowałam po 12 godzin na dobę, dzieci z przedszkola odbierał już dziś mój były mąż. Związek się rozpadł, ale jego nie winię, to raczej ja nie nadaję się do małżeństwa. Ale musiałam sobie radzić, dziś się zastanawiam, skąd brałam tyle siły, bo przecież był jeszcze czas dla dzieci, miały wszystko przygotowane. Spałam po 4 godziny na dobę i wiedziałam, że muszę się jakoś z tego wyrwać, że to nie jest moje prawdziwe życie, że będzie lepiej.

 

Przede wszystkim założyłaś swój biznes.

Tak, to był ważny krok. Pracując jako hostessa nauczyłam się sprzedawać, byłam w tym zwyczajnie dobra. Moja matka powiedziała mi, że kobieta, która ma sklep z bielizną obok jej sklepu, chce go sprzedać. Zapożyczyłam się i tak zaczęłam nowe życie. Długi wszystkie spłaciłam, zmieniłam adres, teraz jestem na lubelskim Czechowie. Po bieliznę przychodziły różne kobiety. Lubię słuchać ludzi, z wieloma się zaprzyjaźniłam, spotykałyśmy się. Oczywiście nigdy u mnie w domu. Kiedyś w końcu wyznałam im, dlaczego. Następnego dnia rano jedna z nich zadzwoniła, że nie mogła spać całą noc. Pomogła mi uzyskać mieszkanie z miasta, na które czekałam w kolejce 16 lat. Nie było idealne, ale było wreszcie ciepło! I odpływ i ubikacja! Zrobiłam remont, byłam przeszczęsliwa, teraz już mam kolejne mieszkanie, bo tamto udało mi się zamienić. Córki są dorosłe, zostałam sama, fajnie jest, jestem zadowolona.

 

I żyjesz bardzo aktywnie. Znana jesteś przede wszystkim z tego, że ciągle się udzielasz, ciągle komuś pomagasz. Włączyłaś się do mojej akcji pomocy sierocińcowi z Ugandy z genialnym pomysłem – zbierasz od klientek biustonosze. To był strzał w dziesiątkę, bo tam to deficytowy towar. Czemu to wszystko robisz?

Bo wierzę, że dobro wraca. Jest taki film „Podaj dalej”. Jeśli 3 osoby pomogłyby codziennie 3 osobom i tamte kolejnym, to cały świat by sobie pomagał. Jestem takim „bankiem przysług”, jak coś trzeba załatwić, to załatwiam, organizuję, wspieram. Działam w Fundacji Oswoić Los, która zrzesza rodziców niepełnosprawnych dzieci. Poznałam matki z fundacji, widzę ich codzienne życie. Mój slams przy tym to nic. Ja mam zdrowe dzieci, mam jednak dużo szczęścia w życiu. To chcę ulżyć innym, jeśli się da. Ale faktem jest, że aby dojść do takiego momentu musiałam sporo nad sobą samą pracować. Najpierw trzeba siebie pokochać, żeby móc dawać coś innym.

 

A to wbrew pozorom wcale nie jest proste…

To jest nawet bardzo trudne, rzekłabym. Pamiętam takie ćwiczenie które robiłam, miałam stać nago przed lustrem, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć, ale szczerze, że się kocham, że się akceptuję. No trochę mi zeszło… No i trzeba wybaczyć. To kluczowa sprawa. Większość rzeczy która nas blokuje, które sprawiają, że mamy kompleksy, jest wyniesiona z rodzinnego domu. Trzeba się z tym rozliczyć, zrozumieć, że rodzice byli, jacy byli, bo nikt ich nie nauczył być innymi. Bez wybaczenia nie ruszy się naprzód. Wiem, że moje myśli kształtują mój świat. Jest taka fajna opowieść o tym, jak kobieta jedzie do pracy, jej anioł siedzi jej na ramieniu. Kobieta głośno narzeka na męża, na dom, na wszystko. Anioł myśli - hmm dziwne te marzenia, ale jak ona chce, to jej je spełnię. Więc jak ja jadę do pracy to myślę o tym, że przyjdą fajne klientki, że będzie dobry dzień, że zarobię na ZUS, na czynsz. Ja od 30 lat zapisuję każdy wydatek, każdą wydaną złotówkę, bo krezusem nie jestem, nie wiem też nigdy ile w danym miesiącu zarobię. To mnie trzyma w ryzach. Ale odkładam na babskie wyjazdy, które organizuję. Czasami wsiadam sama w samochód i jadę w Polskę. Potrafię udawać niemowę, bo chce być tylko ze sobą i swoimi myślami. I też jest mi wtedy dobrze. Ja zawsze lubiłam dużo czytać i mądre książki pomogły mi znaleźć swoją drogę. Wiesz, można skończyć tysiąc kursów, ale jak nie wprowadzisz w życie zmian, one nic nie pomogą. Ja czytałam niektóre fragmenty kilkaset razy. Żeby zmienić swoje myślenie. Ja już o nic nie zabiegam, będzie, co ma być. Żyję intensywnie, bo jutra może nie być. Dlatego jeżdżę na koncerty, uwielbiam zwiedzać, ciągle jestem w ruchu.

 

Ostatnio wsławiłaś się na całą Polskę nietypową wystawą sklepową. Dałaś swoje lekko roznegliżowane zdjęcie, namawiając tym samym kobiety do badania piersi.

To był pomysł mojej przyjaciółki Anki Augustyniak. Był październik, miesiąc walki z rakiem. Ona wymyśliła, by coś takiego zrobić. Potem ja myślałam, jaką dać fotę, żeby nie być gołą totalnie, żeby było naturalnie. Zdjęcie zrobił mój przyjaciel Adaś Abramowicz, który jest fotografem. Jak już kleiłam to zdjęcie, to myślałam, że to jednak głupi pomysł.

 

 

jola Sagan

 

A jednak chwycił, moje klientki zaczęły same o tym rozmawiać, opowiadać o badaniach, o operacjach. Wiele z nich zachęciłam do profilaktyki. Sklep z bielizną jest trochę jak konfesjonał, przecież ja je widzę roznegliżowane, czasami je dotykam, jak pozwalają, żeby ułożyć odpowiednio stanik, dobrać właściwy rozmiar. Nie wiesz nawet, co kobiety potrafią nosić! Rozmiary sprzed 30 lat! Potem się dziwią, że boli szyja, boli kręgosłup. Ja się sama brafitingu uczyłam, lata doświadczenia. Jestem lokalną patriotką, sprzedaję polskie marki. Jeżdżę do producentów, pozwalają mi patrzeć, jak się stanik szyje. Wiesz, że stanik składa się z 50 części, pracuje przy nim 9 osób, a czas produkcji jednej sztuki to 45 minut? Wiesz, że teraz do projektowania staników zatrudnia się specjalistów inżynierów od konstrukcji mostów? Bo jest istotne, gdzie przyszyć ramiączko, jaką ma mieć szerokość itp. Mało kto o tym wie, ale przy większym biuście dobrze dobrany stanik to podstawa zdrowego kręgosłupa. I tak jak widzisz, zupełnie przypadkiem odnalazłam swoją pasję, a dzięki tej pasji poznałam dziesiątki świetnych kobiet, zawiązałam przyjaźnie, uzyskałam często pomoc. Więc jak mam tego dobra teraz dalej nie oddawać?

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

Tagi:

kobietaxl,  Jola Sagan,  brafiting,  Lublin, 



Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Powrót