Byłyśmy razem na roku. Ja od początku wiedziałam, że nauczycielką nie zostanę. A ty? Chciałaś uczyć?

Nie, chciałam być dziennikarką. Ale zawód nauczyciela znałam doskonale z dobrej strony, bo jak wiesz, jestem z nauczycielskiej rodziny. Moi rodzice to byli nauczyciele zaangażowani w pracę, lubili młodzież. Wiadomo,że kiepsko zarabiali, ale kochali swój zawód. Nie miałam więc oporów, po praktykach w szkole wiedziałam, że mogę tam pracować ale nie z dziećmi, w liceum. I tak się stało. Były rożne zawirowania polityczne, dziennikarstwo nie bardzo mi odpowiadało.

 

I w końcu trafiłaś do mojej szkoły. Liceum im. Jana Zamoyskiego w Lublinie. Taka szkoła dla młodzieży z aspiracjami. Jak się pracuje w takim liceum?

Nie ukrywam, że na początku trochę się bałam, czy sprostam. Jestem absolwentką Unii, zawsze na Zamoya patrzyliśmy jak na taką szkołę, gdzie jest luz i wolność. Ale to był mój bardzo dobry czas spędzony w tej szkole. Mogłam robić z młodzieżą wiele rzeczy poza lekcjami, organizować teatr, wydawać pisma. Oni są tacy sami jak my kiedyś. Mają potencjał, ambicje, są inteligentni. Wielu z nich chce się uczyć, ma potrzebę poznawania nowych rzeczy. Wiadomo, że zawsze jest grupa, która chce pójść po najmniejszej linii oporu. Ale to mniejszość. I kiedy zaczynałam pracę w Zamoyu to były inne lata dla edukacji. Mogłam robić zdecydowanie więcej. Z begiem lat przychodziły reformy i wtłoczono nas w system. Wtedy byłam edukatorem, mistrzem, artystą. Tak mnie traktowano, bo mogłam rozwijać skrzydła. Teraz szkoła sprowadza się do kursów przygotowawczych do matury. Nauczyciel ma przygotować do testów, wedle klucza, pod linijkę. Najpierw do testów w podstawówce, potem w gimnazjum, które już znikło i w końcu,do matury. To wtłacza w ramy i bardzo ogranicza. Pozbawia możliwości poszerzania horyzontów, chodzenia własną drogą, bo zweryfikują mnie na końcu słupki, bezwzględne statystyki. Tak jakby brakowało do nauczycieli zaufania, że potrafią nauczać, każdy po swojemu, a jednak dobrze.

 

Uważasz, że stara matura była lepsza?

Tak, bo aż tak nie ważyła na losach ucznia. Dziś matura generuje resztę życia, młody człowiek musi podjąć tak ważne decyzje kiedy wybiera przedmioty, które będzie zdawał. Moim zdaniem, za wcześnie. A to z kolei wpływa na stres i napięcie związane z maturą. Kiedy my kończyliśmy liceum to był czas, gdy mogłaś sobie powiedzieć – OK, jakiś etap się zamknął, zobaczymy co dalej. Dziś to nie jest zamknięcie, a otwarcie na dalsze życie. I ten ciężar przerzuca się na nauczyciela – na ile mnie przygotował? Szkoły ścigają się w rankingach, to powoduje dodatkowe obciążenia. A praca nauczyciela jest ciężka.

 

E tam, macie małe pensum, wakacje, ferie. Każdy tak ci powie…

Każdy, kto nie zna realiów naszej pracy. Otóż ja chodziłam codziennie spać koło północy, weekendy też miałam zajęte. Jak masz 5 klas po 36 osób, sprawdziany, klasówki, próbne matury itp. to nie ma innego wyjścia. Do tego dochodzą zajęcia pozalekcyjne, olimpijczycy, różne konkursy, wyprawy do teatru, na wycieczki, konsultacje, spotkania z rodzicami, wywiadówki. Jest co robić.

 

A rodzice? Mówi się, że stali się bardzo roszczeniowi?

Ja nie miałam takich doświadczeń. Raczej trafiałam na „normalnych” rodziców. To co się zmieniło to podejście do dziecka. Rodzic nie pyta, co uczeń może zrobić tylko co mógłby zrobić więcej nauczyciel. Przerzuca odpowiedzialność na szkołę, ale myślę, że to w dużej mierze wynik nieprzychylnej nam propagandy.

 

Strajk nauczycieli wielkiego uznania nie zyskał?

Nasi uczniowie nas poparli, przychodzili rodzice z pączkiem czy kawą. Ale tak, gremialnie żeśmy polegli, jako stan nauczycielski. Media państwowe umiejętnie manipulowały. Przykre.

 

Odeszłaś na świadczenie przedemerytalne choć mogłaś jeszcze uczyć. Nie chciałaś dłużej pracować w szkole?

Odeszłam z wielu powodów. Nie chcę pracować w takim systemie, jestem tym zmęczona. Nie tak sobie swoją misję wyobrażałam. Odejście daje mi okazję do realizowania swoich pasji na innych polach, mam fundację Sadownia, robimy ciekawe rzeczy. Ale żal mi kontaktów z młodzieżą, z nauczycielami,bo z Zamoyu jest fantastyczny zespół. No i ostatnia sprawa – pieniądze. Żeby nie być gołosłowną zaraz pokażę ci mój ostatni przelew. Zobacz 2900 złotych. Po 30 latach pracy z dodatkami i nadliczbówkami. Kim jest nauczyciel w ocenie społecznej? Pariasem. Mnie kiedyś jeden uczeń powiedział, że on ma lexusa, a ja tylko renault. To według niego znaczy, że nie jestem zbyt wiele warta. I powiedz mi, jak społeczeństwo może się godzić na to, że pariasi odpowiadają za edukację dzieci, przyszłych lekarzy, posłów, adwokatów? To są zaburzone proporcje. Zawód nauczyciela musi mieć odpowiedni prestiż społeczny, a za tym idą też pieniądze. Mówi się, że jest wielu złych nauczycieli. Być może, ja takich nie znam. Ale jeśli nawet tacy są, to czemu się dziwić? Kto młody, zdolny, z pasją przyjdzie nauczać za grosze i w dodatku wtłoczony w ramy takiego systemu? Dobre społeczeństwo powinno mieć dobrych nauczycieli, ale to się buduje przez lata. Nic się nie stanie ot tak, samo z siebie.

 

Masz jakieś rozwiązanie?

Wiem, że to nie uczeń, nie nauczyciel powinien być leczony, zmiany wymaga system. To on sprawia, że na dzieciakach ciąży taka presja, że zmusza się ich do wyścigu szczurów. A to generuje konkretne reakcje – stres, hejt, próby samobójcze, depresje. Szkoła powinna być miejscem, do którego chce się chodzić. A nie, jak u nas, przykrą koniecznością.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Psycholog Janusz Koczberski - Dlaczego dzieci nie chcą się uczyć?

Tagi:

kobietaxl,  nauczyciel,  szkoła. Katarzyna Jóźwik, 

Kliknij, aby zamknąć artykuł i wrócić do strony głównej.

Podobne artykuły:

Powrót